Włosy po wakacjach | Poprawa kondycji w 5 krokach

niedziela, 30 sierpnia 2015 / 21 komentarzy / Etykiety:

Tegoroczne wakacje mogę zaliczyć do średnio udanych. Krótsze o miesiąc, pełne niespodziewanych zwrotów w moim życiu. Poza masą stresu (od której z pewnością przybędzie mi siwych włosów) jedynym pozytywnym aspektem był mój wyjazd do Hiszpanii, gdzie spędziłam ponad tydzień ciesząc się pięknym krajem. Szczerzę powiedziawszy, chyba o wiele bardziej przydałby mi się on teraz, choć powoli wszystko się stabilizuje i nie mogę narzekać :)

Mimo wielkich chęci nie udało mi się uniknąć sporego przesuszenia włosów spowodowanego kąpielami, nie tylko w słonej wodzie, ale również słonecznymi. Do tego doliczyć można było zbyt długi brak strzyżenia. Co przede wszystkim zrobiłam źle? Nie zabrałam intensywnej maski nawilżającej i zabrakło odpowiedniej ochrony. Ale kto by o tym myślał podczas urlopu.
Po powrocie jednak długo nie mogłam sobie z nimi poradzić. Źle się układały, ze słabym połyskiem, przyklapnięte u nasady, niedociążone na końcach. Wprowadzając kilka zmian udało mi się je ujarzmić.

PO PIERWSZE: STRZYŻENIE
Jako, że już przed wyjazdem były sporo za długie i nieco przesuszone, wakacje tylko zwieńczyły dzieło. Niezastąpiona okazała się, jak zawsze, moja koleżanka Ewelina, która od kilku lat strzyże moje włosy. Widujemy się jednak rzadko, nad czym ubolewam nie tylko ze względu na jej zdolności, ale ostatnio poczułam motywację, by poszukać kogoś w Lublinie. Niedaleko mam salon i myślę, że za jakiś czas przejdę się, choćby zapytać o cenę. W ostatniej aktualizacji było widać, że strzyżenie to stanowczo za mało, idąc więc dalej...

PO DRUGIE: ODŻYWIENIE
Straszliwie zaniedbałam je ostatnio, gdy wydawało mi się jeszcze, że włosy są w dobrej kondycji. Jak zawsze, skutki lenistwa okazują się długofalowe i mogą ujawnić się z czasem. Starałam się nakładać olej przed każdym myciem, na nieco dłużej niż zawsze, minimum godzinę. Dodatkowo stosowałam maski, które silnie nawilżają i wygładzają, ale nie obciążają.

RECENZJE: OLEJEK, SERUM, MASKA ORGANIC SHOP, MASKA NATURA SIBERICA

PO TRZECIE: SILIKONY
O ile zazwyczaj silikony zawarte w odżywkach i szamponach obciążają i przetłuszczają mi włosy, to serum do zabezpieczania zawsze sprawdza się dobrze. W moim przypadku najlepszym wyborem gdy w składzie znajdziemy również oleje. Genialnym sposobem jest też używanie naturalnego olejku na sucho.

PO CZWARTE: DAJ ODPOCZĄĆ
Unikałam ciepłego nawiewu suszarki, jeśli bardzo mi się śpieszyło, podsuszałam tylko środkową część włosów, z obawy o przesuszenie końcówek. Dodatkowo, zazwyczaj staram się nie nagrzewać skóry, by nie wzmocnić przetłuszczania się. Stylizację kończę zawsze zimnym nawiewem.

PO PIĄTE: CIERPLIWOŚĆ
Ta zasada sprawdza się chyba w większości dziedzin życia. Nie wszystko zadziała od razu, ale wprowadzając zmiany można wiele zdziałać.


ZAJRZYJ RÓWNIEŻ:
Jak wygładzić włosy?
5 kroków do pięknych końcówek
Moja pielęgnacja włosów
Aktualnie ulubione produkty 
Pielęgnacja włosów, od czego zacząć, co polecam?


