Niekosmetycznie | Jesienne czasoumilacze

poniedziałek, 28 września 2015 / 63 komentarze / Etykiety:
Często słyszy się, że jesień to czas marazmu i złego samopoczucia. Wcale się nie dziwię. Ulewne deszcze i brak Słońca na większość osób wpływa w zły sposób. Niskie ciśnienie, zimno i cała ta szara otoczka sprawia, że są dni, gdy najchętniej zaszyłabym się w domu. Byłoby to szalenie wygodne wyjście, gdyby nie fakt, że jak każdy mam swoje obowiązki. Jednak ten czas ma swoje plusy i jesienną chandrę można pokonać dzięki czasoumilaczom, które ekspresowo poprawiają nastrój. Poniżej moje sposoby, a jakie są Wasze?:)

szalik- klik
CIEPŁY, WIELKI SZAL
Od dawna marzył mi się szal w kratkę, najlepiej duży i miękki. Ten sprawdza się idealnie, ostatnio miałam okazję go przetestować. Jest dwustronny, a przy moim wzroście 158 centymetrów dosłownie tonę w nim. Nie zrezygnuję z niego jednak, jest ciepły, pasuje do czarnej ramoneski, jaką kupiłam ostatnio na wyprzedaży z 200 na 108 złotych. Takie ceny lubię.


ŚWIECE I WOSKI
Nie oszukujmy się, nie ma lepszego czasu na rozpoczęcie przygody z woskami. Tarty Yankee Candle to wciąż moi aktualni ulubieńcy, jednak jeśli miałabym wybierać te najbardziej wpisujące się w chłodną aurę, to byłyby to: A Child's Wish, Angel Wings, Amber Moon, Honey & Spice, Lake Sunset, Cranberry Pear, Mango Peach Salsa. 
Zeszłoroczna kolekcja jesienna zachwyciła mnie totalnie. Są to najczęściej nieoczywiste, eleganckie i otulające zapachy, nie przepadam bowiem za czystymi, owocowymi nutami, z małymi wyjątkami jak widać. Zdecydowanie potrzebuję nowego, najlepiej białego kominka. Pewnie nie jestem zbyt oryginalna w tym temacie. Świece odpalam tylko przy większych okazjach, z uwagi na kwoty, jakie trzeba na nie wydać. Te, które posiadam były albo prezentem, albo przesyłką w ramach współpracy.


KĄPIELE I RELAKSUJĄCE PRODUKTY DO CIAŁA
Kiedyś nie byłam specjalną zwolenniczką kąpieli. Chyba zwyczajnie się starzeję, bowiem raz na jakiś czas, po ciężkim dniu zwłaszcza lubię się zrelaksować w wannie. Najlepiej w towarzystwie aromatycznych kosmetyków które genialnie spełniają swoje zadanie, peelingując, wygładzając i odżywiając skórę. W ostatniej paczce od Pat&Rub znalazłam świetne produkty, ubolewam nad ceną, ale ich stosowanie to czysta przyjemność. Zostawiam je więc większe okazje, z obawy, że za moment dotknę dna.

PERFUMY
Najlepsze są te przywołujące wspomnienia, które towarzyszą od lat. Moja kolekcja jest nieduża, większość moich ulubionych firmy oczywiście wycofały, a należę do osób wiernych zapachom. Bardzo trudno jest mi dobrać pasującą do mnie kompozycję. Moment, kiedy zakładam grubsze ubranie a ono wciąż nimi pachnie jest jednak warty poszukiwań.

PIĘKNE KUBECZKI
Jestem straszną maniaczką kubków, zwłaszcza tych dużych. Moi znajomi o tym wiedzą i w zeszłe urodziny (jestem z połowy stycznia) dostałam od Angeliki piękny, sweterkowy kubek. Aktualnie w Pepco i Empiku staram się nie wchodzić na dział z akcesoriami do kuchni, ostatnia przeprowadzka zbyt dokładnie pokazała mi, aby przystopować z kupnem kolejnych.


COŚ DO PICIA
Jestem straszną maniaczką herbaty i kawy, zwłaszcza tej ostatniej. Kto mnie zna, wie, że lepiej zaprosić mnie na kawę niż piwo (ale dla odmiany grzane, słodkie wino uwielbiam!). Bardzo lubię ją w wersji korzennej z dodatkiem przyprawy do piernika, choć ostatnio w sieci rzuciły mi się w oczy dodatki do kawy Jacobs, jednak nigdzie w sklepach ich nie widziałam. W dzieciństwie moja Babcia często serwowała mi kawę Anatol z mlekiem, do tej pory pijąc ją czuję się, jakbym cofała się w czasie (pewnie śmieszne i nieco górnolotne?). Nie wiem, kto wymyślił wersję waniliową, ale dla tego Pana proponuję Nobla! Niestety, aktualnie nigdzie nie mogę jej znaleźć :( Na co dzień, z obawy na wypłukiwanie magnezu sięgam po zieloną herbatę z pigwą, najsmaczniejszą moim zdaniem ze wszystkich BigActive. Nie mogłabym zapomnieć oczywiście o kakao, wspaniałym zamienniku czekolady dla osób będących na diecie, jak ja ;)


Jakie są Wasze sposoby na jesienną chandrę?



