CZEGO NAUCZYŁ MNIE POBYT W USA |+ GDZIE BYŁAM, CO ZWIEDZIŁAM ORAZ PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ

piątek, 30 września 2016 / 6 komentarzy / Etykiety:
Grand Canyon

Wszyscy znamy powiedzenie, że podróże uczą. Czego więc nauczył pobyt za dalekim Oceanem mnie, osobę, która nigdy nie myślała, że kiedykolwiek porwie się na wyjazd do Stanów Zjednoczonych? Jeśli miałabym być szczera, wiele.

Nie raz i nie dwa wspominałam, że wycieczki często są dla mnie stresujące. Wiem, że istnieje masa osób, którą ekscytuje sama wizja podróży, planowania...a ja jestem w tym beznadziejna. Taka jest prawda. Lubię zwiedzać, poznawać nowe miejsca, jednak wizja bookowania biletów, myślenia nad harmonogramem, dojazdami często mnie przeraża. W obcych (i nie tylko) miejscach łatwo się gubię (brak orientacji w terenie welcome to!), tłum ludzi trącających mnie za ramię szczerze irytuje. Z samotnego wylotu do USA (bo nie miałam przy sobie żadnej, prawdziwie bliskiej mi osoby) wyniosłam sporo. 


Los Angeles

Miałam szczęście pracować ze świetnymi, otwartymi ludźmi. Wielu z nich wciąż mi brakuje, stąd po części rozważam powrót w to samo miejsce za rok, choć planujemy również spotkania. Rozmowa po angielsku, choć nigdy nie stanowiła dużego problemu, teraz przychodzi mi dużo płynniej, naturalniej, bez obaw o idealną poprawność gramatyczną. Bo powiedzmy sobie szczerze, kto, prócz native speakerów mówi perfekcyjnie? Amerykanie, szalenie pomocni, niejednokrotnie ratowali nas z opresji. Czy to w nowojorskim metrze, czy o północy w Washingtonie, gdy odwołano nam powrotnego busa, a pracownicy firmy mieli nas w dalekim poważaniu i najchętniej odkładali słuchawkę telefonu. Obawiam się, że ilość dobrej karmy z całego roku wykorzystałam podczas trzytygodniowego podróżowania.;)


San Diego

Nigdy nie sądziłam, że będę osobą, która przyzna, że polskie ulice są smutne. Być może uśmiech, to dla Amerykanów nawyk, podobnie jak small talk o pogodzie, czasem trochę przesadny, jednak umówmy się, o wiele milej stoi się w długiej kolejce, gdy obok ktoś wygląda po prostu sympatycznie. Nie zrozumcie mnie źle, takie było moje spostrzeżenie zaraz po powrocie. 

Nie twierdzę, że Stany są lepsze, bo nie są i nigdy nie będą. Są inne, ciekawe, ale szczerze tęskniłam za krajem. To tylko dowód, że prawdopodobnie nigdy nie zdecyduję się na emigrację na stałe. Świadomość, że będąc w Lublinie w ciągu maksymalnie trzech godzin mogę być w domu działa bardzo kojąco. Zrozumiałam, że nie chodzi o odległość, bo kilometry się nie liczą. Liczy się możliwość powrotu do ukochanych miejsc i ludzi, jakkolwiek patetycznie to nie zabrzmi.


San Francisco
Czy polecam program Work & Travel dla studentów? Absolutnie. Możliwość poznania innej kultury, nawiązania znajomości z całego świata jest genialna. Czternastego września wróciłam do Polski, po długim podróżowaniu. Zwiedziliśmy: Nowy Jork, Washington, San Diego, Las Vegas (to miasto faktycznie nigdy nie śpi!), Los Angeles ( gdzie dla odmiany przesadziłam z ekspozycją na Słońce, za co słono zapłaciłam).

San Francisco, zachwyciło mnie do tego stopnia, że śmiało określiłabym je jako moje ulubione. Głównie ze względu na architekturę, przepiękne domy w starszej, klimatycznej jego części. Dokładnie takie KLIK. Pierwsze, z czym mi się skojarzyło to serial Czarodziejki, który uwielbiałam w dzieciństwie i z tego, co się dowiedziałam, słusznie, bowiem tam był kręcony. Cóż, przynajmniej urywki.


