Recenzja: Joanna, seria do włosów Jedwab

piątek, 27 września 2013 / 30 komentarzy / Etykiety:
Przez ostatni czas intensywnie testowałam produkty do włosów Joanna z serii Jedwab przyszedł więc czas na niedrobne podsumowanie i zebranie w jednym miejscu moich spostrzeżeń i opinii na temat poszczególnych kosmetyków. Co łączy każdy z nich? Niska cena, około 6-7zł, ogólnodostępność, polska marka, a także, jak się okazało zapach, który kompletnie mi nie odpowiadał, męczył i przez długi czas nie dawał o sobie zapomnieć. Zapach proszku do prania. Przepraszam za porównanie, ale nie jest to tylko moje zdanie ;)
Szampon dobrze się pienił i bez problemu zmywał oleje. Przez zawartość silikonu włosy już przy zmywaniu były gładkie. Ma odrobinę zbyt rzadką konsystencję. Nie podrażniał skóry głowy, ale przy dłuższym stosowaniu delikatnie ją przesuszał, jak większość kosmetyków zawierających SLES. Niestety, przyśpieszał ich przetłuszczanie się. Znajdziemy w nim również chlorek sodu i DMDM hydantoin, a sam jedwab tylko nieco wyżej nad kompozycją zapachową.
Jeśli chodzi natomiast o maskę i odżywkę, mimo różniących się składów (ta pierwsza zawiera parafinę wyżej w składzie) obie działały tak samo. O dziwo, całkiem nieźle w porównaniu do całej serii arganowej, która zostawiała na mojej głowie przesuszony kołtun. Nie jest to oczywiście mój hit, ale są po prostu poprawne.
skład maski
skład odżywki
Po użyciu każdego z produktów włosy były miękkie, wygładzone i nabłyszczone, choć maska mocniej obciąża. Końcówkom brakowało odrobinę nawilżenia, ale nie miałam problemów z rozczesywaniem. Robiłam nawet eksperyment i nałożyłam maskę na połowę włosów, a odżywkę na drugą część i nie widziałam spektakularnej różnicy. Konsystencja odżywki mogła by być nieco gęstsza. Joanna miło mnie zaskoczyła! Ze względu na skład nie polecałabym jej do włosów cienkich, skłonnych do obciążenia, ich właścicielki mogą nie być zadowolone.
Największe nadzieje łączyłam z wygładzającym sprayem. Nigdy nie sięgnęłam po płynny jedwab, a że jesienią i zimą moje włosy lubią się elektryzować sądziłam, że może być to strzał w dziesiątkę. Cóż, nie był. Zawiera w składzie alkohol, co produkt z miejsca dyskwalifikuje (dopuszczam go jedynie w produktach Alterra, ale występuje on w towarzystwie nawilżających i ochronnych składników, które nie robią mi krzywdy.) Co najbardziej mnie irytuje, to zapach, który w połączeniu z używaną wcześniej jakąkolwiek odżywką daje paskudną, mieszankę wybuchową, która sprawia, że mam ochotę od razu umyć włosy. Nie daje ogromnego połysku, jedynie minimalnie wygładza włosy, choć wątpię, czy będzie pomocna u osób, które mają duże problemy z rozczesywaniem i kołtunami.
 Jeśli macie ochotę, zapraszam na fan page i stronę Joanny.

facebook/ strona firmy

Czytaj dalej »

