Maybelline podejście pierwsze | Tusz Mega Plush Volum Express

sobota, 29 listopada 2014 / 47 komentarzy / Etykiety:

Mimo, że markę Maybelline mogę zaliczyć do całkiem lubianych przeze mnie, to nie przypominam sobie, abym prócz ulubionego eyelinera w żelu i kilku innych kosmetyków sięgnęła kiedykolwiek po tusz do rzęs. Słynne maskary Collosal przez swoją kolagenową formułę nie odpowiadały mi, ale przyszedł czas jednak na test najnowszego produktu reklamowanego jako dodający objętości, a zarazem pielęgnujący.


Innowacyjna, miękka szczoteczka, która powinna dopasowywać się do kształtu oka, nie przypadła mi do gustu. Zdecydowanie bardziej wolę te o sztywnych włoskach, którymi lepiej jest złapać rzęsy przy nasadzie i wyciągnąć w górę. Najbardziej podoba mi się odcień, naprawdę ciemna i nasycona czerń. 


Nie kruszy się i nie odbija, całkiem przyjemnie pogrubia rzęsy, choć może nieco sklejać. Ostatecznie mogę dać mu czwórkę, choć do moich ulubionych mu nieco brakuje. Co do samego działanie pielęgnacyjnego trudno jest mi się wypowiedzieć, ale mogę wspomnieć, że rzęsy nie wypadają ani nie są wysuszone, co zdarzało się przy zdecydowanie tańszych maskarach.



Czytaj dalej »

Elegancki Astor | Lakier Pink Fantastic nr 260

wtorek, 25 listopada 2014 / 64 komentarze / Etykiety:

Nigdy nie byłam przekonana do marki Astor, większość kosmetyków była dla mnie jakby mało przekonywująca do zakupu. Miałam jednak okazję podebrać koleżance jeden z lakierów, a jako, że temat ten lubię, postanowiłam spróbować. Odcienie nude, czerwieni i stonowanego, brudnego różu zawsze dobrze się sprawdzają, zakwalifikowałabym je do eleganckich kolorów, które zawsze wyglądają dobrze. Choć jak wiecie, specjalną fanką czerwonych paznokci nie jestem ;)


W teście wypadł słabo, konsystencja jest rzadka, formułę określiłabym jako lekko żelową. Do całkowitego pokrycia potrzeba aż trzech warstw. Na zdjęciach z top catem Essie. Wygląda ładnie, ale nie skradł mojego serca ;)


POPULARNE


Czytaj dalej »

Wishlista | Prawie jak list do Świętego Mikołaja

niedziela, 23 listopada 2014 / 84 komentarze / Etykiety:

Z braku dobrego oświetlenia i czasu na zdjęcia przygotowałam kolejny wpis graficzny, już w świąteczno-zimowym klimacie :) Przejrzałam swoje ostatnie wishlisty i doszłam do wniosku, że ma to sens, bo większą część rzeczy zdobyłam i jestem z nich zadowolona. Miejmy nadzieję, że tu będzie podobnie.


1. Cotton balls, o których przypomniała mi Agu. Od dawna mi się marzą, zwłaszcza w pastelowych kolorach, ale cena jest dość wysoka. W internecie natknęłam się na tutorial, ale potrzebowałabym specjalnych lampek, o szerokim rozstawie.
2. Olejek z marakui, żadna nowość, choć brakuje mi go w mojej jesiennej pielęgnacji. Pisałam o nim tutaj. Pięknie rozświetlał, nawilżał, bez pozostawiania tłustej warstwy. Świetny do cery naczynkowej i delikatnej.
3. Duet szampon i balsam Babuszki Agafii na kwiatowym propolisie, wciąż na liście do kupienia, ze względu na zużywanie aktualnych zapasów...
4, 5. Parowar i waga elektroniczna, która przyśpieszyła i ułatwiłaby mi przygotowywanie posiłków. Jeśli macie doświadczenie zwłaszcza przy punkcie czwartym, dajcie koniecznie znać. Nie bardzo wiem, czym kierować się przy wyborze.
6. Pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet, cóż, czy trzeba komuś tłumaczyć skąd mi się to wzięło?;) żałuję jednak, że w palecie brak jest jasnych, mniej neonowych kolorów. Najbardziej jednak przypadły mi do gustu odcienie: Ping Pong, Ole flamingo!, Hot pepper, Frambourjoise, czyli prawie połowa dostępnych.
7. Czytnik ebooków Amazon Kindle, zastanawiam się nad nim już od roku i wciąż nie mogę podjąć decyzji, czy na pewno go chcę i czy na pewno jest to dobry zakup. 
8. Jajeczko EOS, cena również dość wysoka, ale zachwalane właściwości pielęgnacyjne kuszą, zwłaszcza, że aktualnie posiadam niewiele balsamów chroniących usta przed aurą panującą za oknem.