ZOBACZ RÓWNIEŻ: 

Czytaj dalej »

Aktualizacja włosów | wrzesień

piątek, 25 września 2015 / 39 komentarzy / Etykiety:
płaszcz- klik :)
Jako, że ostatnia aktualizacja pojawiła się bardzo późno, bo w połowie miesiąca nie było sensu, by za dwa tygodnie pojawiła się kolejna. Stąd, chwilowo takie wpisy będę prawdopodobnie publikować nieco inaczej niż dotychczas.
W kwestii włosów niewiele się działo, zużyłam mój ulubiony olejek Wellness & Beauty. Dzięki temu, że przykładałam się do olejowania końcówki są w świetnym stanie, mimo, że podcinałam je ponad miesiąc temu. Czasem regularność popłaca ;) Na jego miejsce kupiłam olej kokosowy, którego nie miałam wieki i ku memu zdziwieniu, bardzo spuszył pasma. Teraz boję się po niego sięgać, więc chwilowo stosuję olejek Alterra, o którym wspomnę w ulubieńcach. 
Najczęściej stosowaną odżywką był balsam Babuszki Agafii. Stałam się nudna w kwestii pielęgnacji, jak widać. Chętnie więc poczytam o Waszych hitach ostatnich miesięcy, może skuszę się na jakąś powalającą nowość:) Jedyną nowinką były gumki Invisibobble, o których pisałam ostatnio. 

Zdjęcia do aktualizacji powinnam była robić o wcześniejszej porze, ale zagadałam się z koleżanką- fotografem, szukałyśmy więc nieco Słońca. Nie muszę nikogo przekonywać, że zależnie od jego natężenia mogą wyglądać zupełnie inaczej, mniej lub bardziej rudo. Kolaż można powiększyć, po zmniejszeniu zdjęcia niestety całość prezentuje się mniej ciekawie mam wrażenie:)



Czytaj dalej »

Gumki Invisibobble | Jak sprawdzają się na włosach zdrowych i niskoporowatych?

środa, 23 września 2015 / 58 komentarzy / Etykiety:
invisibobble opinie, invisibobble, invisibobble blog

O gumkach Invisibobble pisano już tyle, że wahałam się, czy warto wspominać o nich również u mnie. Jednak jako, że moje zdanie o nich się zmieniło dorzucę swoje trzy grosze, jako posiadaczka długich, ciężkich i niskoporowatych włosów. Z zazdrością spoglądałam zawsze na fryzury i koczki w stylu messy, które w łatwy sposób można otrzymać dzięki ich pomocy.





Dzięki specyficznemu wyglądowi: kolorowej sprężynki z tworzywa ma dobrze trzymać włosy, nie naciągając przy tym skóry głowy. Dodatkowo nie powinna pozostawiać odgnieceń. Szczerze powiedziawszy bardzo długo nie byłam do nich przekonana. Miałam tańszy odpowiednik, który sprawdzał się słabo. Irytowało mnie jej rozciąganie, a nie wiedziałam, że wystarczy wrzucić ją do gorącej wody. Jakie zauważyłam plusy? Wykonanie artystycznego nieładu jest zdecydowanie łatwiejsze, choć nadal nie jest to produkt idealny dla mnie. Nie mam jednak za złe, włosy śliskie, ciężkie i długie bywają trudne przy próbach takiego ułożenia. Nadaje się do spania, nie wpija się w ciało, nie pozostawia widocznych śladów po jej użyciu.

invisibobble opinie, invisibobble, invisibobble blog

Na co dzień również świetnie spisuje się do domowego, lekkiego zwinięcia pasm, choć nie jest jednak na tyle mocne, by całość nie rozpadła się przy większym ruchu głową. Zawsze jednak jest to lepsza alternatywa dla metalowej, o zgrozo, spinki, po którą z chęcią sięgałam. Nie wyobrażam sobie jednak wiązać nią włosy na siłownie, czy do biegania, w tym przypadku zupełnie się nie sprawdziła. 
Gdy związywałam małą ilość pasm lubiła na trwale się wplątywać, to jeden z większych minusów, jakie zauważyłam. Jeśli chodzi o wysokie kucyki, to spisuje się względnie dobrze. Nie na tyle, bym wyszła tak na uczelnie czy gdziekolwiek, ale jako baza do koczka bardzo ją sobie chwalę.
Jest woododporna, łatwo się myje, wraca do swojego kształtu. Ma ładne kolory, jest praktycznie niezniszczalna. Myślę, że warto się skusić, na jedną, na początek  :) Moje pochodzą ze sklepu ekobieca.pl, z którym jak wiecie współpracuję. Cena jednej to 5 złotych.



