NOTD: Punk rock

wtorek, 29 października 2013 / 32 komentarze / Etykiety:
W wakacje z chęcią sięgałam po lakier Rimmel w pięknym, koralowym odcieniu, a przy zmianie aury przyszedł czas na ciemniejszy kolor, z tej samej serii Salon pro.
Punk rock to szarość z nutą granatu lub fioletu, zależnie od światła:
Kryje po dwóch warstwach, ma gruby, dobrze przycięty pędzelek. Niestety, na paznokciach nie wytrzymał zbyt długo, a każdy ubytek mocno rzucał się w oczy. Schnie szybko, na zdjęciu bez żadnego top coatu.
Cena dość wysoka, około 15zł w Rossmannie. Zauważyłam, że wszystkie bardzo polecane lakiery na moich paznokciach zupełnie się nie sprawdzają, jak przykładowo seria Golden rose rich color.
Czytaj dalej »

Przegapiłam...

piątek, 25 października 2013 / 60 komentarzy / Etykiety:
...drugie urodziny tej strony! Co ze mnie za blogerka? ;)


Równo 22 października powstał pierwszy post. Przez ten czas wiele się zmieniło, dziękuję, że wciąż jesteście ze mną, mimo, że czasem brakuje mi systematyczności!
Czytaj dalej »

Jesienna wishlista

czwartek, 24 października 2013 / 85 komentarzy / Etykiety:
Spisów jesiennych must-have coraz więcej, a że również mi od dawna po głowie chodził kolejny wpis tego typu przygotowywałam małą grafikę, która skutecznie będzie mi przypominać, co powinnam kupić w pierwszej kolejności :) Sama bardzo lubię oglądać takie wpisy u innych, mam nadzieję również, że podpowiecie i polecicie mi jeden kosmetyk, którego nadal poszukuję. O tym poniżej :)


1. Ogrzewacz do dłoni. Serduszkowy był dostępny rok temu w Pepco, teraz jednak mam dość daleko, a w żadnym innym sklepie nie natknęłam się na taki gadżet. Przyda się, choć ostatnio na szczęście mało podróżuję, a i pogoda dopisuje.
2. Komin w ładnym kolorze, najchętniej kobaltowym. Muszę rozejrzeć się za takim miękkim otulaczem w ciuchlandzie, bo szkoda jest mi wydać pięćdziesięciu złotych w HM czy innych sieciówkach.
3. Olejek do twarzy Planeta Organica Marakuja. Naczytałam się o jego wspaniałych właściwościach antyoksydacyjnych, nawilżających i chcęęęęę go! Kliknę przy najbliższym zamówieniu w sklepie z rosyjskimi kosmetykami.
4. Carmex wiśniowy. Mimo, że mam spory zapas kosmetyków do ust, z  chęcią wróciłabym właśnie do niego. Mój zdecydowany faworyt, wielokrotnie przewijał się na blogu.
 5. Eyeliner, właściwie nie firmy Rimmel. Poszukuję taniego, o dobrej pigmentacji i dostępności. Polecicie coś?
6. Krem Anida, który rekomendowałyście mi pod ostatnim wpisie. Muszę wybrać się na poszukiwania, chyba nie ma go w Rossmannie?
Czytaj dalej »