Los Angeles

Dodatkowo, widzieliśmy na własne oczy Kanion Red Rock w Nevadzie, Grand Canyon (zdjęcie na górze), gdzie widoki zrobiły na mnie niesamowite wrażenie, oraz Park Narodowy Yosemite
Nie mogłabym zapomnieć również o Bostonie i Niagarze, gdzie wybraliśmy się jeszcze podczas pracy, korzystając z dnia wolnego.

Prócz trzech, nadprogramowych kilogramów, wróciłam z masą wspomnień i dobrej energii. Jeśli więc czytają mnie studenci, a wiem, że tak, to wyjazd mogę tylko polecać. W Polsce jest  kilka firm zajmujących się organizacją wyjazdów, sama korzystałam z Camp Leaders Poland. 



Kosmetycznie już niedługo!




Czytaj dalej »

TEST | KOLAGEN NORWESKI PO PONAD DWÓCH MIESIĄCACH STOSOWANIA

poniedziałek, 29 sierpnia 2016 / 15 komentarzy / Etykiety:



Jeszcze na długo przed wyjazdem zastanawiałam się co, prócz oczywiście kosmetyków zabrać ze sobą w podróż do Stanów. Nie mogło oczywiście zabraknąć apteczki z podstawowymi lekami, zwłaszcza po opowieściach znajomych o cenach takich produktów w sklepach. Dawno nie sięgałam po suplementy diety, pobyt za oceanem okazał się dobrą okazją do przetestowania czegoś nowego, mianowicie, nowego suplementu diety o nazwie Kolagen Norweski wprowadzonego przez firmę BioMed-Pharma Polska.



Propozycję otrzymałam jeszcze zanim produkt został oficjalnie wprowadzony do sprzedaży i to, co widzicie na zdjęciach jest wersją, jaką można kupić w Norwegii. Miałam okazję zobaczyć, jak wygląda polska wersja opakowania  (klik) i prezentuje się ona zdecydowanie lepiej.
Skład norweskiego preparatu oparty jest na oleju z łososia (1000 mg), naturalnym, niezhydrolizowanym kolagenie typu I (tworzący skórę, włosy, paznokcie, organy wewnętrzne i kości) oraz kolagenie typu II, który jest głównym budulcem chrząstek (łącznie 100mg). Dzięki braku wspomnianej obróbki przy wykorzystaniu wysokiej temperatury sprężyste włókna nie ulegają zniszczeniu, sam produkt działa silniej i daje lepsze efekty.
Dodatkowo znajdziemy w nim witaminę C ( 100mg), która odgrywa kluczową rolę w jego syntezie. Regularne stosowanie preparatów tego typu przyczynia się do wzmocnienia naczyń krwionośnych, zdrowszego wyglądu i jędrności skóry, redukcji zmarszczek, poprawy funkcjonowania stawów oraz oczywiście, wzmocnienia włosów i paznokci.



Aktualnie, jak łatwo się domyślić wiele się zmieniło, przede wszystkim moja dieta: stała się dużo bardziej uboga w witaminy, mniej zróżnicowana. Zmiana klimatu, nie oszukujmy się, również ma ogromny wpływ. Zauważyłam jednak kilka efektów, o których z pewnością mogę napisać po ponad dwóch miesiącach stosowania . Przede wszystkim, włosy rosną tak samo szybko jak zawsze, dobrze więc, że przed wyjazdem odwiedziłam swoją fryzjerkę. Ustało również nadmierne ich wypadanie. Zawsze dokuczało mi również nieprzyjemne „strzelanie” w stawach, zwłaszcza przy rozgrzewce przed treningiem. Teraz praktycznie go nie zauważam. Z chęcią kontynuowałabym kurację przez kolejne miesiące, już będąc w Polsce. Jestem ciekawa jak będzie gdy powrócę do normalnego trybu życia i jedzenia. Zwłaszcza, że zbliża się jesień a skład jest idealny również jako ochrona przed przeziębieniem, a sama niestety, bardzo często choruję. Wysoka zawartość kwasów omega 3 (250 mg) na pewno nie zaszkodzi podczas sesji.




Miesięczną kurację (60 kapsułek) Kolagenu Norweskiego znajdziecie na stronie biomed-pharma.pl w cenie 89 złotych za opakowanie. Bądźcie jednak czujne, bo wspólnie mamy dla Was niespodziankę. Więcej szczegółów wkrótce.




