Zbiorcza recenzja: Kosmetyki Vipera

czwartek, 30 sierpnia 2012 / 28 komentarzy / Etykiety:
W tym poście pokazywałam Wam bardzo przyjemny lakier marki Vipera.
Dzisiaj przychodzę z recenzją pozostałych kosmetyków, postanowiłam się nie rozdrabniać i tak oto powstała recenzja zbiorcza.
Mam nadzieję, że ogrom zdjęć i tekstu Was nie przytłoczy i miło spędzicie czas.
To zaczynamy!

Najciekawszy kosmetykiem, jaki otrzymałam jest Puder Lekko Koloryzujący w odcieniu 706.

17zł/ 13g
Z tym kosmetykiem miałam już do czynienia dawno temu, miał wtedy inne opakowanie ,  jednak sam kosmetyk jest porównywalnej jakości. 
Nie sugerujcie się minimalnym zużyciem, zdjęcia zazwyczaj robię na początku testów, by lepiej się prezentowały ;)
Opakowanie ładne, solidne, z dużym lusterkiem. 
Napisy, podobnie jak srebrna obwódka zaczynają się wycierać, co sugeruje, że po tygodniowym noszeniu w damskiej, przepastnej torebce, nie będą prezentować się tak pięknie.

KWC

 Duży plus za puszek, dość gruby, porządnie wykonany.
Nie wiem, czy Vipera poszła po rozum do głowy, czy może cienka, plastikowa przykrywka pudru to przypadek.
Bądź co bądź, cieszę się, że nie jest to zwykła folia, którą łatwo zgubić.
Jako, że puder jest kompaktowy, zazwyczaj używam puszka, nie chciałabym więc przenosić mojego sebum na produkt.
Jego zasadniczym plusem jest matowienie, w mniej upalne dni, nagą skórę (bez podkładu) matowi do 4 godzin, co w moim przypadku jest nielada wyczynem
Nie jest to na szczęście typowy, płaski mat, skóra wygląda zdrowo, ale nie błyszczy się nadmiernie.

Jest drobno zmielony, lecz nie osypuje się podczas nakładania pędzlem. Nie zapchał mojej skóry.
Producent obiecuje dopasowywanie się do karnacji i wygładzenie. Tego drugiego, szczerzę mówiąc nie zauważyłam, jednak faktycznie nie jest widoczny na mojej skórze, a na pierwszy rzut oka wygląda na stanowczo za ciemny.
Minusem jest intensywny, babciny, typowo pudrowy zapach.
Zawiera filtry UV, nie podane jest jednak jak wysokie, a szkoda.

skład:
Skład: Talc, Mica, Kaolin, Isopropyl Stearate, Zinc Stearate, Titanum Dioxide, Zea Mays (Corn) Starch, Lanolin Oil, Lauroyl Lisine, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, +/- : CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77891, CI 19140, CI 15850, CI 15850:2.

W paczce znalazłam również dwie kredki do oczu Ikebana.
Przyznam szczerze, że kolory zupełnie nie moje ( ale to jest właśnie wynik wysyłania co popadnie bloggerkom...) a takich produktów używam rzadko, podstawą w makijażu oka jest kreska eyelinerem ewentualny kolor wprowadzam poprzez cienie.
brąz- Naomi nr 261, zieleń- Spring nr 258

Muszę przyznać, że kredki mnie nie zachwyciły.
 Są dość miękkie, nie drapią oka, dobrze się temperują, ale ogromnie przeszkadza mi nierównomierne rozprowadzanie się pigmentu, zwłaszcza jeśli chodzi o metaliczną, połyskującą zieleń. 
Ciepły brąz wypada pod tym względem lepiej, lecz obie są strasznie nietrwałe, na moich oczach zachowują się podobnie jak na swatch'ach.

 Owszem, niedotykając powiek kredka pozostanie w stanie, jaki określiłabym jako względny, jednak przy moich tłustych powiekach i częstym dotykaniu twarzy oczekuję kredki, która zastyga i zostaje na swoim miejscu. 
Dodatkowo producent określa brąz, jako kredkę również do brwi, co w moim mniemaniu jest to kompletną bzdurą, w tym przypadku jest stanowczo za miękka i zbyt napigmentowana, bardzo łatwo jest zrobić sobie krzywdę.
Cena to 8 zł, niby nieduży koszt, jednak lepiej jest zakupić słynną, żelową kredkę Avon, wcale nie dużo droższą.