Shinybox: sierpień- wrzesień

środa, 25 września 2013 / 27 komentarzy / Etykiety:
Kilka dni temu kurier wręczył mi kolejne pudełko Shinybox, niestety, patrząc wcześniej po zawartości w internecie nie oczekiwałam tak jak sierpniowego. Jak dotąd było zdecydowanie najlepsze, jakie miałam okazję testować. O nowych kosmetykach za małą chwilkę, a tymczasem zapraszam na minirecenzje poszczególnych produktów:
1. Serum na końcówki Indola
O ile podeszłam do niego nieco podejrzliwie, to okazał się być całkiem fajnym, choć drogim produktem. Ma kremową konsystencję, przez co nie sprawdzi się przy cienkich włosach, ale moich nie obciąża szczególnie, świetnie wygładza i mam wrażenie, że zabezpiecza przed ciepłem suszarki.
2. Balsam do rąk BioVital
Na plus tego produktu przemawia jego mała, tubka (75ml) i waga, nie dokłada ciężarów w torebce. Ma wodnistą konsystencję, w kontakcie z ciepłem dłoni wręcz się topi. Szybko się wchłania, pachnie dość specyficznie, kwiatowo. Nawilża, ale w umiarkowanym stopniu. Na ratowanie suchej skóry w ciągu dnia w sam raz, choć 12zł to trochę zbyt dużo w stosunku do jakości. Z tego, co słyszałam podobno są dostępne w Biedronkach w cenie 5zł, skusiłabym się na wersję kakaową, gdyby nie to, że mam trzy kremy w zapasie ;)
3. Maska nawadniająca Dermedic
Kolejny, świetny produkt tej marki, jaki miałam okazję używać. Świetnie nawilża i otula skórę, przez co uczucie ściągnięcia i szorstkości znika. Ma w składzie silikon (konsystencja jest również jakby silikonowa), ale nie przeszkadza mi to. Chyba najlepszy produkt z tego pudełka, sama bym go nie kupiła, a tu proszę. Przypuszczam, że będzie ratował mi życie w zimie, jeśli znów będę się męczyć z przesuszeniem. Polecam, sięgam z przyjemnością!
4. Peeling BioPlasis
Cóż mogę napisać po jednym użyciu...Peeling jest bardzo delikatny, w formie kremu z drobinkami. Nie podrażnił, poradził sobie z usunięciem martwego naskórka, ale preferuję mocniejsze zdzieracze.
5. Chłodzący koncentrat antycelulitowy Marion
Bubel, jedyny kosmetyk, przypadł mi do gustu. Ciężko go zaaplikować,  ma konsystencję wody. Zawiera w składzie alkohol, a moja skóra i bez tego jest sucha. Przyjemnie chłodzi, ale to za mało. Nie polecam.
W pudełku znalazłam również płyn micelarny Bielenda, ale czeka na swoją kolej :)

A tak prezentuje się najnowsze, wrześniowe pudełko:
Cóż, jestem rozczarowana i to bardzo. Głównie dlatego, że różu (mimo pięknego koloru) ani czarnej kredki nie używam. Plus za markę Glazel, lepsze to niż Wibo. Scottish fine soaps nie zachwyciło mnie, balsam do ciała był już dwa miesiące temu (L'occitane) podobnie jak serum na końcówki włosów Toni&Guy, jak zwróciłyście uwagę, przed momentem pisałam o kosmetyku Indola...
Cieszę się z marki Phenome, szampon z chęcią zużyję, pachnie niczym miętowa guma orbit,ale przez to bardziej podobałby mi się podczas upałów. 

Tymczasem żegnam się z Wami i pozdrawiam!

Czytaj dalej »

NOTD: Lawendowe

poniedziałek, 23 września 2013 / 39 komentarzy / Etykiety:
Przypuszczam, że temat marmurkowych lakierów Lemax został już opracowany na blogach w 200%, ale nie mogłam się oprzeć przed zakupem ;) Na pierwszy rzut poszedł lawendowy odcień, który okazał się być różem. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno nie mam problemów z rozróżnianiem kolorów, ale w porównaniu z innymi butelkami jest zdecydowanie chłodny, przy czym na paznokciach prezentuje się tak:
Kryje po dwóch warstwach, ale skupiałam się na końcówkach. Dla pewności dołożyłam trzecią, ale nie zmieniła ona koloru. Trzymał się przyzwoicie, trzy dni, gdy już zaczął odpryskiwać to płatami, aleee przypuszczam, że winny jest temu lakier bazowy. Albo mój straszny stan paznokci, które rozdwajają się płatami i nic nie pomaga. Zastanawiam się nad chwilowym powrotem do Eveline 8w1.
Gdzie ta lawenda? Ten z lewej natomiast przypomina mi shake truskawkowy :D 
Cena lakierów waha się od 2,5 do 3zł na bazarkach, wszędzie, gdzie dostępne są również lakiery Safari.
Czytaj dalej »