Czytaj dalej »

Peelingi Sylveco | Który lepszy do skóry tłustej?

piątek, 28 sierpnia 2015 / 36 komentarzy / Etykiety:

Wielokrotnie wspominałam, że jedną z moich ulubionych metod głębokiego oczyszczania twarzy jest peeling korundem. Tani, szalenie wydajny i przede wszystkim: konkretnie działa. Równie chętnie sięgam również co prawda po wersje enzymatyczne, w przypadku pielęgnacji na szybko, głównie za możliwość użycia ich pod prysznicem. Jednak jeśli chodzi o moc działania, korund nie ma sobie równych i żałuję, że tak późno go odkryłam. Nie mogłam więc przejść obojętnie wobec nowości marki Sylveco, a także wobec wszelkich zachwytów na ich temat. Wybór był trudny i ostatecznie trafiły do mnie obie wersje. 


Pierwsze, co je różni i moim zdaniem najważniejsze to konsystencja. Bazą peelingu wygładzającego jest olej palmowy, więc jak łatwo się domyślić przypomina ona bardziej gęste masło niż krem, jak w przypadku oczyszczającego. Oba posiadają delikatne, nieco ziołowe i naturalne zapachy. 



Ku mojemu zdziwieniu o wiele chętniej sięgam po wersję wygładzającą. Stosując ją zwłaszcza na suchą skórę działanie korundu czuć intensywnie, czyli tak jak lubię. Nie ma obaw o podrażnienie, choć jak to w przypadku peelingów mechanicznych nie polecałabym ich w przypadku pojawiających się stanów zapalnych. Obawiałam się tłustej warstwy po zmyciu, nic takiego jednak nie miało miejsca, skóra była miękka i nawilżona, choć nie ukrywajmy, delikatny film był wyczuwalny. Z obawy o ewentualne zapychanie przecieram twarz szczoteczką. Świetnie sprawdzi się zimą, lub w przypadku cer przesuszonych i normalnych.
Oczyszczający dzięki zawartości olejku herbacianego działa bakteriobójczo, co jest wyjątkowo pożądane przy skórze tłustej, mieszanej, czyli takiej jak sama posiadam. Wybierałam go w chwilach, gdy stawała się wyjątkowo kapryśna, zaczerwieniona. Zmywa się bez problemu ale oczyszcza trochę gorzej, życzyłabym sobie aby był nieco gęstszy. Brakuje mi tu tej konsystencji, która pomagałaby mi stopniować moc złuszczania naskórka. 


Oba znajdują zastosowanie w mojej codziennej pielęgnacji skóry, jednak jeśli miałabym wybrać jeden, to z pewnością dokupię wygładzający, który jest mniej wydajny, ale jesienią na pewno sprawdzi się jeszcze lepiej niż w okresie letnim.  Po nieudanym pierwszym spotkaniu z kremami Sylveco firma pozytywnie mnie zaskakuje. 

Oczyszczający :Aqua, Alumina, Glycine Soya Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glycerin, Caprylic/Capric Trigliceryde, Glyceryl Stearate, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Vitis Vinifera Seed Oil, Equisetum Arvense Extract, Cera Alba, Cetyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil. 

Wygładzający :Elaeis Guineensis Oil, Alumina, Cera Alba, Lauryl Glucoside, Zea Mays Starch, Helianthus Annus Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Laurus Nobilis Leaf Oil. 

ZAJRZYJ RÓWNIEŻ:



Czytaj dalej »

Nowe kamuflaże w płynie Catrice | Jak wypadły względem tradycyjnych kremowych?

wtorek, 25 sierpnia 2015 / 45 komentarzy / Etykiety:

O kamuflażach Catrice wspomniała już chyba każda, szanująca się blogerka. O ile kupno często wiązało się ze sporymi problemami (nie wiem, czy tylko u mnie w Drogerii Natura wiecznie świecą pustkami?) to warto było się za nim nieco pouganiać. Zdradliwe światło w sklepie zrobiło swoje i kolor oznaczony numerem trzecim uznałam za odpowiedni. Niestety, prawda była inna, choć po wakacjach w Hiszpanii sprawdzał się dobrze. Konsystencję chyba wszyscy znają, kremowa, dość ciężka, jakby nie patrzeć. W z nadejściem września Cosnova przygotowała wodoodporne kamuflaże w płynie, o których chciałabym dziś napisać.


O ile w przypadku starszego brata mamy do wyboru trzy odcienie, to tutaj, niestety tylko dwa. Na szczęście są dość jasne, a dwójka light beige sprawdza się u mnie świetnie. Na instagramie jedna z Was wspominała, że ciemnieją w kontakcie ze skórą. Nic takiego nie zauważyłam, często jest to bardzo indywidualna kwestia, ale warto o tym wspomnieć. 