Czytaj dalej »

LAKIERY HYBRYDOWE SEMILAC | OSIEM ODCIENI FIOLETU: 123, 034, 035, 058, 059, 083, 012,129

środa, 17 sierpnia 2016 / 28 komentarzy / Etykiety:
Pod moją nieobecność w gamie Semilac na pewno pojawiła się masa nowych odcieni, jednak porównania kolorów są zawsze pomocne przy wyborze i decyzji zakupu. Jesień powoli się zbliża i wizja powrotu do Polski oczywiście bardzo mnie cieszy. Oby tylko nie było zbyt deszczowo ;) Na tę porę roku  fiolet jest jednym popularniejszych, stąd liczę, że porównanie ośmiu, pochodzących z mojej kolekcji przypadnie Wam do gustu. Sześć czerwieni mogłyście oglądać już jakiś czas temu tutaj. 


Większość kryje po dwóch warstwach, bardziej pastelowe (059, 058) wymagają jednej dodatkowej. W ich przypadku zawsze starałam się nakładać je wyjątkowo cienko, aby uniknąć mało estetycznego efektu jakim moim zdaniem jest zbyt duża ilość lakieru na płytce.


012 PINK CHERRY
035 BRIGHT EMERALD
034 MARDI GRAS
058 HEATHER GREY
059 FRENCH LILAC
083 BURGUNDY WINE
129 VIOLET BLISS
123 SZEHEREZADA



Na zdjęciu od góry: 123, 034, 035, 058, 059, 083, 012, 129.




Znacie któryś z fioletów? 
Macie ulubiony odcień?



Czytaj dalej »

ULUBIEŃCY OSTATNICH TYGODNI | CO ZABRAŁAM ZE SOBĄ NA WYJAZD

poniedziałek, 25 lipca 2016 / 26 komentarzy / Etykiety:
 
Po ponad miesiącu za granicą warto podsumować zawartość mojej wyjazdowej kosmetyczki.  Wiele się zmieniło, stąd bardzo pogorszyła mi się cera, zapewne na skutek innej diety oraz wody. Próbuję ratować ją znanym już chyba wszystkim czytelnikom olejkiem z marakui. Na podrażnienia świetnie sprawdziła się woda termalna Uriage.

Kłopotliwe są również paznokcie i dłonie. Ciągła praca w rękawiczkach dała im ostro w kość, rozdwajają się, stały się cienkie jak papier i delikatne na urazy. Niestety, typowa odżywka w lakierze odchodzi jednym płatem, muszę więc pozostać przy regularnym olejowaniu. W podróży pomocny był krem Tołpa o pięknym zapachu (mam nadzieję, że pełnowymiarowe opakowanie jest do zdobycia w sklepach), oraz miniaturka Kamille.
 
Pielęgnacja włosów wciąż minimalistyczna, zwłaszcza, że dokucza mi również podrażnienie skóry głowy (same narzekania z tych Stanów!). Chętnie sięgam po rokitnikową maskę, serum Biovax A+E, za którym nalatałam się chyba po czterech drogeriach oraz maska Pilomax Kamille. Co do tej ostatniej, to strasznie żałuję, że nie zabrałam jej ze sobą więcej. Zapomniałam, jak świetnie działała, mimo dość prostego składu. Koiła również nieprzyjemne uczucie swędzenia.
 
 
Czytaj dalej »

AKTUALIZACJA WŁOSÓW | LIPIEC

czwartek, 21 lipca 2016 / 32 komentarze / Etykiety:

 
Całe wieki nie było na blogu aktualizacji włosów. Głównie przez fakt, że wciąż nie mogę opracować nowej, idealnej dla nich pielęgnacji, bo jak już nie raz wspominałam stały się bardzo problematyczne. Po przyjeździe, z uwagi na inną wilgotność stały się jeszcze bardziej niesforne, starałam się więc olejować je regularnie. Całość jednak jest jak najmniej skomplikowana z uwagi na brak czasu.

KOSZULKA KLIK

Najczęściej są związane i lekko pokryte olejkiem, aby ograniczyć puszenie i dalsze wysuszenie. Skóra głowy również nieco ucierpiała, jednak powoli wszystko wraca do normy. W walizce zabrałam pakiet kosmetyków, głównie odlewki: balsam Seboradin, Babuszka Agafia oraz rosyjską maskę rokitnikową. Poszukiwania czegoś nowego spełzły na niczym, bowiem wybór produktów w sklepach, w których miałam okazję być był bardzo ograniczony. Te o naturalnych składach miały dość wysokie ceny, typowo drogeryjne dla odmiany nie kusiły mnie zbyt mocno. Jeśli coś się zmieni, to dowiecie się zapewne jako pierwsze :)
 
Jak mija Wam lipiec?
 
 
Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.