NIEDZIELA DLA WŁOSÓW #13 | NOWOŚCI: OLEJ MACADAMIA, BALSAM PLANETA ORGANICA, OLEJOWA MGIEŁKA SCHWARZKOPF


Nowa niedziela pod znakiem nowości: oleju macadamia, który testuję od jakiegoś czasu oraz mgiełki Schwarzkopf, która co dziwne, nie posiada w składzie alkoholu ani silikonów. Bardzo pozytywne zaskoczenie, bowiem najczęściej profesjonalne kosmetyki często zawierają ich spore ilości.


Olej macadamia nałożyłam na noc, koncentrując się głównie na końcówkach. Muszę przyznać, że spisuje się świetnie, bardzo odżywia włosy. Jeden z moich ostatnich ulubieńców. Po myciu cedrowym mydłem BA nałożyłam znany już balsam Planeta Organica z rokitnikiem (pełna recenzja tutaj), który bardzo mocno wygładza. Widać to nawet w porównaniu z ostatnią aktualizacją, gdzie miały większą objętość. Łatwo z nim przesadzić stosując zbyt często lub w dużej ilości, jednak posiadaczki niskoporowatych włosów wymagających nadania gładkości będą zadowolone. Moje wciąż czekają na strzyżenie, ale liczę, że w ciągu tygodnia uda mi się już je skrócić, przez co były mocno przyklapnięte. 

można powiększyć i otworzyć w nowej karcie:)


Po myciu zabezpieczyłam je olejową mgiełką o przepięknym zapachu. Jeśli miałabym być szczera, to głównie on sprawia, że tak chętnie sięgam po przesłany mi w ramach walentynek produkt.


NAJLEPSI Z NAJLEPSZYCH ♥ | PIELĘGNACJA TWARZY I CIAŁA


Dziś zamiast standardowych ulubieńców miesiąca bardzo spóźnione najlepsze produkty do pielęgnacji ciała i twarzy w ubiegłym roku. Znalazło się kilka świetnych kosmetyków, o których aż żal nie wspomnieć. Styczeń jednak rządzi się swoimi prawami jak wiadomo. Spora część przewijała się już w osobnych wpisach. Jeśli interesuje Was bardziej kolorówka lub pielęgnacja włosów, to zapraszam tutaj i tutaj. :)


AVEBIO, OLEJ Z MARAKUI
Pisałam o nim już wielokrotnie, wciąż podtrzymuję swoje zdanie na jego temat. To w moim przypadku najlepszy olejek, który daje realne efekty na mojej skórze. Rozświetla, rozjaśnia i ujednolica skórę przy czym wspaniale ją nawilża bez zapychania. Nie jest również ciężki, choć pozostawia na twarzy delikatną warstewkę, dlatego najchętniej stosuję go na noc. Genialnie łagodzi podrażnienia, stany zapalne oraz niweluje i zapobiega przebarwieniom potrądzikowy. To moja trzecia butelka, więc jest to chyba najlepszą rekomendacją. Mało kto wie, ale ma on dwukrotnie silniejsze działanie antyoksydacyjne w porównaniu z tak chwalonym arganem. Pełna recenzja tutaj i tutaj.

TOŁPA, KREM POD OCZY UJĘDRNIANIE 40+
Odkryty zupełnie przypadkiem, okazał się być najlepszym kosmetykiem pod oczy, jaki miałam okazję stosować w moim dwudziestotrzyletnim życiu. Z natury mam bardzo cienką skórę w tych okolicach, a cienie to moja przykra codzienność. Po pierwszym użyciu byłam szalenie zaskoczona jego działaniem, a stosowany regularnie utrzymuje stały poziom nawilżenia, zapobiega opuchnięciom. Zniwelował również delikatne zmarszczki. Recenzja tutaj.

FLOS LEK, ODŻYWKA DO RZĘS REVIVE LASHES
Cóż mogę napisać, po prostu świetny produkt! Dzięki niemu mam piękne, gęste rzęsy, które mogłyście zobaczyć w ostatniej recenzji tuszy Loreal. Wystarcza na bardzo długo, z uwagi na większą pojemność 5 ml. Nie spowodowała wysuszenia czy podrażnienia skóry. Zawiera bimatoprost, a cały skład możecie podejrzeć tutaj. 

