AKTUALIZACJA WŁOSÓW | GRUDZIEŃ + PLANOWANE ZAKUPY I TESTY PRODUKTÓW

czwartek, 31 grudnia 2015 / 29 komentarzy / Etykiety:

Przez cały grudzień nie działo się absolutnie nic nowego. Nie licząc testów nowej lokówki Bellissima (przypominam, że dwa egzemplarze wciąż na Was czekają!) i namiętnego stosowania rosyjskiej maski rokitnikowej Natura Siberica miesiąc upłynął bez większych zmian. Końce zostały podcięte i coraz częściej rozważam większe ich skrócenie. Aktualnie sięgają lekko za talię i myślę, co zrobić z kształtem i zapuszczoną już grzywką.

 SUKIENKĘ ZNAJDZIECIE  TUTAJ
Stan włosów uważam za bardzo dobry, choć brakuje im nieco objętości. Zabezpieczanie olejkiem na sucho plus dodatek silikonu to mój absolutny hit tego roku. Jeśli natomiast czekacie na włosowych ulubieńców 2015 roku, to pojawią się one wkrótce.


W najbliższym czasie planuję zakupić:
- odżywkę Plus Solutions, która podbija internet, mówiła o niej Angelika w ulubieńcach roku
- toskańską maskę do włosów Planeta Organica, o której pisała ostatnio Anwen i zrobiła na mnie świetnie wrażenie.
- serum Biovax A+E, którego dawno nie miałam.
Oczywiście, kupię o ile zużyję któreś opakowanie z moich zapasów ;) Lub zwyczajnie usprawiedliwię się zbliżającymi się urodzinami.



Udanego Sylwestra!



Czytaj dalej »

ZIMOWA LIMITOWANA EDYCJA YVES ROCHER JABŁKO W KARMELU | CO MNIE ZACHWYCIŁO?

wtorek, 29 grudnia 2015 / 32 komentarze / Etykiety:

Jesień i zima to czas, w którym firmy wprowadzają na rynek najlepsze, moim zdaniem edycje limitowane. Otulające aromaty wanilii, karmelu to coś, co nieodłącznie wiąże się z tą aurą. Tym razem jednak Yves Rocher postawiło na coś innego, karmelizowane jabłko. Brzmi apetycznie? Dla mnie bardzo! Takim sposobem przywędrowało do mnie kilka kosmetyków z serii i przyznam, że szalenie spodobał mi się design opakowań. Po czterech latach prowadzenia bloga zaczęłam dzielić produkty na fotogeniczne i te mniej przyjemne w przygotowaniu wpisów.


Najbardziej zaciekawił mnie balsam, choć jak wiecie, za samą czynnością kremowania się nie przepadam. Zasadniczo bowiem, przypomina w konsystencji bardziej lekki krem, a po ciuchy liczyłam na gęste masło, zwłaszcza, że w paczce znalazłam jeden, standardowy nawilżacz. Wchłania się ekspresowo, nie pozostawiając tłustej warstwy, będzie idealny na szybkie poprawki przed wyjściem. Jeśli przyszłoby mi ocenić sam zapach, to będzie to trudne zadanie. Fakt, jabłko jest wyczuwalne, ale jeśli ktokolwiek poprosiłby mnie o ocenę i określenie głównej nuty to chyba niestety, nie byłabym w stanie. 


Do gustu bardzo przypadł mi olejek do kąpieli "Aromatyczna wanilia", określany już jako zupełnie inna linia. Jako fanka słodyczy z miejsca się ucieszyłam i miło mi się go stosuje, jednak podpowiem, że w Rossmannie na dziale z Wellness&Beauty znajdziecie praktycznie identyczny, ale tańszy. Jeśli znacie dobry, waniliowy krem do rąk to dajcie znać :)


Wracając jednak do naszego jabłka, rozświetlające mleczko kierowane jest zapewne dla osób, które lubią błyszczeć. Z początku byłam bardzo sceptyczna, drobinek jest sporo, zdarzają się większe i nie ukrywam, są widoczne gołym okiem. Wchłania się ekspresowo, jeszcze szybciej niż wcześniej opisywany balsam i wciąż nie mogę pozbyć się dziwnego wrażenia, że w zimowej edycji powinno być jednak coś o treściwej i bogatej konsystencji. Może się ze mną zgodzicie. Również o pojemności 400 ml dostępny jest żel pod prysznic, ale chyba nie ma sensu się nad nim dłużej zatrzymywać.