Puder mogę z czystym sumieniem polecić, myślę, że gdy wykończę wszystkie 3 pudry prasowane, jakie aktualnie posiadam zastanowię się nad ponownym zakupem, lecz na kredki Ikebana napewno nie spojrzę w sklepie.

Macie swoich ulubieńców od Vipery?

Czytaj dalej »

Makijaż: Soczewkowa kreska

środa, 29 sierpnia 2012 / 54 komentarze / Etykiety:
Soczewkowa kreska? 
Dobrze czytacie :)

Jakiś czas temu dowiedziałam się na wizażu, że płyn do soczewek idealnie nadaje się jako płynna baza do cieni. 
Co prawda problemów ze wzrokiem stwierdzonych (jeszcze) nie mam, udało mi się zdobyć odrobinę płynu do testów.
A ich wynikiem jest intensywna, cieniowana kreska:


Dopiero na zdjęciu zauważyłam, że nie jest najprostsza, biorąc pod uwagę, jak rzadko malowałam się przez ostatnie dwa miesiące, liczę, że przymkniecie oko na drobne niedociągnięcia.

mam nienaturalnie długą rzesę, jest to jednak wynik zakończonej niedawno kuracji Revitalash ;)
Dużym plusem jest fakt, że płyn idealnie utrwala kreski, wyczuwalny jest na nich delikatny film co powoduje, że są praktycznie nie do zdarcia.

Użyłam:
płyn do soczewek
cienie z palety 120
cień matowy MIYO
dermacol
puder w kamieniu Celia
eyeliner essence

Sięgniecie po płyn, czy zostaniecie przy tradycyjnych metodach?
Czytaj dalej »

NOTD: Inspirowane

niedziela, 26 sierpnia 2012 / 56 komentarzy / Etykiety:
Jakiś czas temu The Nailasaurus pokazywała boskie połączenie fioletowego lakieru z lakierem o wykończeniu holograficznym. 
Cóż, przepadłam, musiałam wypróbować! 
Do oryginału sporo mi brakuje, ale i tak byłam zadowolona:)

Moją bazą był H&M w odcieniu wbrew pozorom, ciemnego bakłażana, tak jak Sammy. 
Jego rzeczywisty wygląd oddaje najlepiej zdjęcie z trzymanym przeze mnie holograficznym lakierem Golden Rose o numerze 102.

niestety nie widać, jak lakier GR pięknie, holograficznie połyskiwał na różne kolory

W pomieszczeniu ( zdjęcie po prawej) całość wyglądała dość chłodno i muszę przyznać, że korzystniej.
Cieniowanie było dość trudne do wykonania ze względu na różnicę wykończeń, byłam zmuszona wykonać 5 kolorów a nie 3, jak pokazywałam w moim mini tutorialu cieniowania paznokci.
Całość utrwaliłam grubą warstwą Seche Vite.

Niestety fioletowy lakier strasznie ciężko odmywa się ze skórek, a raczej, marze się niemiłosiernie i pozostawia różową poświatę, co widać na zdjęciach. 
Musicie mi to wybaczyć ;)
Moje paznokcie wyglądają na dość długie, co jest dziwne, bo były skrócone do mojej ulubionej długości lekko za opuszek palca.


Wypróbujecie takie połączenie?
Czytaj dalej »

Lovely, kolekcja Magnetic You- część druga

sobota, 25 sierpnia 2012 / 30 komentarzy / Etykiety:
Dzisiaj postaram się zaprezentować drugą i ostatnią część kolekcji Magnetic You od Lovely. 
Dlaczego tylko "postaram się"
Otóż dawno nie zjadłam tyle nerwów na malowaniu paznokci. 
Ale o tym za chwilę.

Przysłana została mi Paletka cieni rozświetlających w odcieniu 2.
Za około 10zł otrzymujemy 4 gram cieni. 
Niestety, podobnie jak i opakowanie jakość jest naprawdę niska, wystarczy zerknąć na swatche poniżej

bez bazy

O ile na po dotknięciu palcami można jeszcze przymknąć oko na ich okropną suchość i osypywanie się, to po zetknięciu z powieką bardzo blakną, pozostaje na niej jakby sam "brokat". 
Przypuszczam, że to wina bardzo słabego zmielenia, zwłaszcza jeśli chodzi o kolory brązowe. 
Trwałość bardzo słaba.
Owijać w bawełnę nie będę, o wiele lepiej jest kupić jeden cień z Inglota.