Źródła zdjęć: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7,8
Czytaj dalej »

Konkurs Annabelle Minerals | Wyniki!

środa, 19 listopada 2014 / 9 komentarzy / Etykiety:

Wraz z firmą Annabelle Minerals dziękujemy za wszystkie zgłoszenia, których było bardzo dużo:)
Na kontakt czekam zgodnie z regulaminem, pamiętajcie o kontakcie z tego samego maila, jaki podałyście! :)
kosmetycznealterego(at)gmail.com

Czytaj dalej »

Niedziela dla włosów #3

niedziela, 16 listopada 2014 / 30 komentarzy / Etykiety:

 Tym razem postanowiłam zrobić sobie małe, relaksujące spa przy pomocy pięknie pachnącego olejku o zapachu cytryny i bergamotki. JOIK to marka, której korzenie sięgają aż zimnej Estonii, stosowanie takich kosmetyków zawsze jest bardzo ciekawe :) Choć według producenta jest on skierowany do ciała (gdzie sprawdza się bardzo dobrze, łatwo się wchłania i nawilża) to kilkakrotnie już zastosowałam go do olejowania.


 Butelka bardzo prosta, bardzo podoba mi się zastosowany tu estetyczny minimalizm. Jest wyposażona w klasyczny spray, ale zawsze najpierw psikałam nieco olejku na dłoń.


Po umyciu włosów zastosowałam jedną z moich ulubionych masek, a konkretniej, Organic shop z jaśminem. 


Olejek bardzo dobrze nawilża przesuszone już końce, jak i całe włosy. W składzie znajdziemy oleje: słonecznikowy i winogronowy oraz naturalne olejki cytrusowy i bergamotowy. Nie jestem pewna, czy przy dłuższym stosowaniu rozjaśniałby włosy, ale z uwagi na cenę około trzydziestu pięciu złotych stosuję go z doskoku, poprawiając sobie humor :)  Warto wspomnieć, że został jest on w 100% naturalny i wykonany metodą handmade.


Czytaj dalej »

Avon zaskakuje | Szminki Ultra Color Bold

piątek, 14 listopada 2014 / 63 komentarze / Etykiety:
ruby shock

Jakiś czas temu w internecie pełno było zachwytów na temat najnowszych szminek firmy Avon, a mianowicie serii Ultra Color Bold. Długo nie miałam możliwości ich zamówienia i wypróbowania, ostatecznie zdecydowałam się na próbki mocnych, zdecydowanych odcieni. Powiem, a może raczej napiszę jedno: jestem bardzo pozytywnie zaskoczona trwałością, komfortem noszenia, równym zjadaniem. Aktualnie w nowym katalogu są one dostępne po około 16zł o ile się nie mylę, choć na allegro można je dorwać oczywiście taniej. Całkiem spora próbka kosztuje grosze, bo jedynie złotówkę. Warto się zainteresować!


Wśród wszystkich sześciu znalazłam trzy, ulubione kolory, w tym idealną czerwień, tak długo poszukiwaną. Zawsze pokazywałam się tu w różach, a tu miła odmiana. Szczerze przyznam, że zdjęcia szminek nie są moimi ulubionymi, wynika to raczej z moich przeciętnych ust ;)


Ruby shock to czerwień, z odrobiną pomarańczowych tonów. W porównaniu z koleżanką poniżej wypada zdecydowanie cieplej.