Czytaj dalej »

SOS dla skóry | 5 powodów, dla których powinnaś kupić olej tamanu

poniedziałek, 21 września 2015 / 29 komentarzy / Etykiety:

W kosmetyczce każdej z nas znajdują się produkty, które uratują nas z nie jednej opresji. Czasem odkryte zupełnie przypadkowo, innym razem z polecenia. W moim przypadku najczęściej boleśnie przekonuję się o ich braku w sytuacji kryzysowej. Kolejny raz sięgnęłam więc po nic innego jak olej tamanu. To trzecia buteleczka, o ile pamięć mnie nie myli wspominałam już o nim na blogu, warto jednak temat odświeżyć. Dlaczego? Poniżej w kilku punktach o jego świetnych właściwościach.

1. ŚWIETNIE DZIAŁA NA OPRYSZCZKĘ
Wraz z jesienią zazwyczaj moja odporność mocno spada, mimo, że staram się dbać o siebie. Wielokrotnie zostałam już nią obdarowana w najmniej oczekiwanym momencie, po kilka na raz. Zauważyłam ostatnio mocne zaostrzenie objawów i myślę, że przy kolejnej wizycie u dermatologa popytam jednak o Heviran. Niemniej, olejek świetnie przyśpiesza gojenie, działa nieco przeciwbólowo, z bolesnej fazy opuchlizny szybciej przechodzi w strupek. To jeden z niewielu produktów, który przynosi mi prawdziwą ulgę. 

2. GENIALNY NA STANY ZAPALNE
W ostatnim czasie powróciłam do kwasów. Po wcześniejszej kuracji retinoidami ilość dużych i bolesnych wyprysków była niewielka, jednak pojawiło się kilka klasycznych nieprzyjaciół. Bardzo trudno się było mi się ich pozbyć, aż przypomniałam sobie, że czeka na mnie w lodówce 15 ml tego cuda. Raz dwa się z nimi rozprawił.

3. PRZYŚPIESZA GOJENIE
Mogłabym to podpiąć pod dwa, powyższe punkty, jednak na wszelkiego rodzaju ranki i zadrapania działa równie dobrze. Ma działanie antybakteryjne i przeciwgrzybicze.


4. REDUKUJE ŚWIEŻE BLIZNY
Regularnie stosowany zapobiega powstawaniu wszelkiego rodzaju blizn. Co prawda, nie miałam na szczęście okazji wypróbować go w tym celu, ale opinie i zachwyty innych dziewczyn nie są bezpodstawne. Sam fakt, że stosuję go na mocno zaognione stany zapalne o dużej powierzchni, na pewno powoduje mniejsze powstawanie blizn.

5. DOBRY DO SKÓRY TŁUSTEJ
Jest to jeden z niewielu olejków, który nadaje się do skóry mocno zanieczyszczonej, tłustej, łatwej do zapchania. Wiele osób dodaje go do OCM, nie bez przyczyny. Opierając się o swoje doświadczenia i opinie na stronie zsk, biochemiaurody oraz wizaż.

Nie obędzie się jednak bez kilku drobnych minusów. Olej ma charakterystyczny zapach, porównywany do rosołu bądź przypraw. W przypadku stosowania miejscowego nie jest to szczególny problem. Ma ciemno zielony kolor i należy go przechowywać w lodówce, o czym wcześniej nie wiedziałam i byłam nieco zdziwiona, że mój poprzedni nadawał się do kosza.

Dostępność: ekobieca.pl, sklepy z półproduktami. 
Cena: 15zł/15ml




Czytaj dalej »

Niezbędnik na jesień | Moje ulubione kosmetyki

czwartek, 17 września 2015 / 33 komentarze / Etykiety:

Jesień powoli wkrada się, czy tego chcemy, czy nie. O ile jest to ta piękna, złota i słoneczna to nie będę narzekać, przysięgam! Zwłaszcza, że nic nie stoi na przeszkodzie, by znów sięgnąć po bardziej zdecydowane barwy. W kwestii stosowania produktów kolorowych jest to zdecydowanie ulubiony czas. Można szaleć, a nic nie spływa, ani nie podkreśla zaczerwienionej od zimna twarzy. Oby tak dalej. Jest to jeden z kilku wpisów, gdzie tematem przewodnim będzie obecna pora roku, tymczasem jednak skupmy się na moim niezbędniku, z małym dodatkiem pielęgnacji od której zacznę.