W pierwszej części pokazywałam Wam dwa lakiery, konkretniej o numerach 02 i 03. 
W tym przypadku chciałam użyć magnesu tworzącego wzory w kształcie gwiazdy, jak widać, na paznokciach widoczne są jedynie niezidentyfikowane, jaśniejsze wzorki.



Do swatchy podchodziłam około 10 razy, uwierzcie mi. 
Za każdym razem albo dotknęłam magnesem lakieru, albo nie działo się zupełnie nic. 
Próbowałam nakładać dwie cienkie warstwy, jedną grubą, kombinowałam z szybkością przyłożenia magnesu. Przypuszczam, że sporo winy leży po mojej stronie, zwłaszcza oglądając swatche u Mavii
Być może, coś nie tak jest z moim magnesem.
Przez jakiś czas więc chodziłam z każdym odcieniem na paznokciach, bez magnesowych prążków, dla sprawdzenia trwałości.
Mimo ogromnych chęci jak widać, nie udało mi się wykonać porządnych zdjęć z użyciem magnesu.

Brokatowy niebieski (04), trochę moim zdaniem, tandetny odcień, trzymał się najlepiej, do 4 dni bez top coatu, jedynie z minimalnie pościeranymi końcówkami. Kryje po jednej warstwie. 
Jasny brąz (01) to jedyny odcień z kolekcji Lovely, który kupiłabym sama. 
Nie jest ani brokatowy, ani perłowy. 
Taki jak lubię, z minimalnym shimmerem.
Kryje po dwóch warstwach, konsystencja trochę za rzadka, lubi rozlewać się po skórkach. 
Schnięcie w obu przypadkach standardowe.

O ile firmę Lovely lubię, zwłaszcza, ża ich lakiery ze standardowej kolekcji, to ta Edycja limitowana Magnetic You wydaje mi się być niedopracowana, by nie powiedzieć, że to jeden wielki bubel, z którego jestem strasznie niezadowolona.

Szafy Lovely omijacie szerokim łukiem, czy wręcz przeciwnie?
Czytaj dalej »

Laminowanie włosów- podejście drugie

środa, 22 sierpnia 2012 / 43 komentarze / Etykiety:
Temat ostatnimi czasy trochę przycichł, jednak nie poddałam się i postanowiłam próbować dalej.
Okazuje się, że moje niskoporowate włosy nie są przekonane co do zabiegu...
O pierwszej przygodzie z żelatyną pisałam już tutaj


Tym razem nie olejowałam włosów przed myciem, włosy umyłam szamponem Green Pharmacy z rumiankiem na bazie SLES (ostatnio przedobrzyłam z odżywianiem).
Zamiast Isany z olejem babassu dodałam łyżkę Pilomaxu Kamille, dodatkowo, wzbogaciłam miksturę sokiem z aloesu, odrobiną gliceryny i olejku.
Czy nie za dużo?  
Myślę, że nie, zwłaszcza, że po ostatnim zabiegu włosom bardzo brakowało nawilżenia.

Niestety, tym razem było jeszcze gorzej.
Włosy stały się strasznie suche, sianowate, niemiłe.

Mimo spłukiwania ciepłą wodą, a chłodną dopiero pod koniec, miałam problemy z rozczesaniem. 
Ratowałam się mgiełką na bazie aloesu i olejku, dodatkowo silikonowe serum byłam zmuszona nałożyć w większej ilości, nie tylko na końce.
Końcówki nadal się wywijały, plusem jest jedynie to, że nie strączkują się tak bardzo jak zawsze.
Niestety nie mam zdjęć, gdyż od razu po wysuszeniu włosów związałam je w kok i ponownie spryskałam mgiełką.

Przypuszczam, że na tym zakończę żelatynowe eksperymenty.
Laminowanie nie okazało się być dla mnie takim hitem jak dla niektórych osób, a wielka szkoda.
A Wy co myślicie na temat tego zabiegu?


Czytaj dalej »

Recenzja: Organicum, Intensywna odżywka wzmacniająca cebulki włosowe z hydrosolami

poniedziałek, 20 sierpnia 2012 / 26 komentarzy / Etykiety:
Nad Intensywną odżywką Organicum z hydrosolami zastanawiałam się od dawna, przed zakupem skutecznie powstrzymywała mnie cena 49złotych za 350 ml produktu.
 W przeliczeniu na standardową pojemność 200ml wcale nie wychodzi tak mało, 28zł. 
Ostatecznie produkt otrzymałam do recenzji od Helfy.pl i przez ostatnie tygodnie mogłam  przetestować ją na swoich włosach.