Opakowanie z gąbką zawiera 5 ml produktu. Posiadają dość mocny, przyjemny zapach. Najważniejsze jest jednak działanie. Oczywiście, w porównaniu z tradycyjnym kamuflażem są zdecydowanie lżejsze, lepiej stapiają się ze skórą, nie odznaczają się na niej. Nie wymagają również aż tak dużego przypudrowania. Są lekkie i bardzo dobrze się utrzymują. A co najważniejsze, krycie jest również na bardzo wysokim poziomie. Przy codziennym stosowaniu nie zauważyłam, aby negatywnie wpływały na okolicę pod oczami, a skupiłam się korygowaniu moich zasinień. Myślę jednak, że dla wielu osób wciąż może być to zbyt ciężki produkt do takiego zastosowania, ale  z zaczerwienieniami cery również dobrze sobie radził.

Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły i cieszę się, że miałam okazje je wypróbować, zwłaszcza, że ze snem byłam ostatnio mocno na bakier ;) Ciekawi mnie, jak wypadłyby w porównaniu ze słynnym Collection 2000, ale prócz jednego lub dwóch stosowań u koleżanki nie miałam z nim dużej styczności.


Reasumując, we wrześniu warto zajrzeć do szafy Catrice (oby tylko nie świeciła pustkami, jak zawsze;) ). Cena za jeden egzemplarz to 14,99 złotego. Recenzowała je również Marta, z bloga Lusterko- Em, gdzie oczywiście polecam zajrzeć. 


Czytaj dalej »

Wishlist | jesień 2015

sobota, 22 sierpnia 2015 / 34 komentarze / Etykiety:

Jak zapewne większość z Was wyczuwam już w powietrzu jesień. Przełom sierpnia i września zawsze lubię najbardziej, przypominają mi się czasy, gdy jeszcze chodziłam do szkoły (choć to wcale nie było tak dawno!). Nieco zbyt refleksyjnie, jednak otulanie się ciepłym szalem, relaks z książką przy gorącej  herbacie ma zdecydowanie swój urok. Czeka mnie urządzanie mojego parapetu, zapewne jak rok temu postawię na wrzosy. Wraz ze zmianą aury jednak poczyniłam krótką listę niezbędnych ubrań. Niechętnie przyznam, że chodzenie po sklepach to jeden z moich znienawidzonych sportów...Niezmiernie rzadko czynię spontaniczne zakupy, o wiele lepiej odnajduję się w ciuchlandach, choć obiecałam sobie, że tutaj również wprowadzę nieco więcej rozsądku.


Marzy mi się coś innego, niż czarny, choć klasyczny w połączeniu z resztą mojej ciemnej garderoby jakoś mnie już nie przekonuje. Nie wiem, czy postawiłabym na szarość, ale na stronie prezentuje się całkiem ładnie. Równie dobrze czuję się w ciemnej, butelkowej zieleni, 
Nie przekonują mnie nieco te frędzle z przodu, ale połączenie oksfordów ze stabilnym obcasem, to coś dla mnie. Szukam butów, bardziej eleganckich niż sportowe, ale mimo to, wygodnych. Trudne zadanie.
Z torebkami mam ten problem, że zazwyczaj po zakupie nie jestem z nich zadowolona, albo okazuje się, że nie spełniają moich wymagań. Najbardziej lubię te w stylu retro, nieco babcine, jak kto woli. Ta urzekła mnie ze względu na kolory, ale na zdjęciach na żywo prezentuje się nieco...tanio? Zerknijcie same. 
Ulubionym motywem jest oczywiście kratka, nikogo tu nie zszokuję. W ubiegłym roku udało mi się dorwać szalik w odcieniach szarości, ale czy ta czerwień nie prezentuje się pięknie?
Znów dylemat. Kupno butów to w moim przypadku największa kara, głównie ze względu na mały rozmiar, szczupłą stopę z wysokim podbiciem. Czy mogło być gorzej? Pocieszam się, że tak, bo na szczęście nie muszę szukać rozmiarów z typową połówką. 
Zieleń, nieco sportowy krój, czyli coś, co lubię. Spodobała mi się u jednej z vlogerek, ale na moje nieszczęście ma ona boską sylwetkę (MsDoncelitta, oglądacie?). Uznajmy to za motywację do dalszych ćwiczeń siłowych.
To tylko kolejna, czarna (a jakże) bluza z napisem, podobna do tej, jaką otrzymałam w święta od Annabelle Minerals. Na leniwe weekendy w sam raz. 
Dowód na to, że lubię sobie przeczyć. Czarnego płaszcza nie chcę, ale ekoskórka już bardzo by mi się przydała. W Sinsay widziałam podobne w bardzo przyjemnej cenie, ale znając moje szczęście, żaden egzemplarz na mnie nie czeka w sklepie. 
Kto mnie zna, ten wie, że taki odcień błękitu jest jednym z moich ulubionych. Postanowienie na jesień? Częściej zakładać koszule i spódnice, o ile pogoda pozwoli :)