W ostatnim wpisie narzekałam na pomadkę Oeparol. Dla odmiany, przedstawię dwa hity: pomadkę z peelingiem Sylveco oraz nowy dla mnie (wcześniej miałam inne wersje), Carmex z granatem. Mimo, że zawiera parafinę, dobrze nawilża i ratuje usta. To mój pierwszy sztyft i przyznam, że masełkowata konsystencja przyjemnie sunie po skórze. Tym, które obawiają się specyficznej nuty zapachowej podpowiem, że tutaj również ją znajdziemy, podobnie jak lekkie mrowienie po aplikacji. Zawiera filtr SPF15, nie kleją się do niego szalejące na wietrze włosy. Rossmannowa seria Wellness&Beauty to według mnie najbardziej udana linia marki własnej. Po genialnym olejku do ciała testuję krem do rąk z ekstraktem z kwiatów wiśni i róży. Obłędnie pachnie i bardzo dobrze nawilża, a do tego świetna tubka. 


Coraz chętniej sięgam również po cienie, najczęściej jest to paleta Death By Chocolate, którą w pełnej krasie można zobaczyć tutaj. W kwestii ust, cóż, nieśmiało przyznam, że jestem monotematyczna. Bourjois wygrywa! Na zdjęciu powinna znaleźć się również moja ulubiona jesienna Golden Rose nr 13, ale jak na złość, zapadła się pod ziemię. Ma lekko fioletowy kolor, w którym dobrze się czuję.


Na paznokciach natomiast lądują mocniejsze, przykuwające uwagę kolory: błękity, granaty i brązy. Choć jak wiecie, aktualnie jestem zakochana w hybrydach Semilac, postanowiłam tu na klasyczne lakiery. O tych pierwszych szykuję osobny wpis :) 


Udanego weekendu! 
Swój mam zamiar spędzić w domu rodzinnym, 
stąd odpowiedzi na komentarze i maile mogą być opóźnione :)


Czytaj dalej »

Buble #1 | Oeparol, Lily Lolo, Revlon, Aussie

wtorek, 15 września 2015 / 32 komentarze / Etykiety:

Do tej pory prowadząc bloga nie skupiałam się na produktach, które się u mnie nie sprawdziły, zwyczajowo zwanych bublami. Mam to szczęście, że czytając i sprawdzając recenzje niezmiernie rzadko trafi w moje ręce coś, co szczególnie mi się nie spodoba. Podczas porządków uzbierało mi się jednak kilka kosmetyków, z którymi nie wiem co zrobić. Wyrzucić szkoda, oddać komuś głupio. Pewnie znacie te dylematy.

AUSSIE, 3 MINUTOWA ODŻYWKA DO WŁOSÓW DŁUGICH GŁĘBOKIE ODŻYWIENIE
Produkt podesłany mi przez przedstawicielkę marki wieki temu. Długo chodziłam wokół tej odżywki i chyba słusznie. Mogłam się bowiem spodziewać, że masa silikonów nie przyczyni się do poprawy kondycji włosów, nawet, gdy były przesuszone po wakacjach i miały przysłowiowego focha. Wiem, że jest spore grono fanek, ale u mnie po prostu się nie sprawdziła, była zbyt ciężka i za bardzo obciążała. Myślę, że w tym wypadku zrobię wyjątek i poszukam nowej właścicielki.

LILY LOLO, PODKŁAD MINERALNY
Kosmetyk doczekał się osobnego wpisu, gdzie nie byłam jeszcze do końca pewna, czy może jego właściwości są spowodowane kremem, aplikacją czy może fazą księżyca. Niestety, po kolejnych kilku podejściach z podkulonym ogonem wracałam do Annabelle Minerals. LL powodował u mnie efekt ciasta, wchodził w pory, podkreślał wszystko, co najgorsze. Winę zrzucę na specyfikę mojej skóry, bowiem innej przyczyny nie znajduję.