Berry bold to chłodna czerwień, w której niestety nie wyglądam specjalnie atrakcyjnie, podobnie też się czuję, choć przeczuwam, że znalazłoby się kilka jej fanek.


 Extreme mauve to specyficzny, trudny do opisania kolor, postawiłabym na stonowany, chłodny róż.


Hi-def plum podpatrzyłam u Atqi i bardzo mi się spodobał. Chłodny róż z dużą ilością fioletowych tonów. Nosząc go nasłuchałam się wielu komplementów na jego temat.


Power plum to ciepła śliwka, która wybitnie mi nie pasuje. Ale jakby nie było z reguły sięgam po chłodniejsze odcienie.


Bold bordeaux to ciemne wino, o którym na instagramie wspominałam, że nie pokażę się w nim ludziom. Wyszłam tak jednak i nikt nie krzyczał na mój widok, więc miałyście rację ;)



Czytaj dalej »

Cieniowane | Lakier Donegal Shine nr 7151

wtorek, 11 listopada 2014 / 67 komentarzy / Etykiety:

Zazwyczaj staram się zachować różnorodność tematyki wpisów, jednak większa ilość wolnego czasu przyczyniła się do szybszego przygotowania zdjęć niż zazwyczaj :) Zwłaszcza, że ze zdobienia jestem całkiem zadowlona, mimo, że paznokci nie cieniowałam całe wieki. Niemniej, proszę o wyrozumiałość jeśli chodzi o drobne niedociągnięcia:)


Bazą był lakier Donegal Shine, w odcieniu ciepłej śliwki. Krycie jednak nie jest powalające, dwie warstwy dały sporo jaśniejszy kolor, który możecie dostrzec. Sam połysk rzeczywiście na plus.
Niezmiernie podoba mi się jednak efekt cieniowania lakierem holograficznym OPI, pokazywanym już całe multum razy. Korzystałam z mojego starego sposobu malowania, tutorial możecie podejrzeć tutaj.


Dawno temu pokazywałam podobny mani, choć w zimniejszych odcieniach. Coś czuję, że powrócę do takich urozmaiceń, o ile zdobędę moje inne lakiery.  Top coat był tu niezbędny i użyłam standardowo Essie Good To Go.


Miłego leniuchowania życzę!
Czytaj dalej »

Apetyczne peelingi | Wellness & Beauty

niedziela, 9 listopada 2014 / 55 komentarzy / Etykiety:

Od jakiegoś czasu dzięki uprzejmości Rossmanna miałam okazję zapoznać się z kosmetykami marki własnej Wellness & Beauty, która ma być pomocna w tworzeniu naszego domowego spa, a dodatkowo pielęgnować ciało. Z całej paczki najbardziej interesowały mnie peelingi mimo, że nigdy nie byłam zwolenniczką solnych zdzieraków. Tutaj natomiast zaczyna się cała historia z nieścisłością w opisie, ale o tym nieco później.


Wersja kokos i mango zachwyca apetycznym, owocowym zapachem, zielona herbata natomiast jest świeża i nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z melonem ;) W obu znajdziemy olej migdałowy lub oliwę z oliwek. W pierwszym również można dostrzec wiórki kokosowe. Bardzo podoba mi się cały styl opakowań, który przyciąga uwagę, a plastikowe słoiczki na pewno posłużą mi jeszcze w kuchni.


Składy nie różnią się tak bardzo, mimo, że jeden z nich opisywany jest jako cukrowy, a na pierwszym miejscu w składzie znajdziemy...sól morską! Cukier co prawda również jest, ale w mniejszych ilościach. Gdyby producent zastosował się do swojego opisu byłabym bardziej usatysfakcjonowana, moja skóra często bywa podrażniona, miło by było mieć w szafce bezpieczny peeling, który dodatkowo nie będzie jej irytował.


 Peelingi mocno zdzierają naskórek, ja dodatkowo używam szorstkiej rękawicy do masażu. Dzięki zawartości natłuszczających składników nie wysuszają skóry, a zapach utrzymuje się również po zabiegu. Cena jest bardzo przystępna, trzynaście złotych, dziś natomiast kończy się promocja i można było je dorwać jeszcze taniej. Szkoda, że zorientowałam się dopiero teraz.