WELLNESS & BEAUTY, OLEJEK DO CIAŁA Z KWIATEM WIŚNI
Kolejny, uniwersalny ulubieniec, który z przyjemnością stosowałam nie tylko do włosów, ale również do działa. Tani, piękny zapach, łatwo dostępny w każdym Rossmannie. To z pewnością kupię kolejne opakowanie. 

FLOS LEK, UJĘDRNIAJĄCE SERUM DO BIUSTU, KREM ZAPOBIEGAJĄCY ROZSTĘPOM
Tak jak całe życie byłam przekonana, że wszelkie, specyficzne preparaty nie dają większych efektów, tak tutaj miło się rozczarowałam. Z uwagi na moją (powolną, ale jednak) utratę wagi zależało mi na zapewnieniu skórze specjalnej troski. Efekty po prostu czuć. Oba produkty dają świetne uczucie nawilżenia, napięcia i wygładzenia. Ujędrnienie również jest zauważalne. Znajdziecie je w drogerii ekobieca.pl

THE BODY SHOP, MASŁO DO CIAŁA Z MASŁEM SHEA
Oszczędzane na specjalne okazje z uwagi na wysoką cenę masełko o świetnej, gęstej konsystencji i bardzo dobrych właściwościach pielęgnacyjnych. Aktualnie nie dziwię się wszelkim zachwytom w kierunku produktów TBS ;) Wspominałam o nim tutaj.


PAT & RUB, OTULAJĄCY PEELING, ZŁOTY OLEJEK
Marka, którą odkryłam w tym roku i pozytywnie mnie zaskoczyła swoją jakością. Peeling skutecznie umilał mi jesienne i zimowe wieczory, aktualnie dotknęłam już dna nad czym ubolewam. Zapach jest absolutnie cudowny. Świetny pomysł na prezent. Bez złotego olejku nie wyobrażam sobie kolejnych wakacji, całe szczęście zostało mi go jeszcze na kolejny sezon. Przepięknie rozświetla skórę i podkreśla opaleniznę bez zbędnego uczucia tłustości.

Wciąż najlepszy, stosowany raz w tygodniu na zmianę z enzymatycznym lub peelingami Sylveco. Warto z nim uważać przy cerze naczynkowej, u mnie wciąż sprawdza się świetnie, zwłaszcza na często pozapychanych policzkach lub czole. 


SMILE BRILLIANT, ZESTAW DO PROFESJONALNEGO WYBIELANIA ZĘBÓW
Nie ukrywam, miałam go już dość długo i zdążyłam przetestować, jednak z recenzją wciąż się wstrzymywałam. Chciałam sprawdzić, jak długo utrzyma się efekt. Jak wiadomo, wiele zależy od stanu zębów, naturalnego koloru kości. W moim przypadku z natury nie mogę narzekać, ale piję masę herbat i kawy (choć tą drugą staram się nieco ograniczać ostatnio). Jakiś czas temu postanowiłam odświeżyć ich kolor, nałożyłam żel (22% nadtlenku wodoru) na 30 minut i kolejnego dnia dostałam kilka pytań, czy wybielałam zęby, a jeśli tak to czym. Miałam niewielką nadwrażliwość, w razie problemów do zestawu jest dołączany żel, aby zminimalizować ten problem. Plusem są indywidualnie przygotowywane nakładki, musiałam zrobić odlew zębów (z dwóch past z zestawu) i odesłać do Stanów. Ich jakość jest na prawdę świetna, są cienkie i oczywiście dobrze dopasowane. Minusem niestety jest cena, swój zestaw dostałam do przetestowania, ale na stronie Smile Brilliant koszt z 6 żelami (strzykawki po 3ml wystarczają na 3-4 zastosowania) wynosi aż ponad 500 złotych. Jakby nie patrzeć, to wciąż taniej niż wybielanie u dentysty.




