20 czerwca

Czy droższy znaczy lepszy? | Lily Lolo, podład mineralny w kolorze Blondie


Chyba w kobiecej naturze leży poszukiwanie wciąż lepszych produktów, mimo, że mamy już swoje ulubione i sprawdzone. Często efektem tego jest zalegania kosmetyków, bo jednak nie okazały się takim hitem, jak powinny. Jak wiecie, od długiego już  czasu jestem wierna podkładowi mineralnemu Annabelle Minerals, a mimo to postanowiłam sprawdzić, jak wypadnie w konfrontacji ze znanym i chwalonym Lily Lolo.


Wybór padł na odcień Blondie, ale nie wiem, czy nie lepszy byłby jednak Warm Peach. Co do samych właściwości to odczucia mam bardzo ambiwalentne. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to o wiele mniejsze krycie, niż w przypadku konkurenta. Jest również mniej mokry i kremowy, co czuć zwłaszcza pod palcami.


Niestety, nie wiem, po czyjej stronie leży wina, ale jednego dnia wygląda bardzo w porządku, drugiego po godzinie na twarzy mam ciasto, podkreślone pory, suche skórki. Kombinowałam z kremami, ich brakiem i nadal nie wiem, co mam o nim myśleć. Nakładając go nie czuję się komfortowo, a sprawdzanie co chwila, czy przypadkiem się nie waży nie powinno charakteryzować podkładu za ponad 70 złotych. Być może zależne jest to również od mojej skóry, sebum i pH.
Na ten moment sporadycznie używam go do przypudrowywania delikatnie tradycyjnych podkładów.


Poza pięknym opakowaniem z sitkiem i innymi, dopracowanymi szczegółami, niewiele przypadło mi do gustu. Zdaję sobie sprawę jednak, że u wielu osób Lily Lolo sprawdza się genialnie i żałuję, że nie zaliczam się do ich grona. Dam mu jeszcze szansę za jakiś czas, może jeszcze się polubimy.

40 komentarzy:

  1. Szkoda że się nie spisał, ja miałam próbkę tego podkładu i był całkiem fajny. Faktycznie wszytko może zależeć od różnych czynników a nawet od wilgotności powietrza itp.. Chociaż podkład nie powinien robić żadnych psikusów, jeśli tyle kosztuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :( Na AM wiem, że mogę polegać.

      Usuń
  2. Uwielbiam podkłady Annabelle i Pixie, od kilku dni Neauty... Lily Lolo kusi, ale właśnie boję się, że nie podoła... a cena dość wysoka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wymienionych miałam tylko Annabelle:)

      Usuń
  3. ja nie potrafię do niego podejść, za każdym razem jak próbuje coś zdziałać to wyglądam strasznie... ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko ja mam mieszane uczucia ;<

      Usuń
  4. Właśnie trzeba się dobrze zastanowić nad jego zakupem.U niektórych się sprawdza,u innych nie;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co wiem, można zaopatrzyć się w próbki, więc nie ma źle :)

      Usuń
  5. U mnie prezentuje się bardzo dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie cudo! Kocham go i nigdy nie wyglądałam lepiej :D Moja cera mieszana. Matowi strefe T na cały dzień a cała twarzy wygląda zdrowo. Jedyne co to faktycznie przeznaczony jest dla nieskazitelnych buziek bez niespodzianek. Ja ich pare zawsze mam więc spokojnie zakrywam korektorem. Mam akurat ten własnie kolor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że u Ciebie się sprawdza:) Ja z podkulonym ogonem wróciłam do AM :)

      Usuń
  7. O popatrz,a u mnie lepiej się sprawdza LL niż AM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój zapał na LL skutecznie opadł na razie :(

      Usuń
  8. Mam dwa odcienie od LL: warm peach i popcorn (warm peach na zimę a popcorn, gdy się trochę opalę. Warm peach wygląda koszmarnie (jakby zwarzony i ciemnieje) a popcorn wygląda bajecznie (matuje i wygląda dobrze cały dzień). Oba podkłady testowałam na tych samych kremach itd. Czasem ratunkiem jest aplikacja pudru matującego lub innego pod podkład mineralny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję, spróbuję z pudrem matującym pod spód :)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Ojej, a czemuż to? A LL próbowałaś? :)

      Usuń
    2. Z tych samych powodów co u Ciebie LL. Wygląda na twarzy jak ciasto, szybko się waży, mało kryje i wogóle tworzy plamy. Na LL się czaję ale róż i bronzer. Jeśli chodzi o podkład to zawsze z podkulonym ogonem wracam do Earthnicity. Zawsze na 100% mogę mu ufać :)