REVLON, MATOWA POMADKA
Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jest to jedna z najgorszych matowych pomadek, jakie miałam możliwość używać. Nie przebiła szminki MUA, którą kupiłam, użyłam dwa razy i powędrowała do koszu. Ta, jak widać, dzielnie przetrwała w mojej kosmetyczce, ale nie znajduję żadnych plusów. Od nietrafionego koloru pink pout, po uczucie, jakie pozostawiała na ustach. Mogę porównać je do pomalowania się woskową kredką, nic bardziej trafionego nie przychodzi mi do głowy. Jest co prawda dość kremowa, nie zasycha, ale w porównaniu z łatwo dostępnymi Golden Rose wypada po prostu blado.

OPEAROL EVERYDAY, pomadka ochronna
Kupiona z braku laku podczas wizyty w aptece, gdy poszukiwałam pomadek Sylveco. W zestawie za dziesięć złotych udało mi się dostać dwie, różnego rodzaju. Niezły deal, można by pomyśleć. Jednak właściwości nawilżające są znikome, coraz bardziej przekonuję się, że kosmetyki na parafinie mają prawo sprawdzić się podczas ostrych mrozów, właśnie w celach ochronnych. Producent co lepsze, zapewnia o 100% natury. Jedynym z niewielu plusów jest ładny zapach. 


Czytaj dalej »

Rozczarowanie roku | Pędzle Real Techniques

niedziela, 13 września 2015 / 51 komentarzy / Etykiety:

Im więcej zachwytów, tym wymagania rosną, nie trzeba nikomu tego mówić. O pędzlach Real Techniques by Sam & Nic Chapman słyszał już cały urodowy świat. Sama swego czasu miałam je w swoich subskrypcjach, stąd, moja ciekawość była spora.
Pół roku temu kosmetykomania.pl przesłała mi wybrane pędzle do recenzji. Wybór padł na Blush Brush i Stippling Brush. Pochwał na blogach nie było końca, bardzo rzadko spotkałam się z neutralnymi opiniami. Co więc szkodziło mi je wypróbować?

Skupiając się na pozytywach, mogę wymienić kilka: dobrej jakości, miękkie włosie, które nie zmieniło się poprzez ten czas, mimo wielu prań. Nie zauważyłam również ubytków po myciu, czy podczas aplikacji kosmetyków. Schną szybko, w tej kwestii nie sprawiają problemów. Są porządnie wykonane, choć napisy nieco się już starły. Zmiany kształtu również nie zauważyłam.


Jednak jest kilka sporych minusów, które sprawiają, że nie sięgam po nie zgodnie z przeznaczeniem. Moim zdaniem włosie w pędzlu do podkładu jest zupełnie niedopasowane do aplikacji tego typu produktów. Jakiego kosmetyku bym nie użyła, efekt smug, nierównomiernego rozprowadzenia gwarantowany. Odnoszę wrażenie, że samo wspomniane włosie jest zwyczajnie za długie, powinno być również gęstsze. Próbowałam różnych podkładów z podobnym skutkiem, próbowałam nieco zwilżać go wodą, co również nic nie dało. Znalazłam jednak dla niego bardzo dobre zastosowanie, mianowicie, genialnie współdziała z bronzerem, gdy konturuję twarz. Zawdzięcza to swoim ostrym krawędziom i w tym celu bardzo lubię po niego sięgać.


Jeśli chodzi natomiast  o pędzel do różu, sądziłam że dobrze sprawdzi się przy aplikacji rozświetlacza. Tutaj może nie jestem mocno zawiedziona, ale jednak to nie to, czego bym oczekiwała. Jest dla mnie za duży i zdecydowanie bardziej wolę małe jajeczko Hakuro, przypuszczam, że jeśli stosowałabym go zgodnie z przeznaczeniem, to nie zrobiłoby to specjalnej różnicy. Dobrze sprawdza się przy wszelkiego rodzaju blendowaniach, ale nie jest znowu niezastąpiony. Do samego bronzera jest za duży, sprawdzi się tyko w przypadku mało precyzyjnego ocieplania twarzy, ale sama tego sposobu nie praktykuję.


Mówi się trudno, testuje się dalej ;) Choć gąbka RT wciąż mnie kusi.


Czytaj dalej »

MAKIJAŻ | JAK ZMIENIŁO SIĘ MOJE PODEJŚCIE W CIĄGU KILKU LAT?

czwartek, 10 września 2015 / 53 komentarze / Etykiety:

Pamiętam moment, gdy uznałam, że jestem już na tyle dorosła, aby móc codziennie sięgać po ulubionych towarzyszy kobiety, czyli kosmetyki. Z zapasów mojej mamy wyciągnęłam maskarę i od tamtej pory moje zainteresowanie tematem wciąż rosło. Z czasem przerodziło się w coś więcej. Poszukiwania produktu idealnego, przeglądanie KWC, czytanie forum i blogów. Aż w końcu, cztery lata temu postanowiłam podzielić się z internetową społecznością moim spojrzeniem na te sprawy. Tak powstał pomysł by stworzyć alteregoblog.pl. 