Skład jest naprawdę przyjemny i zachęcający do zakupu, dużo wyciągów roślinnych, olejki i hydrosole:


Mimo wielokrotnego używania otwarcie nie "wyrobiło się" choć mimo to, nie zabrałabym odżywki w podróż, z obawy, że się wyleje. 
Bardzo ładnie pachnie, niczym napój pomarańczowy.


Przejdźmy może do konkretów, czyli działania.

Niestety, mimo wielu pozytywnych opinii ten produkt zupełnie nie sprawdza się na moich, jakby nie patrzeć, dość zdrowych włosach.

Kompletnie nie potrafię jej rozgryźć, nałożona solo bardzo słabo nawilża moje włosy, pojawia się puch i brak wygładzenia, również w dotyku. 
Efekt jest taki, że nawet świeżo po myciu włosy są nieprzyjemne. 

Nakładałam ją również na skalp, niestety, obciążyła i przyśpieszyła przetłuszczanie, mimo rzadkiej konsystencji:


 Lubię treściwe kosmetyki, a z produktem Organicum jest trochę zabawy, mała ilość nie wystarcza, aby pokryć równomiernie włosy, duża zaś dodatkowo je obciąża. 
Przez to produkt jest strasznie niewydajny.

Kombinowałam z czasem trzymania odżywki na włosach, według producenta wystarczy kilka minut. 
W moim przypadku nawet 30 minut pod czepkiem nie wystarczało. 
Próbowałam ją wzbogacać, mieszałam pół na pół z Maską Pilomax Kamille i nadal nie byłam zadowolona z efektu.
Wzbogacanie takiej odżywki chyba mija się z celem, gdy płaci się dość sporą kwotę liczy się na określone rezultaty.

Nie zauważyłam również długofalowego odżywienia, wzmocnienia czy też przyśpieszenia porostu moich włosów.
 Zazwyczaj po jej użyciu byłam zmuszona nosić włosy związane czy też upięte.

Jeśli macie ochotę na dość lekki, acz treściwy i wzmacniający balsam mogę polecić Wam Seboradin z Żeń- Szeniem, który nota bene, jest sporo tańszy i nie trzeba kupować od razu ogromnej butli. Tutaj możecie podejrzeć opinie na KWC .
Odżywka Organicum niestety mnie nie zachwyciła, a jeśli mimo to, poważnie zastanawiacie się nad jej zakupem, polecam najpierw zaopatrzyć się w próbkę, Helfy często dorzucają miniaturki produktów do zamówień.

Używałyście coś z serii Organicum?

Czytaj dalej »

O czym chcesz przeczytać?

niedziela, 19 sierpnia 2012 / 55 komentarzy / Etykiety:

Jak w temacie:)
Mam gotowe do publikacji dwie recenzje produktów:


Green Pharmacy Szampon z Rumiankiem Lekarskim
czy może
Organicum Intensywna Odżywka wzmacniająca cebulki włosów z hydrosolami

Od Was zależy, która recenzja pojawi się jako pierwsza,
 zainteresowane proszę o odpowiedzi w komentarzach:)

Pozdrawiam,
P.

Czytaj dalej »

NOTD: Nude idealny

piątek, 17 sierpnia 2012 / 62 komentarze / Etykiety:

Jestem pewna, że kilka razy wspominałam już o moim ulubionym lakierze w odcieniu nude, lecz nigdy nie pokazałam go solo na paznokciach:)
Pierwszą buteleczkę otrzymałam od Przeszkody w ramach wymianki. 
Ponoć jest to tańszy odpowiednik matowego Inglota o numerze 715.
To nude z dużą ilością różowych tonów:
a to zdjęcie udało mi się jak nigdy, muszę rozpracować mój aparat, jak widać ;)
Lakier Eveline nr 496 świetnie kryje, jedna grubsza warstwa wystarczy, jest więc to lakier na awaryjne sytuacje. 
Na zdjęciu widzicie dwie cienkie warstwy plus Seche Vite.
Szybko schnie, trwałość genialna, z topem potrafię nosić go nawet do tygodnia.
Nie odpryskuje.
10 ml lakieru kosztuje około 6 zł, można go kupić jednak w mniejszej buteleczce, bądź z serii Colour Instat, które swego czasu były dostępne w Biedronce.