      Usuń
  10. U mnie podkład LL także się nie sprawdził, jest on przeznaczony głównie dla osób bez większych problemów z cerą. Mizernie krycie, a w większej ilości strasznie się warzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w tym tkwił mój błąd, bo nakładałam go za dużo ze względu na małe krycie :/

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Lily lolo znam raczej z YT, ostatnio faktycznie cicho o niej na blogach :)

      Usuń
  12. Ja też jestem typową babą z tym poszukiwaniem wciąż "lepszych" kosmetyków :) Niewiele jest kosmetyków, które są prawdziwym hitem dla mnie i które stosuję non stop lub regularnie do nich wracam :)
    Myślę jednak, że takim kosmetykiem już na zawsze zostanie podkład i róż Annabelle Minerals :) Dlatego, że spełniają swoje funkcje idealnie a przy tym są najtańsze :) Jestem z nich bardzo, ale to bardzo zadowolona a Twoja opinia o Lily Lolo tym bardziej mnie do nich przekonuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, mam cały wzornik róży AM i nie mogę się zabrać do testów, bo nie umiem róży aplikować :D Natomiast bardzo polubiłam się z korektorem tej firmy:)

      Usuń
  13. U mnie też się nie sprawdził, ale na całe szczęście miałam tylko próbkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chociaż o tyle dobrze Greatdee:)

      Usuń
  14. ja mam i LL i AM, dla mnie LL jest tragedią, podczas gdy wszystkie typu podkładów AM dają bajeczny efekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie czekam na nowy odcień AM z gamy sunny :)

      Usuń
  15. U mnie podobnie sprawdza się róż Lily Lolo. Raz wygląda dobrze, by nazajutrz zafundować mi ciasto.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie znoszę go! Kiepsko kryje. Ciasta mi nie robił, tutaj prym wiodło Amilie, ale i tak go nie polubiłam. Miałam wrażenie, że nakładam na twarz zwykły puder, nie podkład.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja przymierzam się właśnie do Anabelle Minerals :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja miałam próbkę warm peach i nawet fajnie mi się sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  20. Wybacz, ale podkład to może się zwaRZyć, a nie zwaŻyć

    OdpowiedzUsuń
  21. Dla mnie LL był za suchy i w porównaniu do AM nie mogłam uzyskać nim takiego krycia, jakie było mi potrzebne - a cudów raczej nie wymagam :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  22. Wypróbowałam i niestety nie sprawdził się :( Nie było najgorzej, ale inne kryją lepiej :(

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej, mam dokladnie ten sam podklad :) ja stosuje go w ten sposob: najpierw zel aloesowy, pozniej leciutko tlustawy krem (u mnie bialy jelen), nastepnie nakladam podklad i (co uwazam za wazne) spryskuje twarz woda termalna. Po takim zabiegu wszystko trzyma sie idealnie, nie walkuje sie, nie widac pyłku. Moze kwestia wazenia sie podkladu zalezy od rodzaju cery? moja jest sucha jak pieprz a o sebum w ciagu dnia nie ma mowy i podklad sie trzyma w dobrym stanie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Mam Lily Lolo ( w odcieniu Blondie)+ korektor (Barely Beige), Anabelle próbkę podkladu i korektor medium, podkład Bare Minerals oraz Era Minerals próbki podkładu i korektora. Z tych czterech firm najgorzej wypada AM. Korektor jest za ciemny a z kolei jaśniejszy jest ...zielony. Z kolorem podkładu AM nie mogę utrafić. Nie podoba mi się efekt na twarzy-włazi w pory, jest widoczny (nakładam niewiele). Natomiast Lily Lolo ...bajka. Nie jest widoczny, nie wchodzi w pory, ładnie kryje (czasem używam z korektorem, gdy jest coś więcej do ukrycia np. cienie czy niedoskonałości). BM i EM też są ok. Dodam, że mam skórę tłustą ze skłonnościami do czerwienienia, z bliznami po trądziku i okresowymi niespodziankami. Mam też zaskórniki i rozszerzone pory. LL robi co trzeba a przy tym wygląda naturalnie, natomiast z AM wyglądam jak tapeciara już przy jednej warstwie. Pozdrawiam D.

    OdpowiedzUsuń

Proszę o niereklamowanie swoich blogów w komentarzach.
Dziękuję!