Garnier nie dla mnie- Hydra adapt, krem do skóry tłustej i mieszanej

piątek, 20 września 2013 / 41 komentarzy / Etykiety:
Dawno temu byłam ogromną zwolenniczką matującego kremu Garniera z serii Czysta Skóra, z ciekawością więc śledziłam wszelkie recenzje najnowszej linii produktów, w skład której wchodzą kremy nawilżające do różnych typów cery. 
Opinie były dość podzielone, ale ostatecznie w paczce znalazłam odświeżający krem do cery mieszanej i tłustej. Niestety, zachwytów nie będzie...
Producent zapewnia o efekcie matowienia i odświeżenia, a także uczuciu nawilżenia przez 24h. Co muszę przyznać, to to, że krem ma na prawdę lekką konsystencję, szybko się wchłania bez pozostawiania tłustej warstwy. Jednak coś za coś, gdyż, jak się okazało, wybór tego kosmetyku  był bardzo złym pomysłem.
Przy nakładaniu go na twarz można zwrócić uwagę na alkoholową woń. Alkohol denat jest wysoko w składzie, a w moim przypadku strefa T ( bo tylko tam go stosowałam) przy regularnym stosowaniu została przesuszona. Jest to wysoka cena, zwłaszcza za lekki efekt zmatowienia skóry. A jak wiadomo, im bardziej pozbawiamy ją nawilżenia, tym więcej sebum produkuje, błędne koło.
Z nieco lepszych składników znajdziemy glicerynę (choć dla niektórych osób może okazać się komedogenna), wyciąg z klonu i herbaty. Nie zauważyłam na szczęście zapychania skóry czy większej ilości wyprysków.
Opakowanie na plus, miękka, lekko przezroczysta tubka, która dozuje odpowiednią ilość produktu. Krem jest ogólnodostępny w sieciach drogerii Rossmann i Natura, a za 50ml należy zapłacić około 10zł, cena nie jest więc szczególnie wygórowana.
Z tego, co widziałam, lepsze recenzje zbiera wersja żółta i różowa, przez co strasznie żałuję, że nie wybrałam którejś z nich. Tej niestety nie mogę polecić.
Czytaj dalej »

Ebay mnie skusił...

wtorek, 17 września 2013 / 89 komentarzy / Etykiety:
Gdy wczoraj na moim facebooku zadałam pytanie, co właśnie przyszło do mnie z Ebay większość z Was od razu zgadła, Spryciule! ;) Oczywiście nie mogło to być nic innego jak podróbka szczotki TT zamówiona w ramach eksperymentu i już na wstępie powiem, że nie jest to oczywiście jej idealny odpowiednik. Skusiłam się dzięki Oli, przypuszczam, że jak tak dalej pójdzie to za nadto wciągnę się w ten  portal aukcyjny i mój portfel ucierpi mimo, że są to zazwyczaj tanie rzeczy.
 Szczotka przywędrowała jedynie w kopercie bąbelkowej, przez co pseudowłoski ( uciekło mi słowo, proszę o oświecenie) są już gdzie nie gdzie powyginane. W środkowej części dostrzegłam również kilka ściętych na prosto, a nie łagodnie zakończonych. Są również dużo sztywniejsze niż w oryginalnej szczotce, mniej elastyczne, przez co czesanie nasady włosów nie jest super przyjemne. Poużywam i dam znać, czy nie niszczy włosów :) 
Kosztowała niecałe 6zł, przesyłka była darmowa. Sprzedawcy nie podam, bo aktualnie nie wystawił tego przedmiotu, ale dziewczyny już wyszukały całą masę innych aukcji, które znajdziecie tutaj. 
Płaciłam przez PayPal, który mam podpięty pod konto Ebay. Przesyłka iście ekspresowa, bo 12 dni kalendarzowych :D 
A tu dla odmiany gadżet z serii nacomito, ale nie mogłam się oprzeć, bo kosztował około 3zł. Liczyłam, że materiałowy królik będzie większy i będę mogła trzymać w nim odzieżowe drobiazgi. Ale na coś się przyda ;) Wygląda dość zabawnie. Czekam jeszcze na jedną paczkę, ale chyba na dniach znów coś kliknę. Chyba muszę przestać przeglądać tę stronę...
Czytaj dalej »