Nie mogłam się oprzeć również jednej z pomadek nawilżających i jako pierwszą skusiłam się na waniliową (cóż za zaskoczenie!). Niestety, właściwości nieco mnie rozczarowały, bowiem poza pięknym zapachem nie mogę doszukać się w niej większych plusów. Pozostałe dwie: pomarańcza i cynamon oraz migdał z pomarańczą czekają na swoją kolej. 


ZAJRZYJ RÓWNIEŻ: 


Czytaj dalej »

SZMINKI GOLDEN ROSE VISION | DOBRE PRODUKTY ZA GROSZE?

sobota, 26 grudnia 2015 / 47 komentarzy / Etykiety:

W chwili, gdy w internecie aż roi się od zachwytów nad nowymi, matowymi kredkami do ust marki Golden Rose, ja przychodzę z recenzją ich poprzednich nowości. Uznajmy to jednak za miłą odmianę, dobrze? Po moim udanym spotkaniu z Velvet Matte (recenzja tutaj) dałam szansę tradycyjnym szminkom z serii Vision. Jako fanka niepołyskliwych wykończeń mam trudne zadanie w ich ocenie. Jak wypadły w moim teście? Zapraszam do recenzji.



Opakowania, które nieco mniej przypadły mi do gustu niż w przypadku VM mają jeden, spory plus, okienka, dzięki którym nie pogubimy się w gąszczu identycznych szminek. Zamykane na klik, jednak jak widać napisy zdążyły się pościerać, mimo, że nie nosiłam ich zbyt często w przepastnej torebce. Jeśli chodzi o formułę, to producent zapewnia o lustrzanym połysku i długiej trwałości. Z uwagi na moje uwielbienie do odcieni różowych skusiłam się na pięć różnych, w tym jednak jedną ekstrawagancję w postaci jagodowego koloru. Warto jednak pamiętać, że w przypadku zdjęć wiele zmienia samo światło a także, niestety ustawienia monitora. 


Konsystencja jest lekka, bardzo kremowa, a pigmentacja bardzo dobra. Po zrobieniu swatchy niemożliwe okazało się starcie ich do zera ze skóry. Zapach nieco babciny, nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z nowo zakupionym ołówkiem. Porównanie pierwsza klasa! Jednak nie jest zupełnie wyczuwalny po aplikacji. Nie podkreślają również suchych skórek i zjadają się równo, nie zostając jedynie nieestetycznie na brzegach.

OD LEWEJ: 106, 108, 116, 112,  124

106 delikatna perła, z tego względu nie sięgam po nią często, chłodny odcień
108 mój ulubiony, intensywny i na swój sposób wyjątkowy kolor, widzicie go na moich ustach
116 codzienny róż o nieco mniejszym kryciu, neutralny na moich ustach
112 chłodny, ciemniejszy od 116 o większej pigmentacji, wpada w fuksję
124 odcień wpadający w jagodę, brak drobinek

Nie wylewają się poza kontur ust i nie wysuszają ich, a jeśli chodzi o trwałość, to również jest ona całkiem przyzwoita, choć w przypadku mocnych kolorów wciąż pewniej czuję się w macie. Wynika to głównie z mojej obawy o ewentualne ich roztarcie, głównie, gdy mam rozpuszczone włosy, ale to akurat całkiem normalne w moim przypadku. 

A SWETEREK ZE ZDJĘCIA MIAŁ WYGLĄDAĆ W TEN SPOSÓB. NIEWIELKA ZMIANA ROBI RÓŻNICĘ ;)

Jeśli połączyć charakterystykę z ceną około 10 złotych to jest to bardzo przyzwoita szminka, a piszę to ja, fanka niepołyskliwych wykończeń. W mojej ocenie Golden Rose Vision to dobra seria na zimę, z uwagi na piękne kolory i brak negatywnego wpływania na stan ust. 