Powrócę do nich, a jako, że zbliżają się mikołajki to sądzę, że taki kosmetyczny upominek ucieszyłby niejedną koleżankę :)

Czytaj dalej »

Szarość | Eveline, miniMAX nr 831

środa, 5 listopada 2014 / 55 komentarzy / Etykiety:

 Jesień to idealny czas na klasyczną szarość na paznokciach, która, z tego co zauważyłam jest teraz dość popularnym kolorem. Po lakier Eveline MiniMAX sięgnęłam z przekonaniem, że formuła będzie tak dobra, jak w przypadku innych serii, niestety dość mocno się rozczarowałam. Konsystencja jest rzadka, pojawiają się bąble powietrza już podczas malowania, krycie też bez większych zachwytów.


 Ostatecznie jednak efekt mi się podoba, choć zdecydowanie brakowało mi tutaj jakiegoś urozmaicenia. W planach miałam dodanie czarnego holo na serdeczny paznokieć, niestety, okazało się, że tak jak większość mojej kolekcji został on w domu ;)
Na zdjęciu dwie, dość grube warstwy i top coat Essie.


Przypominam również o trwającym konkursie Annabelle Minerals :)


Czytaj dalej »

A może loki? | Lokówka stożkowa Babyliss PRO 32-19mm

niedziela, 2 listopada 2014 / 49 komentarzy / Etykiety:
Kobieta zmienną jest i tego nie trzeba nikomu przypominać. Zawsze kusiły mnie loki i fale, ale gdy kilka prób z papilotami spełzło na niczym dałam sobie spokój. Bardzo podobał mi się efekt, jaki możliwy jest do uzyskania lokówką stożkową i tak oto miałam okazję ją wypróbować. Nie będę ukrywać, że używam jej tylko od wielkiego dzwonu, bo wymaga to ode mnie trochę czasu i cierpliwości, ale o tym może poniżej.

 Jako, że stylizacja włosów na gorąco to zupełnie nie moje tematy, przed wyborem rozmiaru skonsultowałam się z Anwen i MsMelevis. Ostatecznie wybrałam nieco grubszą, 32-19mm i myślę, że była to dobra decyzja. Lokówka BaByliss Pro (a konkretniej model BAB2281TTE) posiada:
tytanowo- turmalinową powłokę, jonizację, 25 stopniową regulację temperatury od 110-190 stopni Celsjusza oraz kilka innych bajerów, o których możecie przeczytać klikając na link powyżej :)


Najbardziej zależało mi na uzyskaniu fal, o dużej objętości i taki efekt da się osiągnąć, co widać na pierwszym zdjęciu. Zależnie od sposobu kręcenia, grubości pasm możemy wyczarować różne loki. Swoje włosy zabezpieczam lekkim jedwabiem Green Pharmacy i dokładnie rozczesuję przed rozpoczęciem kręcenia. Każdy lok delikatnie zsuwam i przypinam do ostygnięcia, dzięki czemu zachowują kształt i sprężystość. Po zakręceniu wszystkich spryskuję delikatnie lakierem, po czym rozluźniam je palcami. 
W moim przypadku cały zabieg zajmuje nieco czasu, dodatkowo przy obecnej długości ciężko jest mi samej zakręcić je z tyłu głowy, a warto również kręcić je wysoko, inaczej wyglądam mało korzystnie. Jak pudel, ale mniejsza o to;)


 Do zestawu dołączona jest rękawiczka i materiał, na który można odłożyć gorącą lokówkę bez obaw.
Cena, nie oszukujmy się, jest wysoka, 350 złotych, lub w promocji 219 na hairstore.pl. Ta druga już jest nieco bardziej przystępna.


Poniżej natomiast efekt rozmyślań nad ścięciem włosów ;) W tym momencie nie pogardziłabym choć przycięciem końcówek, ale mój fryzjer był zajęty, co powoduje, że na co dzień bardzo często spinam lub zaplatam warkocz. Długości do ramion nigdy nie miałam, ale pewnie poczekam kilka lat z tą decyzją:)


Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.