Absolutnie uwielbiam ten lakier, idealnie zgrywa się z moim odcieniem skóry, przypuszczam, że za sprawą różowych tonów;)
Na zdjęciu widzicie mój szalik- komin.
Urzekł mnie pudroworóżowy kolor:)

Własnie zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie mam więcej lakierów z tej firmy...
Podczas ostatniej wizyty w Rossmannie rzuciło mi się w oczy ministoisko z produktami firmy Eveline, zostało jednak tylko kilka lakierów, nie skusiłam się więc na żaden nowy odcień.

Nude tak czy nie? :)


Czytaj dalej »

Wycofywanie Alterry z Rossmanna- podpisz petycję

czwartek, 16 sierpnia 2012 / 90 komentarzy / Etykiety:
Od jakiegoś czasu pojawiły się ogromne braki kosmetyków Alterra na Rossmannowskich półkach, aż do tej pory byłam święcie przekonana, że spowodowane jest to sporą promocją na olejki.
Wiele dziewczyn na Wizażu, również moich koleżanek, którym polecałam odżywki czy też inne produkty, żaliły się, że ciągle ich nie ma.


Wizażowa Metice zadzowniła do obsługi klienta i okazało się,że wycofywane są :
- olejki "Granat i Avocado" , "Migdał i Papaja", "Limetka i Oliwa", "Pomarańcza i brzoza"
- odżywka nadająca połysk z morelą
- balsam do ciała "Pomarańcza i Wanilia"

Utworzona została petycja sprzeciwiająca się odebraniu lubianych przez włosomaniaczki kosmetyków.
Podpisać możecie się tutaj, po więcej informacji zapraszam na wizazowy wątek
( pisząc posta opierałam się na informacjach zdobytych przez dziewczyny, a o fakcie poinformowała mnie sama Metice w komentarzu) .
Działamy również na Facebooku

Naprawdę, nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy to będę musiała ściągać hurtowo olejki i odżywki Alverde, jako zamienniki, zamiast iść do Rossmana i zwyczajnie kupić Alterrę...
Czytaj dalej »

Nowy nabytek: Zestaw płytek Red Angel

środa, 15 sierpnia 2012 / 43 komentarze / Etykiety:
Dzięki znajomościom jakże wspaniałej Meds udało mi się dorwać 21częściowy zestaw płytek Red Angel w szałowej cenie13 $ co dało mi jakies 50zł. 
Niestety firma nie wysyła do Polski, a nad płytkami myślałam już dawno i śniły mi się po nocach.
Zważywszy na to, że za jedną płytkę Konad płaciłam około 10-15 zł plus przesyłka, chyba zrobiłam niezły biznes ;)

Zestaw przychodzi zapakowany w foliową torebkę, która prawdopodobnie będzie mi służyć do ich przechowywania, nie mam klasera ani nic w tym rodzaju.
Niestety, brzegi płytek są  ostre,ale ich druga strona jest już zabezpieczona, producent chyba wziął sobie do serca narzekania dziewczyn.
Niestety, mimo folii niektóre płytki są bardzo porysowane, ale zupełnie się tym nie przejmuję :)


Przejdźmy więc do prezentacji! :)
Musicie wybaczyć różne kąty i odbijający się aparat.

Płytki 1-4



5-8


9-12

13-16

17-20


Ostatnia, nr 21


Najgorsze jest jednak to, że skończyły mi się lakiery do stempli a także, co najważniejsze, Seche Vite.
Postaram się jednak coś szybko zorganizować :)

Któraś wpadła Wam w oko?
Do napisania! :)
Czytaj dalej »

1000 obserwatorów!

wtorek, 14 sierpnia 2012 / 35 komentarzy / Etykiety:



Dziękuję!

Jutro pochwalę się ciekawym nabytkiem, zwłaszcza, dla pazuromaniaczek.
Niedługo zaś konkurs :)


Pozdrawiam,
P.
Czytaj dalej »

Laminowanie włosów- podejście pierwsze

niedziela, 12 sierpnia 2012 / 71 komentarzy / Etykiety:
Na blogach wrze...
Wszędzie przewija się temat laminowania włosów żelatyną i szczerze mówiąc, wcale się nie dziwię. Zachwycające efekty jakie osiągają dziewczyny motywują do przeprowadzenia eksperymentu.
Skusiłam się również i ja.
Niestety, mam mieszane uczucia...