Czytaj dalej »

ŚWIĄTECZNA PACZKA OD ROSSMANN ♥ | KILKA NOWOŚCI

czwartek, 24 grudnia 2015 / 34 komentarze / Etykiety:

Przez ponad cztery lata prowadzenia bloga spotkałam się z bardzo różnym podejściem marketingowców do blogerek. Są jednak firmy, które dbają o nas i rozpieszczają, podsyłając co jakiś czas ciekawie przygotowane paczki. Często są one spersonalizowane i mam nadzieję, że nie weźmiecie mnie za chwalipiętę, jeśli pokażę, co dostałam tym razem. Najlepsze jest jednak to, że w podsyłanych produktach zawsze znajdę jakąś perełkę, tak jak było w przypadku olejku Wellness&Beauty z różą, który niedawno kupiłam ponownie.


Tym razem Zosia podesłała mi:
śliczny termoforek w sweterku, przedziwną rękawicę do kąpieli, olejową świecę do masażu z mojej ulubionej serii Wellness&Beauty z linii sezamowej i lawendowy olejek do kąpieli. Dodatkowo zestaw z żelem pod prysznic i mydełkiem w płynie z limitowanki Isana o cudnym zapachu wanilii i karmelu, absolutnie boski i do zjedzenia, polecam więc lecieć do drogerii, gdy już nacieszycie się świętami :)

SUKIENKA TUTAJ (DOBRZE WYKONANA, CHOĆ XS NIECO ZA DUŻA JAK WIDAĆ)
Nie zapomniano o czymś słodkim, w jednej z poprzednich paczek odkryłam coś przepysznego: solone migdały, które niestety są  dość drogie. Faktycznie, są dostępne w Lidlu ale aż pięć złotych za 100g. Tym razem miałam coś równie dobrego, orzeszki ziemne w czekoladzie mlecznej, których już jak widzicie, nie ma :) Das Exquisute to dla odmiany czekoladki, ale wciąż pamiętam czekoladę z tej serii w czerwonym opakowaniu. Przepyszna! 


Korzystając z okazji chciałabym życzyć Wam szczęśliwych, radosnych Świąt i aby nikogo z Waszej rodziny nie zabrakło przy wigilijnym stole. Wszystkiego dobrego!


Czytaj dalej »

AUTOMATYCZNA LOKÓWKA BELLISSIMA RICCI&CURL KONTRA MOJE WŁOSY | WYGRAJ SPRZĘT O WARTOŚCI PONAD 300 ZŁOTYCH

środa, 23 grudnia 2015 / 17 komentarzy / Etykiety:

Jak przystało na włosomaniaczkę z prawdziwego zdarzenia ze stylizacją jestem zazwyczaj mocno na bakier. Posiadając długie, niecieniowane, gęste włosy ciężko jest mi je w jakikolwiek sposób ułożyć, a fryzjerzy, jak to oni, zazwyczaj mają zupełnie odmienną wizję wymarzonego upięcia.

- takie długie włosy, ale będziemy kręcić!


Hitem było moje pierwsze od kilku lat wyjście do salonu z okazji ślubu mojej siostry. Plan był jasny: brak tapirowania, wysuszenie na szczotce, a przede wszystkim nadanie im objętości. Jak się łatwo domyśleć wszystko poszło nie tak, jak oczekiwałam i mimo próśb i jasnego przekazu w efekcie finalnym otrzymałam wszystko, czego nie chciałam. Łudząc się, że wałki i wszystkie zabiegi przyniosą korzystny rezultat czekałam na zbawienie. Może zwyczajnie trafiłam źle, może jestem wybredną klientką, ale przynajmniej w kwestii strzyżenia jestem wierna moim koleżankom.


Miałam podejście do stożkowej lokówki i całkiem nieźle się spisuje, choć przyznam, że nawijanie ich, pasmo po paśmie aktualnie zajmuje mi wieki. Jakiś czas temu otrzymałam paczkę niespodziankę od firmy BELLISSIMA, z najnowszym produktem: automatyczną lokówką RICCI&CURL . Podeszłam do niej szalenie sceptycznie, jak to ja.