Co zmieniło się przez ten czas? Przyznam, że wiele. Zmieniłam się ja, blog, mój wygląd. Liczę, że na lepsze. Dopiero w wieku dwudziestu dwóch lat na dobre zdałam sobie sprawę, że dobry makijaż zaczyna się tam, gdzie kończy właściwa pielęgnacja. Nie ma pięknie wyglądającej cery bez prawidłowych rytuałów i kosmetyków. To kluczowa kwestia.

Jeśli chodzi o same kosmetyki kolorowe, to dojrzałam do KILKU ZMIAN

1. Na co dzień nie zależy mi aż tak na maksymalnym kryciu wszelkich niedoskonałości. Problemy skórne są, za chwile ich nie ma, lub pojawiają się nowe. Ilość osób z perfekcyjną cerą jakie znam, mogę zliczyć na palcach jednej ręki. Niegdyś podstawą przykrycie ich warstwą podkładu Revlon Colorstay, który nota bene nadal uwielbiam, ale tylko na większe okazje, lub gdy zależy mi na makijażu, który przetrwa absolutnie cały dzień. 

2. Staram się zwracać uwagę na składy produktów, których używam najczęściej, głównie więc podkładów, korektorów, bronzerów. Z przyjemnością sięgam więc po minerały, a nikomu nie muszę przypominać, że ulubioną marką jest Annabelle Minerals, której to produkty wielokrotnie recenzowałam. 

3. Powoli odstępuję od super zmatowionej cery. Coraz częściej łapię się na tym, że płaski mat zwyczajnie mi nie odpowiada. Nie dziwię się więc modzie na strobing. 

4. Konturowanie twarzy, które kiedyś zupełnie mnie nie interesowało, ba, uważałam je nawet za zbędne. Natomiast teraz nie wyobrażam sobie pominięcia tego etapu. O ile różu nadal nie używam, to rozświetlacze na stałe wkradły się do mojej kosmetyczki.

5. Dorosłam do mocnego podkreślania ust. W tej kwestii jestem monotematyczna, lubię matowe, długotrwałe produkty. Jeszcze dwa lata temu kolor był dla mnie nie do przejścia, a z drugiej strony nie widziałam sensu używania delikatnych kolorów, co teraz też się zmieniło. 

6. Makijaż oczu najczęściej jest prosty i rozświetlający, z kreską. Cieniowanie zostawiam na większe okazje. Jasny cień, kreska i kredka na linii wodnej to zestaw, który zawsze się sprawdza.

7. Równie ważną sprawą jest fakt, że po przetestowaniu masy kosmetyków upiększających znalazłam swoich faworytów, na których zawszę mogę polegać. Makijaż w piętnaście minut? Żaden problem. Wieczorne wyjście? Proszę bardzo. 

8. Jestem tylko człowiekiem, mam lepsze i gorsze dni. Problemy, zarwana noc, egzamin, masa pracy, dom i obowiązki. Czy któraś z nas tego nie zna? Czasem makijaż to ostatnia rzecz, na jakiej chciałabym się skupić i nie ma w tym nic złego.


Co zmieniło się u Was?


ZAJRZYJ RÓWNIEŻ:


Czytaj dalej »

Ulubieńcy sierpnia | Sylveco, Melkior, Annabelle Minerals, Catrice, Manhattan

wtorek, 8 września 2015 / 41 komentarzy / Etykiety:

Ufff, kolejny miesiąc za nami! Kto był na bieżąco z blogiem, tego zapewne nie zaskoczę żadnym z kosmetycznych ulubieńców. Co dziwne, jak na mój całkiem minimalistyczny sierpień znalazło się tu sporo ciekawej kolorówki. 

CATRICE, KAMUFLAŻ W PŁYNIE
Recenzowany ostatnio i bardzo przeze mnie zachwalany, nie bez przyczyny zresztą. Lekki, świetnie się nosi, długotrwały i mocno kryjący. Testowałam go nawet w ekstremalnych warunkach- kamuflowałam nim piękny siniak wielkości pięści pod moim kolanem, który przybierał pełną paletę barw. Dał radę, więc brawa dla tego pana. Pełna recenzja i kolory tutaj.

MELKIOR PROFESSIONAL, ROZŚWIETLACZ WINTER GLOW
Rozświetlacz, który zachwycił mnie swoim kolorem i właściwościami. Za dużo nie będę się rozwodzić, zapraszam do wpisu ze zdjęciami efektu na twarzy, a zobaczycie na własne oczy, skąd moja sympatia do niego.