Mieszankę przygotowałam według podstawowego przepisu
1 łyżka żelatyny
2 łyżki wody
1 łyżka odżywki, w moim przypadku była to Isana z olejkiem babassu.

Żelatynę rozpuściłam w podanej ilości wody, dodatkowo wstawiłam szklankę do miseczki aby ułatwić rozpuszczenie. 
W międzyczasie zmyłam olej płynem Facelle.
Z miksturą siedziałam 40 minut w czepku, początkowo podgrzałam włosy suszarką.

włosy proszą o pofarbowanie szamponem, wstrzymam się z tym jednak do września:)

Spłukałam dużą ilością zimnej wody.
Efekty jakie otrzymałam nie są zadowalające, lecz przyczyny szukam w mojej niskiej porowatości włosów.
Włosy są fajnie odbite od nasady, trochę sztywniejsze, ładnie się błyszczą, nie jest to jednak efekt wow.
Miałam duży problem z rozczesaniem włosów, dodatkowo zaczęły się elektryzować.
Nie zauważyłam większej miekkości, mam wrażenie, że są bardziej sprężyste lecz włosy odrobinę się puszą...

Być może jest to wynik użycia oleju, lub tak jak wspominałam struktury moich włosów, kolejny raz spróbuję użyć maski Pilomax kamille na nieolejowane włosy.

Jakie są Wasze efekty laminowania? 
Co niektórym strasznie zazdroszczę genialnego wyglądu włosów po zabiegu!
Przykładowo, Dzolls, której to zastosowana w ten sposób żelatyna bardzo posłużyła :)

Dopisek:
zasadniczym plusem jest fakt, że moje wiecznie wywijające się końce włosów są idealne proste, a włosy są oporne na odkształcenia np. w nocy :)

Udało mi się samej zrobić zdjęcie, na dowód:


 Przy czym dół zazwyczaj wyglądał tak;)
Czytaj dalej »

NOTD: Floris

piątek, 10 sierpnia 2012 / 36 komentarzy / Etykiety:
Zgodnie z życzeniem dzisiaj  będzie mowa o kolejnym lakierze marki Celia, tym razem jest to numer 35 z serii Floris.
 Bardzo lubię testować lakiery, z którym i nie miałam styczności. 
Ba! O tych lakierach nawet nie słyszałam, ani nie widziałam w żadnej, maleńkiej drogerii, gdyż dostępność niestety bardzo kuleje.



Z tym lakierem łączy mnie prawdziwy Love- Hate relationship

Początkowo zachwyt, kryje po jednej warstwie, pięknie błyszczy, nawet bez topa.
Aplikacja super, nie smuży, równo pokrywa płytkę, nie rozlewa się po skórkach.
Odcień nietypowy, aż sama nie wiem jak go określić. 
Elegancki, jesienny kolor.

Cóż się jednak okazało? 
Trwałość,a raczej jej brak sprowadziła mnie na ziemię.
Bez utwardzacza na drugi dzień miałam pościerane końcówki w takim stopniu, jak zazwyczaj oglądam na trzydniowym lakierze.
Cena to około 6 zł.

A miało być tak pięknie...

Mimo ogromnego, moim zdaniem minusa napewno sięgnę po niego nie raz, prawdopodobnie do zdobień Konadem, czy też chcąc na szybko pomalować paznokcie, zwłaszcza, że szybko schnie.

Miałyście podobny lakierowy przypadek? :)
Czytaj dalej »

Bardzo małe zakupy + pytanie

czwartek, 9 sierpnia 2012 / 42 komentarze / Etykiety:
Podczas dzisiejszej wizyty  w mieście miałam zbyt dużo czasu, postanowiłam zajrzeć wiec do Rossmanna.
Skusiłam się na dwa tanie produkty, Odżywkę Isana z olejem babassu oraz Płyn Facelle.

Za Isaną zaczęłam już zatęsknić, zazwyczaj kupowałam ją na promocji jednak dzisiaj się nie udało i byłam zmuszona zapłacić cenę regularną, 5,69zł.
 Będąc przy kasie zorientowałam się jednak, że z półki zgarnęłam szampon...gdzie ja mam głowę?