Cały proces jest prosty, choć wymaga nieco wprawy, moje włosy to trudny przeciwnik, przy długich zalecałabym wybieranie dość cienkich pasemek. Jako, że nagrywanie filmików to zupełnie nie moja bajka, tutaj możecie obejrzeć film promujący, który jak sądzę, wiele wyjaśni i zobrazuje.
Lokówka jest dość gruba, pokryta powłoką ceramiczną. Wyposażona jest również w dwie temperatury do wyboru, 190 i 220 stopni Celsjusza. Nagrzanie sygnalizowane jest dźwiękiem, a po 60 minutach sama się wyłącza, co jest świetnym rozwiązaniem dla zapominalskich. Odpowiednio długi i obrotowy kabel.


Jak używa mi się lokówki? Gdy doszłam do wprawy kręcenie włosów faktycznie jest szybsze, a uzyskane nią fale, utrwalone lakierem trzymają się całkiem dobrze, jak na moje standardy oczywiście. Do zdjęć nie stosowałam cienkich pasm, całość podzieliłam na 8 loków, stąd są one dośc duże i nieregularne.

Jestem bardzo ciekawa, jak sprawdziłaby się na krótszych włosach, świetnie się więc składa, że marka ufundowała dla Was sprzęt! Do zgarnięcia są dwie lokówki, a wygrać jest bajecznie łatwo, wystarczy zalajkować fanpage (LINK TUTAJ) i kreatywnie odpowiedzieć na pytanie:

Jaka jest twoja ulubiona fryzura na wielkie wyjście, którą możesz wykonać sama?




1. Konkurs organizowany jest przez alteregoblog.pl. Sponsorem nagród jest firma BELLISSIMA.
2. Konkurs do 2.01.2016 do północy.
3. Zadaniem konkursowym jest kreatywna odpowiedź na pytanie zawarte w formularzu oraz poprawne wypełnienie pozostałych pól oraz zalajkowanie fanpage.
4. Spośród wszystkich odpowiedzi wybranych zostanie dwóch zwycięzców. Odpowiedzi nie będą opublikowane na blogu.
5. Jedna osoba może wysłać tylko jedno zgłoszenie.
6. Konkurs skierowany jest do czytelników wyżej wymienionego bloga.
7. Osoby niepełnoletnie powinny zapytać o zgodę na udział swoich rodziców.
8. Za wysyłkę nagród odpowiedzialny jest sponsor nagród. Czas oczekiwania na adres do wysyłki wynosi maksymalnie tydzień, w innym wypadku wybrana zostanie inna osoba.
9. Biorąc udział w konkursie wyrażasz zgodę na przekazanie danych osobowych w celu wysyłki kosmetyków (Dz.U.Nr.133 pozycja 883z późn. zm.)
10 Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu czternastu dni od zakończenia konkursu.
11. Konkurs nie podlega przepisom ustawy z dnia 19 listopada 2009 roku o grach hazardowych (Dz. U. z 2009 roku nr 201, poz. 1540 z późn. zm.)
12. Regulamin wchodzi w życie wraz z dniem rozpoczęcia konkursu. W sprawach nie określonych w niniejszym Regulaminie zastosowanie mają przepisy Kodeksu Cywilnego oraz inne przepisy powszechnie obowiązujące. 


Czytaj dalej »

PIELĘGNACJA WŁOSÓW NISKOPOROWATYCH | MÓJ NAJLEPSZY SPOSÓB NA ROZDWAJAJĄCE SIĘ I PRZESUSZONE KOŃCÓWKI | OLEJOWANIE WŁOSÓW | OLEJE NA WŁOSY

wtorek, 22 grudnia 2015 / 47 komentarzy / Etykiety:
rozdwajajace sie koncowki, najlepszy sposob na koncowki, pielegnacja wlosow, oleje na wlosy, olej macadamia, olejowanie
SUPER SZORTY TUTAJ, PUDROWY GOLF TUTAJ

Zadbane, zdrowe końcówki to klucz w zapuszczaniu włosów do wymarzonej długości a także utrzymania ich w dobrej kondycji. To własnie one najczęściej odpowiadają za wygląd fryzury, przesuszone i rozdwojone sprawiają, że z miejsca traci ona na estetyce. I choć rozumiem chęć posiadania długich włosów, to najczęściej unikanie strzyżenia mija się z celem. Warto więc znaleźć na nie idealny sposób. Część z Was zauważyła pod wpisami dotyczącymi pielęgnacji, że mimo posiadania ich aż do pasa (co jak wspominałam, niekoniecznie mi odpowiada) końcówki są w dobrym stanie. Co ma na to główny wpływ i jaki jest mój patent?