Wybieracie się na podbój sklepów? Jakieś określone cele? 
A może tak jak ja, czyli Standardowa Paulina będzie odkładać zakupy w nieskończoność, a potem przeklinać siebie, że w sklepach już nic nie ma? ;)

Czytaj dalej »

Nowości Annabelle Minerals | Puder rozświetlający i matujący

czwartek, 20 sierpnia 2015 / 14 komentarzy / Etykiety:

Jak wiecie od dawna mój codzienny makijaż opiera się na minerałach. Cenię je sobie za lekkość, całkiem dobre krycie, genialne kolory i brak zapychania. Mowa tu oczywiście o Annabelle Minerals, które niejednokrotnie już gościło na blogu. O ile wciąż nie mogę się doczekać rozświetlacza (a wierzę, że niedługo ten brak zostanie uzupełniony) to aktualną nowością w ofercie są pudy: rozświetlający i matujący.


Opakowania standardowe, z zakręcanym w środku wieczkiem, co zawsze przydaje mi się w podróży. Porównując odcienie Pretty Glow (rozświetlający) oraz Pretty Matt można zauważyć różnice, ten ostatni jest zdecydowanie bardziej żółty. Na twarzy jednak nie dają żadnego koloru, stąd można rzec, że są prawdziwie uniwersalne. Podczas rozsmarowywania pudru między palcami czuć delikatną kremowość, charakterystyczną dla Annabelle. Są również bardzo drobno zmielone.


Aktualnie przepadam właśnie za wersją rozświetlającą, coraz bardziej odbiegam od intensywnego krycia i irytuje mnie zbyt mocno pozbawiona naturalnego błysku twarz. Pretty Matt co prawda nie gwarantuje płaskiego matu, lecz bardzo naturalne wykończenie, ale jako, że mój makijaż ostatnio jest ekstremalnie minimalistyczny to po Pretty Glow sięgam chętniej. Nie daje on widocznego błysku czy nachalnych drobinek, cera po jego użyciu prezentuje się na prawdę dobrze, zdejmuje nieco zmęczenia i ukrywa drobne zmarszczki.

Skład Pretty Matt: Składniki: Mika, Bambusa Arundinacea Stem Powder, Silk, CI 77491, CI 77492
Skład Pretty Glow:
 
Składniki: Mica, Zinc Oxide, Silk, Kaolin, CI 77491, CI 77492, CI 77493

Pudry występują jedynie w jednej pojemności, 4 g. Za słoiczek należy zapłacić 49,90 złotego, ale z uwagi na fakt, że produkty mineralne są szalenie wydajne, oba wystarczą mi na długo. Teraz marzą mi się wersje prasowane, tak samo jak i wspomniany rozświetlacz. Myślę jednak, że mimo to któryś z nich będzie wędrował ze mną w podręcznej kosmetyczce na co dzień :) 

Dostępność tradycyjnie, w sklepie Annabelle Minerals lub w salonie w Warszawie, gdzie byłam jakiś czas temu i zostałam świetnie obsłużona. Jeśli zastanawiacie się nad zakupem podkładu, czy innego kosmetyku to polecam gorąco zajrzeć na Mokotowską 51/53. Pracujące panie z pewnością doradzą, a i chętnie obdarują Was próbką dla przekonania się, czy odcień na pewno jest odpowiedni.