Za płynem Facelle obchodziłam sklep pięćdziesiąt razy, nie mogąc go znaleźć a ostatecznie zapomniałam nawet nazwy :D
Na szczęscie synapsy zdążyły przed kolejnym, wrogim spojrzeniem przesympatycznego jak zawsze, pana ochroniarza.
Spróbuję używać go do włosów, a jeśli się nie sprawdzi, zawsze można myć nim całe ciało.

A tutaj małe pytanie, czy interesuje Was konkretnie któryś z zaprezentowanych przeze mnie lakierów Celia?


Aktualnie wszystkie mam gotowe do prezentacji, ale nie wiem, który wybrać, ot, wielki dylemat :)

Miłego popołudnia życzę,
P.
Czytaj dalej »

Recenzja: Joanna, Rzepa Kuracja wzmacniająca

wtorek, 7 sierpnia 2012 / 59 komentarzy / Etykiety:
Przez cały ostatni miesiąc silnie walczyłam o porost i wzmocnienie moich włosów. 
Do idealnej, według mnie, długości brakuje mi około 3 cm i nie mogę sobie darować, że gdyby nie kwietniowa zemsta fryzjera etap zapuszczania włosów miałabym dawno za sobą.
Po jakimś czasie zabrałam się więc za najszybszą drogę do pobudzenia skóry głowy, a konkretniej, wcierki.
Wybór padł na kurację wzmacniającą od Joanny

KWC

Z produktem miałam już do czynienia kilka lat temu i mimo, że nie zauważyłam spektakularnych efektów postanowiłam do niej powrócić ze względu na niską cenę, około 8 zł i świetny aplikator, który już teraz służy mi do innej wcierki ;)
Przy codziennym stosowaniu 100ml wystarczyło mi na 5 tygodni stosowania, co nie jest złym wynikiem.
Najczęściej robiłam przedziałki, delikatnie wmasowywałam, odczekałam chwilę, aż alkohol choć trochę odparuje (chciałam w ten sposób zapobiec przesuszenia długości włosów) po czym najczęściej wykonywałam intensywny masaż masażerem( masło maślane ;) ) lub płaską szczotką.

Niestety, jak wiadomo, pobudza to nie tylko same włosy do działania, ale również gruczoły łojowe, przez co odrobinę szybciej przetłuszczały mi się włosy, jednak jest to całkowicie zrozumiałe. 
Coś za coś ;)



Zawartość alkoholu jest niezbędna, stanowi rozpuszczalnik i pomaga składnikom aktywnym wnikać w głąb skóry, trochę przesuszył jednak mój skalp, nadrabiałam więc aloesową mgiełką. 
Włosy na szczęscie nie były obciążone czy też sklejone.
Za emolientem zapobiegającym nadmiernemu odparowywaniu wody widnieje obiecany wyciąg z czarnej rzepy oraz pokrzywy, łopianu oraz chmielu. 
Niestety występuje również czynnik mogący podrażniać DMDM hydantoin, u mnie poza wspominanym delikatnym wysuszeniem nie zauważyłam dyskomfortu czy ściągnięcia skóry.

Zapach mimo zapewnień producenta intensywny, charakterystyczny dla czarnej rzepy. Z czasem wietrzeje, jest jednak wyczuwalny na włosach. 

Jeśli chodzi o działanie omawianej wcierki, nastawiłam się przede wszystkim na przyśpieszenie porostu. 
Czy zadziałała, mogłyście oglądać w mojej sierpniowej aktualizacji włosów, pokuszę się jednak o stwierdzenie, że minimalnie przyśpieszyła ich wzrost. 
Nie jest to niczym nowym, gdyż u mnie w tej kwestii działa niewiele produktów. 
Czuć jednak, że włosy się wzmocniły, nabrały objętości, a przede wszystkim, dorobiłam się cudnych baby hair:


Jakość zdjęcia i naolejowane włosy musicie mi wybaczyć ;)
Z nadmiernym wypadaniem nie miałam problemu, działania w tej kwestii oceniać więc nie będę.