Przede wszystkim niskoporowate włosy, jak moje są mniej podatne na wysuszanie, łuski przylegają ściślej, stąd łatwiej jest o nie dbać. Druga, moim zdaniem kluczowa kwestia to sposób zabezpieczania. Dopiero niedawno udało mi się wypracować idealny sposób i jest to zabezpieczanie olejkiem na sucho w połączeniu ze standardowym silikonowym serum. Stosowanie samego jedwabiu nie dawało tak dobrych efektów, jak ta kombinacja. Jak wygląda cały proces? Bardzo prosto.

rozdwajajace sie koncowki, najlepszy sposob na koncowki, pielegnacja wlosow, oleje na wlosy, olej macadamia, olejowanie

Po myciu włosów pierwszym etapem jest ich rozczesanie, po czym na dłoń nalewam kroplę olejku, najlepiej lekkiego i odżywczego, aktualnie jest to macadamia, choć lubiłam się z olejkiem ze śliwki. Całość dokładnie rozcieram, ale jeśli mam wrażenie, że zaaplikowałam za dużo rozprowadzam nieco po skórze. Dopiero potem nakładam go na końcówki, nieco wgniatając od dołu. Lepiej jest dwukrotnie powtórzyć proces niż przesadzić. Następnie sięgam po silikonowe serum i suszę średnim nawiewem. Jeśli zauważam, że są nadal niedociążone, dokładam samego, czystego oleju.

Na co dzień, zawsze rano powtarzam ten proces, co pozwala mi również uniknąć nieprzyjemnego plątania i ułatwia rozczesywanie, choć nie mam z tym szczególnych problemów. Rozdwojonych końcówek mam bardzo mało, zdarzają się sporadycznie, mimo, że podcinam je co około trzy miesiące. Warto jednak wspomnieć, że warto dbać o nie również przez standardowe olejowanie (u mnie przed każdym myciem) oraz odżywki i maski.


ZAJRZYJ RÓWNIEŻ:





Czytaj dalej »

WŁOSY| NAJCZĘSTSZE BŁĘDY W PIELĘGNACJI Z JAKIMI SIĘ SPOTYKAM

poniedziałek, 21 grudnia 2015 / 47 komentarzy / Etykiety:
a bardzo fajny, pudrowo różowy golf pochodzi z tej strony

Znalezienie odpowiedniej, idealnej pielęgnacji to nie lada wyzwanie. Nie oszukujmy się, często zajmuje to dobrych kilka miesięcy. Mimo wertowania internetu, blogów, Wizażu często można natrafić na podobne błędy w podejściu do włosów. Jeśli więc jesteś na początku swojej nowej, świadomej drogi, ten wpis może okazać się przydatny.

SILIKONY, SILIKONY, WIĘCEJ SILIKONÓW
Po sporym zamieszaniu na przestrzeni ostatnich kilku lat w kwestii silikonów oraz mojej niechęci do nich, powoli wracają do łask. Są niezmiernie przydatne, jeśli włosy są wysokoporowate, po przejściach, rozjaśnianiu, częstej stylizacji wysoką temperaturą. Nie warto jednak zapominać o produktach, które naprawdę mają możliwość naprawy ich stanu, takich jak naturalne oleje, maski o ciekawych, bogatych składach. Jeśli nie sprawdzają się u Ciebie stricte eko produkty, zawsze można je wymieszać, aby uzyskać najlepszą dla siebie proporcję pomiędzy zabezpieczeniem silikonem i dobrocią naturalnych składników. Przykładem niech będzie M. która to po wprowadzeniu takiego systemu zniwelowała kruszące się końcówki, zapuściła włosy, a co lepsze, powrócił jej piękny skręt. Zmiana była o tyle duża, że znajomi podpytują, czy nie robiła trwałej ;)

OCZEKIWANIE EFEKTÓW W CIĄGU TYGODNIA
Rozpoczęłaś naturalną pielęgnację i czekasz na efekty? Moja Droga, rozczaruję Cię, to nie jest reklama Pantene, gdzie powalające efekty uzyskasz po tygodniu a zniszczone końcówki w magiczny sposób zostaną sklejone. Z doświadczenia powiem, a raczej napiszę, że pierwsze, realne efekty prawidłowego dbania o włosy możesz zauważyć po minimum miesiącu. Tak było w przypadku większości moich koleżanek, a również mnie samej.