ANNABELLE MINERALS, PUDER ROZŚWIETLAJĄCY
Podczas upałów porzuciłam podkłady na rzecz lekkich pudrów. Nadal z chęcią po niego sięgam w dni, gdy nie zależy mi na mocnym kryciu lub korygowaniu niedoskonałości. Bardzo drobno zmielony, delikatnie zdejmuje z twarzy zmęczenie, choć nie ma mowy o żadnych widocznych drobinkach. Recenzja tutaj.

MANHATTAN, MATOWA POMADKA 56K
Zupełnie zapomniany przeze mnie produkt, odkopany ze względu na okoliczności. Szukałam czegoś do delikatnego podkreślenia ust, a jako, że kolor brudnego różu bardzo mi odpowiada z chęcią używałam jej na zmianę z ulubionymi, mocnymi kolorami Bourjois.


MELKIOR PROFESSIONAL, PALETA KOREKTORÓW
Świetne, kremowe korektory o dobrym kryciu i lekkiej konsystencji. Zależnie od potrzeb stosowałam je na zmianę z Catrice. Obok rozświetlacza kolejny produkt tej marki, który bardzo mi się spodobał. Swatche tutaj.

SYLVECO, PEELING WYGŁADZAJĄCY
Wygląda na to, że każdy, pojedynczy ulubieniec doczekał się w tym miesiącu osobnej recenzji pełnej peanów pod jego adresem. Ale to jeszcze lepiej. Peeling świetnie wygładza, jest gęsty i czuć działanie korundu. Jedyne, co może okazać się minusem jest konieczność dokładnego oczyszczenia skóry z zawartych w nim olejów, ale mi absolutnie to nie przeszkadza. Recenzja tutaj.



Warto jeszcze wspomnieć o kilku włosowych ulubieńcach, o których wspominałam we wpisie dotyczącym ratowania ich po lecie. Więcej informacji w tym miejscu:)

Czym zachwycił Was sierpień?

Czytaj dalej »

Niedziela dla włosów # 8 | Aloesowy zestaw Equilibra

niedziela, 6 września 2015 / 60 komentarzy / Etykiety:

Ależ się włosowo zrobiło na blogu, aż się sama dziwię :) Nadrabiam chyba ostatnie pół roku, również jeśli chodzi o testy nowych produktów. Tej niedzieli wybór padł na polecany szampon aloesowy marki EQUILIBRA oraz odżywkę nawilżającą dodającą objętości, czyli coś idealnie skierowanego do mnie. Obawiałam się jednak zawartych w niej protein, ale czy słusznie?


Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że jest do moje trzecie lub czwarte podejście do tego zestawu i początkowo zupełnie nie byłam z niego zadowolona. Pierwszy raz użyłam jej jeszcze przed podcięciem włosów i zupełnie nie byłam zadowolona z efektu. Włosy były niedociążone, słabo się rozczesywały, wyglądały zwyczajnie źle. Kolejnym razem, dodałam nieco olejku do odżywki i efekt był już całkiem znośny, choć wciąż niezadowalający. Spróbowałam jednak jeszcze raz sądząc, że zapewne będę zmuszona znów narzekać we wpisie. Gdy lekko podeschły wydawały mi się lekko sianowate, co nie nastrajało mnie zbyt optymistycznie, obawiałam się ponownego lekkiego przeproteinowania. Okazało się jednak, że zdrowych, nieprzesuszonych włosach sprawdza się bardzo dobrze. Po rozwinięciu z koczka i rozczesaniu TT prezentowały się tak jak na zdjęciach. Większa objętość była zauważalna, ale były miękkie i mięsiste. Z czasem wygładzenie było jeszcze większe.


Zapach jest specyficzny, u mnie utrzymuje się nawet po kolejnym myciu. Warto jednak jeszcze odnieść się do często polecanego szamponu o wysokiej zawartości aloesu. Jako, że teraz wciąż walczę z przetłuszczaniem się skóry głowy, standardowo umyłam ją rosyjskim, cedrowym mydłem, a długość włosów z olejku Wellness&Beauty potraktowałam Equilibra. Z jego usunięciem dobrze sobie radzi, często sięgałam po niego jeśli go nie nakładałam, jako delikatny oczyszczacz. Produkty znajdziecie na ekobieca.pl w cenie około dwudziestu złotych. Z tego co widzę, marka oferuje również maskę, ale tych akurat mam dostatek, więc wstrzymam się z testami.