Zajrzyj również:
Annabelle Minerals, podkład matujący po roku stosowania+ efekty krycia
Annabelle Minerals, korektory do twarzy



Czytaj dalej »

Aktualizacja włosów | sierpień

środa, 19 sierpnia 2015 / 18 komentarzy / Etykiety:

To chyba jedna z najbardziej spóźnionych aktualizacji, ale mogę ogłosić, że moje publiczne marudzenie na długość zostało zakończone. Co prawda wszystko do czasu, bo za jakiś czas będę się martwić poszukiwaniem fryzjera w Lublinie. Zdjęcia zostały wykonane w sobotę, chwilę przed wyjazdem na ślub koleżanki, a jak to bywa przy większych wyjściach- bad hair gwarantowany, co tylko potwierdza słuszność mojej tezy z ostatniego wpisu. Nie podcięłam dużo, teraz myślę nawet, że może za mało, ale cóż, trudno ;)

Zdecydowanie brakowało im dociążenia, były zbyt lekkie i mało mięsiste. Po kolejnych zabiegach, czyli olejowaniu na kilka godzin i nałożeniu balsamu Babuszki Agafii prezentowały  się znacznie lepiej. Co prawda warunki do fotografowania były inne, lecz nie używałam flesza.


Pomarańczowa ściana wygląda, jak gdybym została doklejona w Paincie, ale zgodnie z zasadą jak się nie ma co się lubi...mi pozostaje pilot zamiast fotografa.;)


Czytaj dalej »

Masa nowości Freedom Makeup London | Rabat -20% w ekobieca.pl

poniedziałek, 17 sierpnia 2015 / 32 komentarze / Etykiety:

Na fali popularności marki Make Up Revolution producent nie poprzestaje i wypuszcza nowości pod szyldem Freedom Makeup London. Przyznam, że o ile wcześniej podchodziłam do nich bardzo sceptycznie, ale paleta czekoladowa przekonała mnie, że można znaleźć tu prawdziwe kosmetyczne skarby. Z Ekobieca.pl wybrałam do prezentacji, a później mam nadzieję, recenzji sporo produktów. Jest z czego wybierać! Dodatkowo, drogeria ma dla Was rabat -20% na te smakołyki. Wszystkie swatche znajdziecie na końcu wpisu.


Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że kosmetyki, palety zwłaszcza wyglądają po prostu porządniej. Plastik jest lepszy jakościowo, a całość solidniejsza. Nie wiem jak Wy, ale ja mam słabość do wypiekanych kosmetyków do twarzy. Skusiłam się więc na kasetkę róży i bronzerów (Pro Blush Palette Bronze & Baked, 15g). Wykończenia są różnorodne, od matu (ciemny brąz) po złotą taflę (najjaśniejszy) po mocno połyskliwe, jak i satyny (po przekątnej, z prawej do lewej). Cena wynosi 30 złotych, z rabatem 24. 


Kolejną paletką jest zestaw sześciu korektorów do twarz Pro Correct Palette, 6g. Pomiędzy kolorami różnią się nieco kremowością, ale absolutnie nie można powiedzieć, że są tępe. Nie zawierają parafiny w składzie. 25 złotych/20 po rabacie. 
Do gustu bardzo przypadła mi mała paletka cieni, której nie można odmówić podobieństwa do Iconic. Pro Shade & Brighten Stunning Rose Kit (5,6g) zawiera dwa matowe, dwa połyskliwe i trzy, mocno błyszczące cienie. Te ostatnie świetnie sprawdzają się nakładane palcem, wklepywane na mokro dla większego nasycenia. W sobotę malowałam nią koleżankę na ślub i żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia makijażu oczu. W połączeniu z ciemnym kącikiem odcienie różu przepięknie podkreśliły niebiesko-zielone tęczówki. Do wyboru jest kilka wersji kolorystycznych, jak również wykończeń. Cena śmiesznie mała, zwłaszcza po obniżce z 12,50 na 10 złotych. 


Mimo, że nie jestem fanką różu i jak wiecie, nie używam ich prawie wcale, nie mogłam przejść obojętnie obok odcienia Beyond , bardzo przypominającego mi znanego Sleeka. Niestety, w tym momencie nie mam możliwości porównania ich na żywo, ale koralowy kolor ze złotym połyskiem z pewnością znajdzie swoje fanki. Cena 5 złotych, po obniżce jeszcze mniej ;) 


góra od lewej: base 204 (mat), nude 206, nude 207, dół od lewej: glited 217, glited 218,  base 202 (lekki połysk)
Najbardziej z całej paczki spodobały mi się pojedyncze cienie Mono Eyeshadow , które również kosztują grosze. Wykończenie Glited, mocno połyskujące, wielowymiarowe skradło moje serce. Świetna pigmentacja. Z odcieni neonowych nie wybrałam nic, celowałam bowiem w codzienny makijaż, ale warto wspomnieć, że takowe również są.