Ratunek dla dłoni od Lirene

wtorek, 22 października 2013 / 25 komentarzy / Etykiety:
Co kojarzy mi się z nastaniem jesieni prócz ciągłych opadów deszczu? Wiecznie przesuszone, szorstkie dłonie, co jest dla mnie stosunkowo nowym problemem i nie wiem do końca jak sobie z nim poradzić. Na noc posiłkuję się masłem shea wzbogaconym olejem migdałowym, jednak jest to zdecydowanie zbyt tłusty i treściwy produkt, bo stosować go w ciągu dnia. Wciąż szukam ideału, dotychczasowe kremy zaczęły zawodzić. Czy Krem Ratunek marki Lirene poradził sobie w pierwszych zimniejszych dniach? O tym poniżej w bardzo krótkim poście.
Ma lekką, nietłustą konsystencję, wchłania się do matu, nie pozostawiając tłustej warstewki. Odnoszę wrażenie, że delikatnie otula szorstką skórę, nie pozostawiając ją lepką. Niweluje uczucie ściągnięcia i nawilża dłonie, choć niestety, nie jest to efekt długotrwały, aplikacje należałoby dość często powtarzać.
Posiada delikatny, specyficzny zapach, który niekoniecznie mi odpowiada. Całość jest zamknięta w małej, zgrabnej tubce o pojemności 50ml, która z powodzeniem zmieści się w kurtce, a tym bardziej w obszernej damskiej torebce.
W składzie zgodnie z obietnicą wysoko znajduje się masło shea, ale również parafina i gliceryna.
Cena to około 7zł w drogeriach Rossmann. Produkt nie zachwycił, ani również nie rozczarował. Szukam dalej :) Może coś polecicie? Słyszałam o kremie Anida z woskiem pszczelim, chyba skuszę się na niego kolejnym razem.
Czytaj dalej »

Wybawca - olej tamanu

piątek, 18 października 2013 / 51 komentarzy / Etykiety:
O oleju tamanu dowiedziałam się dawno, z filmiku Nissiax, która zachwalała go jako panaceum na wszelkiego rodzaju ranki, wypryski i inne, mało ciekawe rzeczy, które lubią pojawiać się na twarzy w najmniej oczekiwanym momencie. O ile nie sprawdził się u mnie we wszystkich tych kwestiach, to zdecydowanie pomógł mi podczas ostatnich kilku dni.
Na facebooku narzekałam na długie i męczące przeziębienie. Do tego czynniki takie jak stres, przemęczenie zaowocowały piękną opryszczką. Niestety, ostatnio każda najmniejsza niespodzianka goi się bardzo trudno, a co dopiero zimno. Nieco zniechęcona, bo na typowe, trądzikowe zmiany nie zadziałał jakoś wybitnie sięgnęłam po niego. Okazało się, że świetnie uzupełnia kurację, pięknie goi i leczy rankę, skrócił czas paskudnego wyglądu do dwóch, trzech dni. Skóra przestała się również nadmiernie łuszczyć i wysuszać. 
Olej tamanu ma intensywny, korzenno zapach i zielono-brązową barwę. Można go kupić w większości sklepów z półproduktami, mój akurat jest firmy Paese z wygodną pipetką. Jeśli macie podobne problemy jak ja podczas spadków odporności to polecam się zaopatrzyć, może uratować życie :) Jeśli macie swoje sposoby na walkę z zimnem, to chętnie poczytam!
Czytaj dalej »

Kuracja zwalczająca jesienne wypadanie włosów- rozpoczęta!

sobota, 12 października 2013 / 69 komentarzy / Etykiety:
A raczej rozpoczęła się już dobry miesiąc temu, jeśli miałabym być dokładna :) Dopiero niedawno jednak skusiłam się po raz pierwszy od bardzo dawna na suplement diety, co czyni moją kurację kompletną. Dodatkowo, rozpoczęłam stosowanie nowego dla mnie produktu, jakim jest skoncentrowany szampon wzmacniający Pharmaceris, który czekał na swój czas dobre pół roku.
Jak na razie mogę powiedzieć, że mocno obciąża włosy i przyśpiesza przetłuszczanie włosów, mimo zawartego SLES :( Staram się używać go co drugie mycie. Ze względu na intensywny, czerwony kolor nie jest polecany do włosów blond, może zmieniać ich odcień. Dam mu jeszcze szansę i będę stosować w zestawie z moim ulubionym olejkiem na skórę głowy- Khadi przyśpieszającym porost, o którym już wspominałam dobry rok temu. Zauważyłam już wysyp baby hair, zwłaszcza na linii czoła, co mnie bardzo cieszy.
Co do wspominanego suplementu diety, wybrałam produkt dobrze znanej marki L'biotica ze względu na bogaty skład i konieczność przyjmowania tylko jednej tabletki. Zazwyczaj takie produkty nie dają szczególnych efektów, ale uznałam, że spróbuję, zwłaszcza, że nie mam zbyt wiele czasu na gotowanie ziółek, a zbiera bardzo dobre opinie. Koszt 30 tabletek to około 20zł. Zainteresowane osoby mogą podpatrzeć skład na stronach aptek internetowych :)
Mam wrażenie, że włosy wypadają już nieco mniej, ale przede mną długa droga. Jesienne wypadanie włosów jest naturalne, ale zależy mi na ich szybkim odroście i wzmocnieniu.