Ulubiony olejek do włosów- Babydream fur mama

sobota, 14 września 2013 / 92 komentarze / Etykiety:
Zwróciłam uwagę, że dawno nie pisałam nic o olejkach, tak więc dziś zapraszam na wpis krótki, acz jakże treściwy. Mowa będzie o moim ulubionym ostatnio olejku do włosów, a konkretniej, Babydream dla mam produkowany przez poczciwego Rossmanna. O ile z pierwszą butelką nie do końca się zaprzyjaźniłam, to z czasem stał się on jednym z najczęściej stosowanych produktów.
Co tak początkowo strasznie mnie irytowało? Nic innego, jak zapach! Pudrowy, dość intensywny, męczył mnie, przez długi czas przeleżał więc na dnie pudła. Sięgnęłam po niego dopiero, gdy byłam nieco przyparta do muru przez deficyt kosmetyków tego typu. I o dziwo, zaprzyjaźniłam się z nim do tego stopnia, że jest to moja druga butelka, a musicie wiedzieć, że jest szalenie wydajny!

Tak na prawdę, ma same plusy: dostarcza włosom potrzebnego nawilżenia, ochrony i miękkości, pięknie je przy tym nabłyszczając. Nadaje się również na skórę, niweluje podrażnienie i wszelkiego typu swędzenie, które często mnie dotyka. Nie powoduje obciążenia czy szybszego przetłuszczania, zaliczyłabym do do lekkich olejków.  Kosztuje niewiele, około dwunastu złotych za 250ml, jest łatwo dostępny. Czego chcieć więcej?
Nie można nie wspomnieć o przyjaznym, naturalnym składzie: olej sojowy, migdałowy, słonecznikowy, a również jojoba, macadamia i witamina E. Kompozycja zapachowa znajduje się na samym końcu.
Zdarzało mi się używać go również zgodnie z przeznaczeniem i tutaj również sprawował się całkiem nieźle, choć ze względu na ilość otwartych balsamów nie sięgam po oliwki. Jedyne, co mogę mu zarzucić, to koszmarne opakowanie. Mimo silikonowego otworu, cała butelka zawsze jest umazana. Za pierwszym razem wylał mi się już w drodze ze sklepu. Coś tu zwyczajnie nie działa.
Rossman, jako pierwsza firma (przynajmniej dla mnie) chwali się na etykiecie tytułem KWC przyznanym przez Wizaż. A oparcie możecie znaleźć w recenzjach na tymże portalu, tutaj ;)

Zastanawiałam się nad kupnem wersji niebieskiej, ale chyba nie ma co ryzykować, jak myślicie?
Czytaj dalej »

Czy prawidłowo nakładasz krem pod oczy?

środa, 11 września 2013 / 38 komentarzy / Etykiety:
Kilka dni temu Nissiax dodała bardzo ciekawy, moim zdaniem filmik. Wydał mi się interesujący głównie dlatego, że ze skórą wokół oczu mam problem od małego. Jest cieńsza niż być powinna, zawsze wyglądam na mniej lub bardziej zmęczoną przez cudnej urody sińce. Ostatnio do kompletu doszły jeszcze opuchnięcia, więc pełen pakiet, jakby nie było.
Pielęgnację tego obszaru mam stosunkowo dość prostą, staram się dbać o nawilżenie poprzez wszelkiego rodzaju olejki, serum z kwasem HA (pisałam o nim już tutaj) i żel Flos lek z arniką, który wspomniany jest w materiale. Lubię go za lekkość, szybkie wchłanianie i uczucie ulgi, odświeżenia zaraz po aplikacji. Bardziej opłaca się jednak kupićwersję, za 50ml zapłacimy około 9zł. Składy są identyczne.
Wracając jednak do tematu, z filmu dowiedziałam się, że duży wpływ na są skórę ma sposób i kierunek nakładania produktów, a także ilość i rozmieszczenie kremu. Nie będę się zbytnio rozwodzić, polecam obejrzeć, może jak ja, wyłapiecie jakiś błąd, który zwiększa Wasze problemy, lub sposób na zintensyfikowanie działania kosmetyków, po jakie sięgacie codziennie:)