Szminki również po pierwszych testach oceniam na plus. Mocne krycie i pigmentacja, lekka formuła. Wybrałam intensywne odcienie Pro Now Lipstick Red Wine 109 oraz fuksjowy Candy Sweet 102. Koszt również zawrotny, bo 5 złotych, po rabacie 4. Gratka dla dziewczyn, które poszukują dobrej jakościowo szminki, w niskiej cenie, ale boją się, że odważny kolor nie będzie im pasował. 
Jeśli chodzi o eyeliner Ultra Black to wspomnę jedynie, że czerń jest bardzo nasycona, wykończenie matowe i swatche bardzo ciężko było mi zmyć z dłoni, po porównaniu go z moim aktualnie ulubionym Eveline. 


A przesyłka do punktu pocztowego w drogerii po przedpłacie, niezależnie od wagi tylko 3,99 zł.



Czytaj dalej »

Czego nie mówią o posiadaniu długich włosów | Codzienne problemy

piątek, 14 sierpnia 2015 / 76 komentarzy / Etykiety:
Próba rozczesania na wietrze włosów w ewidentny bad hair day spowodowany słońcem i morskimi kąpielami ;)
Nie udało się. 

Prawie całe swoje życie mam długie włosy. O ile w związku z jutrzejszą wizytą u fryzjera chodzą mi po głowie myśli, czy nie obciąć więcej niż zawsze, to na co dzień jestem z nich zadowolona. Zdarzało mi się słyszeć komplementy na ich temat, ale znacznie częściej pada pytanie czy nie przeszkadzają mi w normalnym życiu, a może pielęgnacja jest wyjątkowo uciążliwa? Poniżej krótki spis codziennych problemów pierwszego świata według posiadaczki długich włosów. 


1. Gdy je zapuszczasz, rosną w ślimaczym tempie...
2. ...jednak gdy długość jest perfekcyjna, w ciągu dwóch tygodni z pewnością się z nią pożegnasz.
3. Po osiągnięciu wymarzonych włosów do pasa/talii/biustu stwierdzasz, że są zbyt problematyczne lub zupełnie do Ciebie nie pasują.
4. Masz swoje ulubione kosmetyki, a mimo to kupujesz nowe...
5. ...po czym okazuje się, że nowości wcale nie są genialne, więc stoją i zagracają łazienkę.
6. Gdy już zapuścisz włosy ciężko się z nimi rozstać i boisz się zmian...
7. ...tak samo jak fryzjerów.
8. Wielkie wyjście? Bad hair day gwarantowany.
9. Piżama day? Układają się najpiękniej w całym Twoim życiu.
10. Wiatr? Nie oczekuj, że będą wyglądać jak w amerykańskich filmach.

11. Spokojnie, to tylko standardowy włos w jedzeniu, nic niezwykłego.
12. Strączkowanie. Tego nie trzeba wyjaśniać.
13. Czesanie ich po wyjściu z domu to zazwyczaj mission impossible. 
14. Wydałaś trzydzieści złotych na szczotkę?!
15. Dzielenie łóżka z inną osobą zazwyczaj skutkuje takim widokiem:

16. Lato? GORĄCO.
17. Zima? Wplątują się w szalik, kurtkę i zamek.
18. Bieganie i większość sportów bywa nieco utrudnione...
19. ...czego wynikiem jest, że stanowczo zbyt często je poprawiasz i wciąż się rozpraszasz.
20. Zwykłe wypadanie najczęściej przeradza się w istną inwazję włosów na podłodze, dywanie, poduszce i wannie.
21. Frotki do włosów giną w zastraszającym tempie, a wsuwkami znaczysz teren.


Co nie zmienia jednak faktu, że piękne, niekoniecznie długie włosy sprawiają, że czujesz się i wyglądasz lepiej :)


Dopiszecie coś do listy?
PS. Poprzez błędy w szablonie wpis mógł ukazać się kilkukrotnie, wybaczcie.
Czytaj dalej »

Ulubieńcy niekosmetyczni | Filmy, seriale, muzyka, nowy wygląd bloga i inne

środa, 12 sierpnia 2015 / 25 komentarzy / Etykiety:

Jeśli miałabym wybierać spośród wszystkich wpisów, jakie lubię czytać najbardziej, to bez wahania przyznam się, że są to ulubieńcy. Spośród kosmetycznych zawsze wyłowię perełkę, a typowo lifestylowe wpisy pozwalają mi poznać lepiej autorki blogów. Alteregoblog.pl istnieje od prawie czterech lat (wow, kiedy to zleciało!) a pewnie większość z Was niewiele o mnie wie. Wcale się zresztą nie dziwię, bo dopóki nie założyłam instagrama, nie pokazywałam praktycznie nic od prywatnej strony.