Jakieś plany na weekend? Ja wybieram się na spotkanie z Ejndzel, a jutro widzę się z moją czytelniczką Dorotą. Będzie śmiesznie. Pozdrowienia dla Was!

Czytaj dalej »

Seboradin zaprasza na konkurs

piątek, 11 października 2013 / 10 komentarzy / Etykiety:
W imieniu jednej z moich ulubionych marek chciałabym Was zaprosić na konkurs, w którym do wygrania jest zestaw produktów o wartości 200zł (nagroda główna) :)

Zadaniem konkursowym jest przygotowanie stylizacji fryzury zgodnej z jesiennymi trendami. Na zgłoszeniu musi być widoczna kartka "Jesienne inspiracje Seboradin", co ważne, aby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.
Trzy pierwsze nagrody przyznawane są przez Jury, a dwie kolejne mają możliwość  wygranej dzięki największej ilości głosów. Zgłoszenia należy przesyłać poprzez facebookową aplikację, tutaj, a więcej informacji znajdziecie na fan page.
Konkurs trwa od dzisiaj do 31.10.2013r.

Powodzenia! :)

Czytaj dalej »

Recenzja: Loreal, Tusz Volume Million Lashes Noir Excess

wtorek, 8 października 2013 / 26 komentarzy / Etykiety:

Używam niedrogich tuszy, co można zauważyć po moich recenzjach na blogu. Maskara za czterdzieści czy pięćdziesiąt złotych jest dla mnie abstrakcją,  być może dlatego, że z większości produktów jestem zadowolona, nie oczekuję bowiem spektakularnych, teatralnych efektów.  Chcę, by rzęsy były przede wszystkim pięknie wydłużone i rozdzielone , mam alergię na sklejone nóżki pająka. Delikatne pogrubienie i nadanie objętości również jest mile widziane.  
Jak dotąd niezaprzeczalnymi  faworytami były tusze do rzęs: Hean, Wonder Oriflame oraz ostatnio, podkręcający Wibo. Z ciekawością podeszłam więc do nowości od marki Loreal. Tusz do rzęs Volume milion lashes  nie jest Wam obcy, pisano o nim już dużo.
Pierwsze użycie nie było udane, okropnie sklejał rzęsy, przy czym chwilami nie pomagało rozdzielanie czystą szczoteczką. Dałam mu więc dwa tygodnie urlopu z nadzieją, że trochę zgęstnieje. Tak też się stało, ale czy produkt powalił mnie na kolana? Powiem szczerze, że nie,  myślę, że po części dlatego, że ma on za zadnie głównie pogrubiać, a nie wydłużać.  Po dwóch miesiącach nie jest suchy,  a gdyby tak się stało, uznałabym to za ogromny minus. Kwiatowo, dość intensywnie pachnie.
Szczoteczka jest spora, silikonowa, taka, jaką preferuję. Czerń jest głęboka i nasycona, zgodnie z obietnicą producenta. Nie kruszy się, ale miałam wrażenie, że pod koniec dnia oczy były lekko poirytowane.  Nie działo się tak zawsze, ale warto o tym wspomnieć.  Nie do końca przekonuje mnie efekt, jaki daje. Rzęsy, mimo rozdzielenia czystą szczoteczką i tylko jednej warstwy są widocznie sklejone. Widoczne jest wydłużenie rzęs, ale ich zlepienie niszczy wszystko, pokusiłabym się o stwierdzenie, że mają mniej objętości niż wcześniej...
Tak naprawdę, czego powinnam wymagać od tak drogiego dla mnie kosmetyku? Czego oczekujecie od tuszy powyżej czterdziestu złotych? Cieszę się, że miałam okazję go przetestować, ta mała, kosmetyczna przygoda nauczyła mnie, że równie dobrze, a czasem nawet i lepiej sprawdzają się u mnie produkty z niżej półki.
Czytaj dalej »