Zaskoczone?;)
Czytaj dalej »

NOTD: Cukierkowe

poniedziałek, 9 września 2013 / 66 komentarzy / Etykiety:
Dzisiejszym postem z cyklu Nail Of The Day chyba pożegnam jasne, pastelowe odcienie i coraz bardziej skłaniać się będę ku jesiennym szarościom, śliwkom i burgundom. Czas pogodzić się z odejściem lata, choć to nie oznacza, że w zimniejsze dni nie noszę lakierów podobnych do numeru 55K marki Manhattan. Jest to pierwszy lakier tej firmy, jaki posiadam. Nigdy nie miałam do niej szczególnego zaufania, choć teraz myślę, że może trochę niesłusznie:) Zwłaszcza, że matowa pomadka pokazywana tutaj również przypadła mi do gustu.
Jak widzicie, jest to różowy, cukierkowy kolor. Nie jest łatwy w aplikacji, konsystencja jest lejąca, a mimo trzech warstw nadal widać małe prześwity. Kolejnym razem nałożę jedną warstwę kryjącego nudziaka, jak mi radziła pewna Dobra Dusza:) Minusy są jednak skutecznie zrekompensowane przez piękny połysk (nie nakładałam top coatu, jeszcze go nie kupiłam). Wykończenie kremowo- żelowe, trudne do określenia. Schnie w normie, ma gruby, wygodny pędzelek. Trwałości niestety nie mogę ocenić, malowałam nim wczoraj, ale za kilka dni zedytuję notkę. 

Kupiłam go w jednym ze sklepów internetowych w szałowej cenie czterech złotych, ale myślę, że wart jest dziesięciu, a tyle wynosi cena podczas promocji w Rossmannie. Zdecydowanie zaopatrzę się w więcej, jeśli będzie ku temu sposobność.

To jak, lakierowe pudła uzupełnione o jesienne odcienie? Czy pozostajecie wierne pastelom? ;)
Czytaj dalej »

Aktualizacja włosów: wrzesień

piątek, 6 września 2013 / 85 komentarzy / Etykiety:
Bardziej spostrzegawcze osoby zauważyły, że w sierpniu nie było comiesięcznej aktualizacji. Powód był jak zawsze prozaiczny, nie miałam pod ręką fotografa, a dodatkowo, mojego osobistego fryzjera. Podczas upałów długość włosów bardzo mi przeszkadzała (były prawie do nerek,) a końcówki były przesuszone. Źle czułam się już w takim cięciu, prosta linia najładniej wygląda moim zdaniem maksymalnie do połowy pleców. Teraz sama zastanawiam się, czy jeszcze bardziej ich nie skrócić, albo przyciąć boków jeszcze bardziej w U. 
Co do samego koloru, to nie malowałam włosów od kwietnia, ale nadal są miedziane w słońcu czy świetle. W naturalnym wyglądają na ciemnobrązowe z rudawym połyskiem, zerknijcie do posta ze spotkania blogerek ;) 
Nieznośne końcówki perfekcyjnie wywinęły się do zdjęcia, powinnam przywyknąć ;) Wielka szkoda, że nie pamiętam, jak układały się gdy były podobnej długości, ale cieniowane dobrych kilka lat temu. Zależy mi na objętości, ale z drugiej strony nie chcę wyjść od fryzjera z mysim ogonkiem. To dopiero problemy.
Niestety, aktualnie zmagam się z dużym wypadaniem, po części spowodowane stresem, ale pora roku pewnie też ma tu coś do powiedzenia.