Myślę, że do wcierki wrócę w okresie jesiennym, gdyż  produkt ma swoje plusy;)
Aktualnie testuję wcierkę od Green Pharmacy i niestety, w porównaniu z Joanną wypada bardzo blado...ale będę sumiennie testować przez Sierpień ;) 
Chciałabym wypróbować w przyszłości lotion Seboradin z żen szeniem, jednak jak narazie staram się ograniczać wydatki. 
Z raz lepszym, a raz gorszym skutkiem ;;)

Stosowałyście?:)


Czytaj dalej »

Kolekcja Magnetic You Lovely- część pierwsza

sobota, 4 sierpnia 2012 / 35 komentarzy / Etykiety:

Miesiąc temu firma Wibo przysłała mi paczkę zawierającą najnowszą kolekcję Magnetic You, która początkowo miała pojawić się już w maju (swoją drogą, nie bardzo rozumiem jak magnetyczne lakiery w takich odcieniach miałyby wpisać się w letnie trendy...) lecz jej premiera została przełożona na Październik, choć podobno jednak jest już dostępna (?) :D

W skład całej kolekcji wchodzą: 4 lakiery magnetyczne, dwa magnesy(jeden do tworzenia poziomych pasków, drugi zaś, gwiazdy) oraz paleta cieni.




Aby Was nie zanudzić, narazie pokażę dwa lakiery. 
Powiem szczerze, że nie jestem fanką metaliczno- perłowych lakierów, ale cóż, zawsze to jakieś urozmaicenie, zwłaszcza, że jeśli chodzi o jakość nie mam im nic do zarzucenia.



Dużo wprawy kosztowało mnie pomalowanie paznokci i przyłożenie magnesu tak, aby nie naruszyć lakieru. 
Wkońcu jednak się udało ;)

Jak widać w przypadku odcienia 03 możemy stworzyć intensywne paski, 02 ma mniejsze magnetyczne właściwości, przez co otrzymany efekt nie jest tak widoczny.
W moim przypadku najbardziej sprawdziły się dwie, cienkie warstwy lakieru i szybkie przyłożenie magnesu.
Trwałość bez zarzutu, po 3 dniach pojawiły się starte końcówki, obyło się jednak bez odprysków.
Buteleczka zawierająca 7 ml lakieru kosztuje bodajże 7,99zł, magnesy zaś 6,69zł sztuka.

Muszę jeszcze wykonać eksperyment, w jakim stopniu nadają się do stempli, miejmy nadzieję, że spiszą się równie dobrze jak magnetyczny lakier Essence, pokazywany tu niejednokrotnie.

Będziecie czekać niecierpliwie na tą edycję limitowaną? 
Prawdę mówiąc, Trend Edition uważam za o wiele bardziej udaną, mimo, że na żaden lakier się nie skusiłam ;)
Czytaj dalej »

Aktualizacja włosów: Sierpień

czwartek, 2 sierpnia 2012 / 79 komentarzy / Etykiety:
Lipiec za nami, czas więc na kolejną, tym razem Sierpniową aktualizację włosów. 

Miałam wrażenie, że urosły około 2 cm, jednak zdjęcia mówią same za siebie...

 
Sumiennie wcierałam wzmacniającą kurację Joanny Rzepa jednak jak widać, z marnym skutkiem.
Na mój porost chyba nic nie da rady.
Porównując jednak Czerwiec i Sierpień widać, że rosną, lecz w ślimaczym tempie. 
I nadal, jak na złość się wywijają!

Chyba muszę zaakceptować fakt, że idealnie prostych włosów(końcówki) nigdy mieć nie będę.

Grunt chociaż, że ich kondycja nie uległa pogorszeniu.
Włosy się nie rozdwajają, lecz podcięcie napewno by im nie zaszkodziło.

 W ostatnim czasie sporo firm zdecydowało mi się conieco podesłać, więc (nie)stety większość recenzowanych przeze mnie kosmetyków będą pochodzić ze współprac. 
Zwłaszcza, że staram się oszczędzać i kupuję tylko produkty pierwszej potrzeby, bądź na ogromnych okazjach(jeśli dobrze pójdzie,  już niedługo pochwalę się paznokciowym łupem zza oceanu)
Będę starała się jednak urozmaicić posty, gdyż zdaję sobie sprawę, że niektórzy nie lubią czytać o kosmetykach otrzymanych tą drogą.

W sierpniu na tapetę wezmę Eliksir od Green Pharmacy,na współpracę zgodziłam się głównie ze względu na Olejek z papryką, który w mojej okolicy jest nie do dostania.
O nim również prawdopodobnie usłyszycie w odpowiednim czasie.


Jak narazie strasznie denerwuje mnie jego chemiczno - rumiankowy zapach.


Teraz czekam na Wasze aktualizacje, które zawsze z wielką przyjemnością oglądam :)
Pozdrawiam,
P.

Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.