PEELING KWASEM MIGDAŁOWYM | MOJE EFEKTY I WRAŻENIA

sobota, 5 października 2013 / 40 komentarzy / Etykiety:
KWAS MIGDAŁOWY EFEKT, ZABIEG KWASOWY, KWAS MIGDAŁOWY RECENZJA, KWAS MIGDAŁOWY ZDJECIA PRZED I PO
źródło zdjęcia
Wykorzystując paskudne przeziębienie, które męczy mnie od tygodnia zebrałam się w sobie aby podsumować moje pierwsze, poważne spotkanie z kwasem migdałowym, które miało miejsce około trzy tygodnie temu. Do końca nie byłam pewna, czy jest to dobry pomysł, ale jako, że jestem  zadowolona z efektów i udało mi się jako tako uwiecznić jak wygląda słynne łuszczenie sądzę, że mały dziennik oparty na fotorelacji może być przydatny laikom, takim, jak ja. Zwłaszcza, że jesień to dobra pora na kuracje tego typu.
Niestety, nie udało mi się zrobić zdjęcia bezpośrednio po, ale po krótce opiszę, co dał mi głęboki peeling kwasem migdałowym.

Co skłoniło mnie do kuracji kwasami?
Przez wakacje przeżyłam najgorszy dla skóry okres, który pozostawił po sobie ślad w postaci  przebarwień, głównie zlokalizowanych na policzkach. Na domiar złego, czoło przypominało w dotyku papier ścierny, nie mówiąc już o wielu zaskórnikach zamkniętych i otwartych. Porównując mój wygląd w trakcie wysypu a teraz, jest dobrze i chyba nigdy więcej nie będę narzekać na jej stan.  Od razu uprzedzę, że przez ten czas nie malowałam się, a jeśli już, to używałam podkładu mineralnego AM, pielęgnacja nie uległa zmianie, odstawiłam słodycze i jadłam o wiele zdrowiej.
Kurację rozpoczęłam od tygodniowego zakwaszania skóry tonikiem 8% a zakończyłam na wspomnianym zabiegu o stężeniu 17%.

KWAS MIGDAŁOWY EFEKT, ZABIEG KWASOWY, KWAS MIGDAŁOWY RECENZJA, KWAS MIGDAŁOWY ZDJECIA PRZED I PO
kliknij,aby powiększyć
Dzień 1
Skóra jest widocznie napięta, co powoduje lekki dyskomfort. Czuję się jak po liftingu. Dotykając jej mam wrażenie, że znajduje się na niej suchą powłoczka, którą należało by złuszczyć, ale oczywiście tego nie robię. Nie zauważyłam ekstremalnego wysuszenia skóry. Regularnie nakładam lanolinę roślinną, Cicialfate Avene lub lekki krem brzozowy Sylveco wymieszany z niezapychającym mnie olejkiem arganowym. Widoczne jest małe zaczerwienienie w miejscach, gdzie nałożyłam więcej roztworu. Dobę po wykonaniu zabiegu widać delikatne złuszczanie się naskórka. W miejsca najbardziej problematyczne- przebarwienia na policzkach, dołożyłam odrobinę toniku patyczkiem kosmetycznym.
Dzień2Skóra jest o wiele bardziej napięta niż wcześniej. Odczuwam również wzmożony brak nawilżenia. Cera wygląda gorzej, niż bezpośrednio po peelingu, pojawiło się kilka stanów zapalnych, ale byłam na to przygotowana. Nakładam kremy nawilżające, lanolinę oraz punktowo maść wysuszającą niespodzianki. Wieczorem zauważam łuszczenie w okolicach nosa oraz brody.
Dzień 3
Łuszczenie jest już spore, od okolic nosa i brody powoli pozbywam się naskórka ze skroni i minimalnie z czoła. Niestety, okolice, na których mi najbardziej zależało pozostają niezmienne, ale czekam cierpliwie. Nie odczuwam dużego dyskomfortu jeśli chodzi o ściągnięcie i wysuszenie skóry. Na twarzy mam trzech nieprzyjaciół, ale jak się okazało, może być to również hormonalne.