Korzystając z okazji napiszę kilka słów o greckich kosmetykach do włosów. Nie będzie to recenzja, raczej wpis informacyjny, gdyż jak się okazało, zawarta w nich dawka protein zupełnie mi nie służy. Do tej pory używałam Maski Kallos oraz mlecznej Biovax, ale jak sądzę, ich ilość mogła być zdawkowa.
Na opakowaniach jak byk stoi informacja o proteinach, byłam chyba zamroczona zachwytem, jak krótkie mają składy. W paczce od pani Doroty znalazły się również dwa inne produkty, z których jestem umiarkowanie zadowolona. Maska natomiast przeproteinowała mi włosy do tego stopnia, że nie mogłam przeciągnąć dłonią od nasady dalej, niż na kilka centymetrów. Jeden wielki, matowy kołtun, z którym walczyłam cztery czy pięć myć. Ratował mnie Seboradin i balsam Babuszki Agafii. 
Odżywka słabo nawilżała i wygładzała moje włosy. Nadawała ładny połysk, ale zdecydowanie nie jest to kosmetyk, po który sięgałabym z czystą przyjemnością. 
Relatywnie najlepiej sprawdził się u mnie szampon, dobrze radził sobie z olejami, ale słabo się pienił, mimo zawartości SLES. Nie podrażniał skóry, lecz niestety, po jego użyciu skóra głowy bardzo szybko się przetłuszczała.

Na plus mogę zaliczyć piękne zapachy wszystkich produktów, nie wiedzieć czemu, kojarzą mi się z dzieciństwem. Ceny wahają się od 19 do około 23zł. Zdecydowanie odradzam te produkty osobom o niskoporowatych włosach jak moje. O wiele lepiej zadziałają u osób, dla których proteiny to nie problem, czyli od średnioporowatych w górę. Ale ekspertem nie jestem ;) Tak na prawdę nie mogę ocenić ich jako buble, bo jeden czy dwa składniki spowodowały taki a nie inny efekt, a u innych osób mają szansę się sprawdzić. 
Czytaj dalej »

Piękne rzęsy z L'biotica- Aktywne serum na dzień

czwartek, 5 września 2013 / 80 komentarzy / Etykiety:
O produktach L'biotica do rzęs dowiedziałam się dawno temu, oczywiście dzięki innym blogerkom. Wcześniej nie interesowałam się zbytnio co oferuje nam firma prócz kosmetyków do włosów. Mimo moich starań serum długo było dla mnie nieosiągalne, a ostatecznie udało mi się dostać stosunkowo nowy produkt, bo jak się okazało, nie jest to ulepszona wersja Regenerującego kremu do rzęs, który zbiera fenomenalne opinie na KWC. Niestety, nie ma u mnie Super pharm, gdzie z tego co wiem, często pojawiają się świetne promocje, nad czym ubolewam strasznie ;)
Na opakowaniu producent obiecuje dużo: niwelowanie wypadania rzęs, wzmocnienie oraz nadanie połysku. Natura obdarzyła mnie całkiem długimi, choć delikatnymi włoskami, które lubią się przerzedzać. Najczęściej jest to wynik przesuszenia ich w wyniku używania tuszu do rzęs, demakijażu i wszelkich innych czynności upiększających.
Początkowo serum stosowałam regularnie, później niestety lenistwo wzięło nade mną górę. 