Chętnie poznam Waszych ulubieńców pielęgnacyjnych :)


AKTUALIZACJA WŁOSÓW | LUTY


Pierwszy raz od niedawna udało mi się w aktualizacji włosów uchwycić ich idealny, good hair day. Zazwyczaj, śmiesznym zrządzeniem losu na zdjęciach wyglądają przeciętnie, albo żyją swoim życiem. Na mój gust, są już bardzo długie, aż ZA długie, więc za jakiś czas wybiorę się do mojej niezawodnej koleżanki w celu ich skrócenia, nadania kształtu i prawdopodobnie poprawienia odrastającej grzywki, która co śmieszne, wygląda na bardziej przesuszoną niż końcówki. Zdjęcia można powiększyć, jeśli ktoś ma ochotę, zazwyczaj bowiem po zmniejszeniu ich rozmiaru wyglądają na kompletnie matowe.

SZORTY TUTAJ/ KOSZULA TUTAJ

Prezentują się dobrze jeśli chodzi o końcówki, ale nie widzę sensu irytować się ich przyklapnięciem, tylko zwyczajnie je skrócę. Do mycia tego dnia użyłam cedrowego mydła Babci Agafii, balsamu na kwiatowym propolisie. Nie nałożyłam żadnego olejku na sucho, jedynie silikonowe serum Loreal. Jedną z nowości tego miesiąca jest szczotka IKOO. Ulubieńców roku w kwestii pielęgnacji włosów mogłyście już przeczytać tutaj, jeśli jednak komuś zbiorcza recenzja moich hitów umknęła, to zapraszam do nadrobienia.


Na ustach mam jedną z kredek Golden Rose Matte Lipstick Crayon, niestety nie pamiętam, który to numer. Opinia o kilku kolorach pojawi się na dniach, jednak warto wspomnieć, że na twarzy widzie również kolejną nowość tej firmy, krem BB. Na policzkach natomiast błyszczy się mój ulubieniec roku, czyli rozświetlacz Melkior. 



NOWOŚCI NIEKOSMETYCZNE | PREZENTY URODZINOWE, UBRANIA NA SIŁOWNIĘ, OKULARY, KSIĄŻKI


Dziś krótki przerywnik w postaci spisu ostatnich nowości, zupełnie niekosmetycznych. Sama bardzo lubię tego typu posty, nie samą kolorówką człowiek żyje. Część z Was, która śledzi mojego instagrama wie, że dwa tygodnie temu obchodziłam dwudzieste trzecie urodziny. Jak ten czas leci! Za wszystkie życzenia jeszcze raz dziękuję. W ramach ich od Angeliki i Justyny dostałam m.in książki:

Pięknie wydane SŁODKIE I ZDROWE MONIKI MROZOWSKIEJ, 
SZCZĘŚCIE NA DZIEŃ DOBRY JAMIE CAT CALLAN, za którą już się zabrałam :)


Angelika, którą można zobaczyć na Youtube spełniła moją zachciankę w postaci szczoteczki elektrycznej Oral B, o której myślałam od dawna. Widać, kto czyta mojego bloga ;) Dostałam również masę słodyczy, które czekają na swój moment. Nastanie dzień, że je wszystkie zjem!


Wspominałam kilka razy, że nie przepadam zbytnio za zakupami ubraniowymi. Jednak chyba powoli się starzeję, albo być może nastał ten moment, kiedy nareszcie mogę spokojnie znaleźć coś ciekawego z uwagi na poprawę mojej figury. O siłowni pisałam już tutaj i bardzo cieszy mnie tak duże zainteresowanie tym tematem! Z okazji kolejnej osiemnastki sprawiłam sobie na wyprzedaży zwykły, szary top z New Yorker przeceniony z pięćdziesięciu pięciu na dwadzieścia (cóż za szaleństwo jeśli chodzi o standardową cenę!) oraz sportowy stanik o ciekawym wykończeniu siateczką, również na plecach. 


Ten, niestety nie był objęty obniżką, ale spodobał mi się na tyle, że mimo to go kupiłam. Zwłaszcza, że często noszę ciemne ubrania. Idąc tym tropem w jednym ze sklepów internetowych udało mi się upolować nowe buty Asics w korzystnej cenie. I pomyśleć, że normalnie stronię od takich kolorów.