Przechodząc jednak do samych konkretów, to nie wiem, czy wpis będzie choć trochę ciekawy, ale jeśli choć jedną osobę zainteresuje któryś ze wspominanych przeze mnie artystów czy produkcji to misja będzie zakończona sukcesem :)

FILMY I SERIALE

Czy ktoś, komu podobał się Poradnik Pozytywnego Myślenia mógłby oprzeć się kolejnej produkcji z Bradley Cooperem i Jennifer Lawrence? Cóż, ja nie mogłam. I choć liczyłam na więcej, to sympatia do aktorów zrobiła swoje. Pięknie nakręcony, ukazuje historię dwojga zakochanych osób, ale absolutnie nie chcę zdradzać fabuły, więc zainteresowanym proponuję po prostu obejrzeć :)

Ekranizacja komiksu Marvela o niewidomym prawniku, który walczy ze złem na ulicach Nowego Jorku. Początkowo nie byłam przekonana, jednak stopniowo akcja się rozkręca. Fanki supermocy będą zadowolone.


Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o jednym z moich ulubionych seriali. Niestety, nowe odcinki nieco mnie rozczarowały, lecz mroczny klimat nadal pozostał bez zmian. Szalenie podobają mi się zdjęcia i sposób ukazania detali. Jeśli ktoś jeszcze jakimś cudem nie wie, czego dotyczy, to nadmienię, aby raczej nie oglądać przy jedzeniu ;) Koniec trzeciego sezonu pokrywa się z pierwszą książką Czerwony Smok Thomasa Harrisa, którą w tym miesiącu przeczytałam. Wciąż ubolewam nad moim stanem czytelnictwa, ale po ostatniej przeprowadzce bibliotekę mam pod blokiem i przyrzekłam sobie nieco to nadrobić. Teraz sięgnęłam po kontynuację serii, czyli Milczenie Owiec.

Kreskówka, tak, dobrze czytacie, kreskówka, choć moim zdaniem raczej dla starszych osób. Wspominałam o niej na swoim instagramie. Dwoje bliźniaków i szalony wujaszek rozbawiali mnie ostatnio wielokrotnie, a ostatnio to nie lada wyzwanie ;) Jak większość staram się oglądać z angielskimi napisami, choć tutaj i bez nich większość osób sobie poradzi.

MUZYKA
O ile bez seriali i filmów mogę się obejść, to bez muzyki nie wyobrażam sobie życia. Bez słuchawek czuję się jak bez ręki, zwłaszcza, że na co dzień sporo jeżdżę i spaceruję załatwiając sobie sprawy. Ktoś nie odczuł ulgi, gdy po całym, stresującym dniu można się nareszcie zrelaksować? Często czekam tylko na moment, kiedy będę mogła się wyłączyć. Nie zdziwcie się więc, gdy zobaczycie mnie totalnie odizolowaną od otoczenia.

Pewnie weźmiecie mnie za totalnego smutasa, ale najczęściej słucham przygnębiających dla innych klimatów. O ile standardowo uwielbiam Anię Dąbrowską, Damiena Rice i Daughter (kolejność przypadkowa) to ten miesiąc upłynął mi pod znakiem kilku nowych zespołów i piosenek.


Seafret- Oceans, Atlantis, Be There, Give me something
Anders- You Didn't Need My Love, I Wish
Tenterlook- London Heart


Powinnam jeszcze nadmienić o męczonym przeze mnie ostatnio Coldplay.
Green Eyes, Warning SighO.


Świetną nową opcją (a przynajmniej tak mi się wydaje) w Spotify jest odkryj w tym tygodniu. Na
podstawie słuchanych przez nas zespołów co tydzień dostajemy dawkę muzyki. Dla mnie idealne!