Jeśli chodzi o same efekty, to faktycznie, muszę przyznać, że produkt pozytywnie wpływa na kondycję rzęs, choć może nie aż tak, jak twierdzi L'biotica. Największym plusem, jaki zauważyłam, jest zwiększenie elastyczności i nadanie miękkości rzęsom. Nie wypadają aż tak bardzo, nawet przy demakijażu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio na płatku kosmetycznym zauważyłam więcej niż jeden, dwa włoski, a często zdarzało się, że było ich niestety więcej. Niestety, nie zauważyłam aby były spektakularnie gęstsze czy dłuższe.
Na co dzień stosuję go zawsze po demakijażu, dzięki czemu rzęsy są w dobrej kondycji. Widzę również różnicę po samym pociągnięciu tuszem do rzęs, wyglądają po prostu lepiej, łatwiej je wyczesać bez sklejania. Ponoć można stosować go jako baza, ale nie jestem specjalnie przekonana i nie próbowałam.
Wygodna, silikonowa szczoteczka zachęca do regularnego stosowania, z samym olejkiem rycynowym nie chciało mi się zazwyczaj bawić. Konsystencja jest lekka, nie spływa, ale można też przesadzić, wrażliwcom radziłabym uważać, jak każdy produkt może podrażnić po dostaniu się do worka spojówkowego. Mnie osobiście spotkało to tylko, jeśli intensywnie zatarłam powiekę.
Skład oparty jest oczywiście na olejku rycynowym, słynnym ze swoich genialnych właściwości jeśli chodzi o rzęsy. Znajdziemy w nim również glicerynę, keratynę, biotynę i aminokwasy.
Kusi mnie również wersja na noc, o której wspominałam wyżej, ale jak na razie nie mam gdzie kupić, nie jest to produkt pierwszej potrzeby dopóki mam tę wersję, ale jeśli trafię na promocję to może się skuszę.
Czytaj dalej »

Oczyszczający płyn micelarny Ideal Soft- czy faktycznie idealny?

poniedziałek, 2 września 2013 / 61 komentarzy / Etykiety:
Bardzo lubię płyny micelarne, od jakiegoś czasu stanowią podstawę mojej pielęgnacji twarzy. Nie przepadam natomiast za gęstymi mleczkami do demakijażu, zazwyczaj kończy się to podrażnieniem i pieczeniem oczu, a o to akurat u mnie niestety, nie trudno.
W swojej karierze przetestowałam bardzo różne produkty tego typu, Ziaja, Bourjois, Floslek czy biedronkowy BeBeauty są mi dobrze znane. Jak na razie moim ulubieńcem jest ten ostatni, chcąc nie chcąc nadszedł czas na konfrontację z najnowszym produktem marki L'oreal, o którym jest dość głośno na blogach i Youtube. Wiele osób porównuje go nawet do słynnej Biodermy, ale akurat tej nie miałam okazji testować, ze względu na zaporową moim zdaniem, cenę.
 Oczyszczający płyn micelarny Ideal soft kierowany jest dla osób posiadającym skórę suchą i wrażliwą. Na opakowaniu producent zapewnia o jego łagodności i skuteczności, a także braku zapachu i alkoholu. Z tym mogę się zgodzić, albo po prostu mój nos odbiera go jako bezzapachowy ;)
Najczęściej stosuję go do demakijażu oczu, czasem również twarzy, przy czym zawsze sięgam po żel do mycia twarzy Pharmaceris. Jedyny element, z którym tak naprawdę zawsze mam problem, to eyeliner Wibo, ponoć wodoodporny, w ciągu dnia lubi się rozmazywać a mimo to, ciężko się go pozbyć pod koniec dnia. Także w tym przypadku jestem zmuszona złożyć płatek kosmetyczny na pół i przyłożyć do nasady rzęs, ale nie jest to nic nowego.
Z tuszem, korektorem i podkładem mineralnym radzi sobie świetnie, faktycznie bez pocierania i pozostawiania nieprzyjemnej, lepkiej warstwy. Nie szczypie, ani nie podrażnia moich wrażliwych oczu. Nie powoduje również wysuszenia czy uczucia ściągnięcia, krem do twarzy mogę nałożyć dopiero po jakimś czasie.
Jest umiarkowanie wydajny, jednorazowo wylewam sporo na wacik aby poradził sobie z całym makijażem.
Skład jest krótszy niż w przypadku BeBeauty, co było sporym zaskoczeniem. Za butelkę o pojemności 200ml w drogeriach należy zapłacić od 10 do 14zł.
Przyjemnie mi się go używa i gdyby Biedronka faktycznie wycofała swój płyn micelarny to prawdopodobnie zostałabym przy Ideal Soft. Jeśli natomiast ktoś za BeBeauty nie przepada, to polecam ;)
Po wszelkich zachwytach jestem ciekawa, jak sprawdził się u Was :)
Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.