Koszulkę z nadrukiem miałam zamiar nosić również na trening (bardzo spodobał mi się jej krój) jednak okazała się ciut za krótka do ćwiczeń. W składzie według strony ma poliester ale gdyby ktokolwiek dałby mi ją do ręki to stwierdziłabym, że to zwykła bawełna. Jeśli wiecie, gdzie można dostać takie topy sportowe, dość wycięte, to dajcie koniecznie znać :)

KOSZULKA TUTAJ
Firmoo natomiast zaproponowało mi natomiast dwa miesiące temu przesłanie mi wybranych okularów. Jako, że potrzebowałam czegoś typowo do pracy przy komputerze przystałam na tę propozycję i po wielu poszukiwaniach udało mi się dobrać, chyba całkiem trafnie dość duże oprawki w modelu z żółtymi akcentami (klik) Na instagramie możecie podejrzeć jak w nich wyglądam. Jakość wykonania jest w porządku i nie mam absolutnie czego się przyczepić, choć nie mam też zbyt dużego porównania. 


Są lekkie i dobrze się noszą. W zestawie przychodzi nam również ściereczka, twarde etui oraz miękki woreczek. Czy pomogą w walce ze zmęczonymi oczami? Cóż, chyba najlepszą opcją jest, nie oszukujmy się, spędzanie mniejszej ilości czasu w książkach i internecie. Z tego, co czytałam na stronie od czasu do czasu pojawia się opcja kupna okularów jedynie w cenie ich przesyłki, szczegóły możecie znaleźć tutaj.

MARYNARKA W PIĘKNYM KOLORZE KLIK


Co nowego u Was?


MASKARY VOLUME MILLION LASHES LOREAL SO COUTURE I FELINE | RÓŻNICE, EFEKT NA RZĘSACH


Maskara Volume Miliion Lashes So Couture to miłość wielu z Was. Zupełnie się temu nie dziwię, sama bowiem niedawno zużyłam trzecie lub czwarte opakowanie. Wszelkie zachwyty uważam więc za całkowicie uzasadnione. Z zaciekawieniem więc czytałam o najnowszym produkcie Loreal czyli wersji Feline, w pięknym, zielonym opakowaniu. Czas więc na kolejne porównanie. Czy nowszy znaczy lepszy? Przekonacie się poniżej!


Na wstępie zaznaczę: efekt na moich rzęsach (aktualnie w dobrej kondycji po odżywce) jest bardzo ładny i satysfakcjonujący, jednak są pomiędzy nimi różnice. Zacznijmy jednak od tego, co je łączy: dość intensywny zapach, bardzo dobra trwałość, brak osypywania się oraz genialna czerń. Z drugiej strony do ich demakijażu potrzeba sprawdzonego produktu. Oba wydłużają i pogrubiają, dając wrażenie sztucznych rzęs. Wydajność rekompensuje wysoką cenę, choć w drogeriach internetowych można dostać je w korzystnych cenach, a jeśli nie, to zawsze pozostaje sprawdzona promocja Rossmann -49% choć wtedy dla odmiany nie ma pewności, czy kosmetyk jest na pewno świeży.


To, co je różni to przede wszystkim szczoteczki. Choć obie są silikonowe, takie jak lubię, to Feline wyróżnia się lekko wygiętą, z dłuższymi włoskami. Początkowo zupełnie nie umiałam się z nią obchodzić, zwłaszcza, że formuła jest o wiele bardziej wodnista, tusz dość mocno sklejał, choć z czasem nauczyłam się z nią pracować gdy zgęstniała. Plusem jest fakt, że dzięki takiej szczoteczce łatwiej jest mi je podkręcić. W każdym z przypadków łatwo o wymazanie powieki i problem z malowaniem rzęs w wewnętrznym kąciku. Często w tym miejscu nabiera się również nieco za dużo produktu.

JEDNA WARSTWA FELINE NA RZĘSACHKOSZULA TUTAJ
Feline można spróbować i jest to dobry tusz, choć jednak, mimo wszystko osobom, które chcą wypróbować którąś z maskar poleciłabym So Couture. Obie maskary znajdziecie w drogerii ekobieca.pl


Znacie tusze VML? 
Swego czasu miałam okazję testować wersję Excess w czerwonym opakowaniu i była bardzo przeciętna i zupełnie się nie polubiłyśmy.