INNE
Punktem programu w lipcu były wakacjce w Hiszpanii, z których wróciłam z ładną opalenizną, a przede wszystkim z głową pełną wspomnień i prześmiesznych sytuacji. Tegoroczna sesja dała mi mocno w kość, wypoczynek więc okazał się na wagę złota. Przez ilość nauki i wyjazdy jednak trening siłowy poszedł w odstawkę. Powrót okazał się wybawieniem od psychicznego zmęczenia i stresu w ostatnim czasie. Nie wiem jak Was, ale mnie do ćwiczeń motywuje również ładny ubiór, to takie babskie. Z drugiej strony, dlaczego odmawiać sobie schludnego wyglądu?


W Sinsay udało mi się upolować krótkie spodenki do biegania i koszulkę w dobrych cenach. Natomiast jednym z ulubionych śniadań ostatnio stały się placki z niewielką ilością mąki, białym serem i sosem malinowym na jogurcie naturalnym.  Przepis znajdziecie tutaj. Jako wielbicielka kawy nie mogłabym zapomnieć o jej mrożonej wersji.


Ostatnie, to nowy, odświeżony wygląd bloga. Proszę o wyrozumiałość, staram się jeszcze dopasować miliony szczegółów, mam jednak nadzieję, że Wam się podoba :)

Jak Wam minął lipiec?

Czytaj dalej »

Niedziela dla włosów # 7| Natura Siberica Loves Estonia: Regenerująca maska do włosów zniszczonych i farbowanych

niedziela, 9 sierpnia 2015 / 31 komentarzy / Etykiety:

Całe wieki nie było na blogu nowej Niedzieli Dla Włosów i wciąż obiecywałam sobie, że w kolejnym tygodniu naprawię ten brak. Próba wprowadzenia minimalizmu w kwestii tej kategorii kosmetyków nie sprzyja nowym testom, ale uznałam, że nic nie stoi na przeszkodzie, jeśli raz na jakiś czas zastosuję coś nowego. Zwłaszcza, że aktualne potrzeby moich włosów są nieco inne niż zawsze. Ostatni raz włosy podcinałam w okolicach Świąt Wielkanocnych, więc stanowczo zbyt dawno. Być może uda mi się je doprowadzić do porządku w ciągu kilku dni i zamieścić aktualizację włosową, w innym przypadku jednak nie mam się czym za bardzo chwalić.
Czytaj dalej »

Pielęgnacja luksusowa | Pat & Rub: ekoAmpułka nr 1, stymulujący peeling do ciała

piątek, 7 sierpnia 2015 / 24 komentarze / Etykiety:

Czy jest ktoś, kto podczas trwających właśnie upałów nie marzy o kąpieli i chłodnej lemoniadzie dla orzeźwienia? Jakiś czas temu rozpoczęłam swoją przygodę z marką Pat&Rub i powoli odkrywam ich produkty. Po zachwycie nad znanym złotym olejkiem przyszła kolej na inne bestsellery tej firmy. 

Czytaj dalej »

Nowa kuracja na wzmocnienie włosów | IHT 9 , olejek przeciw wypadaniu

środa, 5 sierpnia 2015 / 18 komentarzy / Etykiety:

W kwestii pielęgnacji skóry głowy od kilku lat niezmiennie jestem wierna olejkom Khadi, których to zużycie wymaga chyba tyle samo czasu. Jako, że ostatnio ciągle żyję na walizkach, (co niezmiernie mnie irytuje swoją drogą) a włosy wypadają w zastraszającym tempie postanowiłam wypróbować coś, co od dawna czeka na swoją kolej.
Ten miesiąc upłynie mi pod znakiem testów polecanego olejku na wypadnie IHT 9.
Czytaj dalej »

Ulubieńcy lipca | Herome, Eveline, Avebio, Batiste, Alterra, Receptury Babuszki Agafii

poniedziałek, 3 sierpnia 2015 / 44 komentarze / Etykiety:

Ubiegły miesiąc obfitował w wiele wyjazdów i niespodziewanych zwrotów w moim życiu. Niekoniecznie dobrych, jeśli miałabym przyznać. Sierpień więc zapowiada się leniwie, chciałabym maksymalnie wykorzystać ostatni miesiąc wakacji na odpoczynek i mam nadzieję, powrót do regularnego blogowania. Śmiejcie się lub nie, ale największym ulubieńcem miesiąca powinien zostać specyfik ratujący maksymalnie wysuszoną chusteczkami skórę wokół nosa.

Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.