Wszystkie kolejne dni a także złuszczanie się naskórka wyglądało bardzo podobnie jak tutaj. Skóra wróciła do normy po około tygodniu.

Co dał mi zabieg?
-po chwilowym wysypie niedoskonałości, skóra się oczyściła, pozbyłam się dużej ilości zaskórników, również tych zamkniętych,
- czoło stało się względnie gładkie,
- pory delikatnie się zwężyły,
- skóra stała się bardziej gładka i rozjaśniona
- przebarwienia się zmniejszyły (nawet te bardzo czerwone i świeże) , ale nie miałam co liczyć na całkowite ich zlikwidowanie.

Przez całą kurację posiłkowałam się:
Lanoliną roślinną, olejem tamanu, kremem Sylveco, Cicialfate Avene oraz nawilżającym żelem Pharmaceris do mycia twarzy. Najbardziej polecam lanolinę.

Przed zabiegiem polecam dużo poczytać, sama odrobinę się bałam, ale trzymałam się wizażowych receptur. Lepiej zaczynać od niższych stężeń i ewentualnie je podnieść niż wyrządzić sobie krzywdę. Podejście z głową nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Zabieg z pewnością powtórzę, ale na wyższym stężeniu, teraz wiem, co mniej więcej mnie czeka.  Masę informacji znajdziecie na wspomnianym portalu a także na blogu Italiany.

Czytaj dalej »

Demakijażowe buble: Cleanic, Be Beauty, Flos lek

środa, 2 października 2013 / 31 komentarzy / Etykiety:
Rzadko piszę o bublach, ale akurat tak się złożyło, że  przez ostatnich kilka miesięcy miałam nieprzyjemność używać trzech produktów do demakijażu, które zupełnie nie spełniają swojej roli. Do tego stopnia, że wstydzę się nawet je komuś oddać, a najlepszym wyjściem będzie albo je zmęczyć, albo wyrzucić i zapomnieć.

Zacznijmy od najmniej szkodliwych, później będzie tylko co raz mniej przyjemnie.
Cleanic, chusteczki do demakijażu do skóry suchej i wrażliwej.
Szczerze powiedziawszy, pierwszy raz miałam okazję używać czegoś takiego, zazwyczaj byłam wierna płynom micelarnym czy dwufazowym. Czegoż nie obiecuje nam producent na opakowaniu, od usunięcia makijażu z twarzy, po eliminowanie nawet wodoodpornej maskary. Nic, tylko kupować! Szczęście, że przywędrowały do mnie w paczce od Cleanic, bo żałowałabym wydanych na nie kilku złotych. Dałam się nabrać jak naiwne dziewczę, zabrałam je na wyjazd, gdzie okazały się całkowitą porażką. Nie radzą sobie nawet z tradycyjnym tuszem. Szczęście, że były ekstremalnie suche i nie podrażniały skóry. Pachną różą, co mi kompletnie nie odpowiada. Nie zawierają alkoholu.

BeBeauty, łagodzące mleczko do demakijażu
Kupione w przypływie frustracji dawno temu, gdy nie mogłam dorwać płynu micelarnego. Nie radzi sobie z demakijażem, rozmazuje tusz, zamiast go usunąć. W przypadku minimalnego podrażnienia skóry, piecze nieziemsko. Tym bardziej nie łagodzi. Pachnie niczym krem Nivea, a nie należę do jego zwolenniczek.
Flos lek, delikatny płyn do demakijażu
Obiecywaną przez producenta delikatność odbieram jako ironię. Pierwszy raz w życiu spotkałam się z tak wyżerającym spojówkę płynem. Nawet, jeśli jakimś cudem nie dostał się do oka, pieczenie i podrażnienie miałam zagwarantowane. Z usuwaniem makijażu radził sobie dobrze, choć z wiadomych przyczyn odradzam ten produkt. Radzę raczej uciekać. Na pociechę dodam, że mam płyn micelarny tej firmy i na prawdę nie mam mu nic do zarzucenia.

Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.