Kolor włosów jest nieco bardziej rudawy niż zazwyczaj, ale to zasługa światła. Liczyłam, że uda mi się wykonać zdjęcia na zewnątrz, ale niestety, nikogo nie skusiłam zajęciem fotografa. Może kolejnym razem:))

ZAJRZYJ RÓWNIEŻ:
inne wpisy z cyklu niedziela dla włosów

Czytaj dalej »

Marka na dziś | Melkior Professional

czwartek, 3 września 2015 / 31 komentarzy / Etykiety:

Całe wieki nie pokazywałam się na własnym blogu! Zaczęłam się nawet zastanawiać, czym to jest spowodowane. Wniosek jest jeden: LATO. Zaczynając od wyjazdów a kończąc na pogodzie. Upały nie sprzyjają makijażowym eksperymentom, przez całe dwa miesiące towarzyszył mi więc minimalizm. Rozświetlający puder Annabelle Minerals, korektor, tusz na rzęsach, nieco połysku na policzki i balsam do ust. Od święta sięgałam po cokolwiek innego. Mimo wszystko, udało mi się przetestować kosmetyki francuskiej marki MELKIOR PROFESSIONAL. Znalazłam nawet perełkę, o której koniecznie muszę wspomnieć.


Bardzo długo myślałam, jak opisać czym tak na prawdę zachwycił mnie rozświetlacz w odcieniu winter glow Mogę wymienić kilka rzeczy: piękny odcień, zdecydowanie mniej złoty niż Mary Lou Manizer (porównanie wkrótce!), delikatność, genialne rozcieranie i trwałość. Świetnie stapia się z moją cerą, wygląda szalenie naturalnie mimo dobrego zaakcentowania policzków. Do zdjęć podchodziłam kilkukrotnie i ostatecznie chyba udało mi się uchwycić jego prawdziwy wygląd. Nie pyli przy aplikacji pędzlem Hakuro, efekt można stopniować. Dodatkowym plusem jest wydajność, zużycie 11 gramów zajmie mi wieki. Nie powiem, cieszy mnie to ;) 



Jego mozaikowy brat w wersji light touch, mimo, że na swatchu wygląda na bardzo bardzo zbliżony w efekcie, to jest on nieco mniej połyskliwy i dużo delikatniejszy. Pokuszę się na dniach o wypróbowaniu go do strobbingu, dziwne, że wcześniej na to nie wpadłam. Mam dziwną słabość do produktów wyglądających w ten sposób. Czyż nie prezentuje się pięknie?




Szminka lovely pink opisywana na stronie jako matowa, jest zwyczajnie pozbawiona drobinek. Z kolorem również akurat nie trafiłam, okazał się być czerwienią z różowymi tonami, za ciepłą dla mnie. Same właściwości określiłabym jednak na plus, jest lekka, nie wysusza, dobrze się nosi. Jednak zapach jest jednak nieco zbyt intensywny i zwyczajnie mnie drażnił. 


Super czarny eyeliner początkowo mnie zachwycił. Głęboki i nasycony kolor, matowe wykończenie, aplikator w postaci pędzelka, za którym w sumie nie przepadam, ale wszystko jest do opanowania. Jednak pod koniec dnia, co prawda upalnego, ale zawsze nakładam cielisty cień, bardzo się rozmył. Warto zaznaczyć, że nie posiadam bardzo problematycznych powiek. 
Kończąc jednak wpis o Melkior nie sposób nie wspomnieć o bardzo dobrych, kremowych korektorach w paletce. Zdecydowanie jedne z lepszych, jakie używałam. Lekkie, ale dobrze kryjące. Dobrze spisywały się w okolicach oczu, choć wymagały standardowego przypudrowania. Brak problemów z blendowaniem, jak również z kolorem, moja kasetka to wersja neutral tones. Będzie mi ich brakować, gdy dotknę dna opakowana.

melkiorprofessional.pl <----- więcej informacji

MAKIJAŻ:
ANNABELLE MINERALS, podkład matujący sunny fair,
CATRICE, kamuflaż w płynie, odcień 02 light beige (na zmiany skórne)
THE BALM, bronzer Bahama Mama,
BOURJOIS, szminka Rouge Edition Velvet w odcieniu pink pong (wklepana palcem)
KRYOLAN, cielista kredka do oczu
MAX FACTOR, tusz False Lash Effect
I HEART MAKEUP, cienie do oczu
MELKIOR PROFESSIONAL, rozświetlacz winter glow
MELKIOR PROFESSIONAL, eyeliner
MELKIOR PROFESSIONAL, korektor neutral tones (pod oczy)

Bardziej adekwatne byłoby użycie do zdjęcia pomadki Melkior, ale tego dnia miałam ochotę na matowe usta :)



Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.