NIE MAM CZASU NA PIELĘGNACJĘ
-ładne masz włosy, Paulina, co stosujesz?
-w sumie naturalna pielęgnacja, oleje, zabezpieczanie końcówek, odżywka po każdym myciu, maska raz na jakiś czas, to wszystko.
- Boże Liściasty, ja to nie mam na to czasu, ciągle się zajmować kłakami, mam tyle ważniejszych spraw na głowie!

Wniosek zawsze jest jeden: kto chce, ten szuka sposobu, kto nie chce, ten szuka wymówki. Nie robię z siebie absolutnie żadnego eksperta, nigdy nie narzucam się ze swoimi radami nie pytana. Moje włosy w zasadzie nie są w żaden sposób problematyczne, nie przeszły traumatycznego zniszczenia lub rozjaśniania. Jednak moja bardzo podstawowa, rutynowa pielęgnacja zajmuje mi codziennie tak mało czasu, że nawet tego nie zauważam. Koronnym argumentem zazwyczaj jest czas olejowania. Nie wiem jak Wy (a przypuszczam, że Wy również!) z kucykiem czy koczkiem pokrytym olejkiem robię wszystko, na co najdzie mi ochota. Z domu raczej nie wychodzę, chyba że sytuacja jest kryzysowa, choć zdarzyło mi się np. biegać. Gdzie tu problem?

BRAK OLEJOWANIA
Gdy słyszę, że ktoś się obija w tej kwestii, przez moją głowę przemyka od razu "ooo, już ja się za Ciebie wezmę!". Żartuję i wyolbrzymiam, jednak odkąd odkryłam oleje na dobre moje włosy wyglądają o niebo lepiej i nie raz, we włosowych historiach mogłyście zauważyć ich ogromny, pozytywny wpływ. Sama miałam okazję się o tym ostatnio przekonać. Na przełomie kwietnia i maja bardzo zaniedbałam tę kwestię, dodatkowo brak strzyżenia, Słońce w Hiszpanii i efektem było sianko, problemy z rozczesywaniem i moja ciągła irytacja. Zasadniczo więc, nie polecam przeprowadzać takich testów na własnych głowach. Świetny wpis dotyczący regularnego olejowania znajdziecie na blogu Natalii. 



NIEZABEZPIECZANIE KOŃCÓWEK
Znów będzie o olejach i silikonach, jak zdarta płyta. Utrzymywanie nawilżenie i ochrona najstarszych, jakby nie patrzeć części włosów jest niezmiernie ważna, zwłaszcza, jeśli zależy nam na ich długości. Mój patent? Zabezpieczanie ich najpierw naturalnym, lekkim olejkiem roztartym w dłoniach ( jeśli obawiasz się nadmiaru, dobrze jest go lekko ściągnąć przeciągając dłonią po skórze) a dopiero potem nałożenie silikonu. Odkąd regularnie praktykuję ten sposób prawie w ogóle nie zauważam rozdwojonych końcówek.

STYLIZACJA+FARBOWANIE= CO SIE DZIEJE?
Codziennie prostujesz, suszysz, dodajmy do tego raz na jakiś czas farbowanie odrostów i odświeżanie koloru...Dziwisz się, że po takich zabiegach termicznych i chemicznych pasma nie wyglądają tak, jakbyś sobie życzyła? Nie martw się, jest na to rada!
♥ zabezpieczanie końcówek przed stylizacją suszarką według rady powyżej (w przypadku prostownicy lepiej jest pominąć etap naturalnego olejku)
♥ możliwe ograniczenie stylizacji, unikanie wysokich temperatur,
♥ oleje, dużo olejowania...
♥ maski i odżywki (patrz punkt pierwszy)
♥ farbowanie na olej (polecane wyłącznie w przypadku ciemnych odcieni, sama nie miałam okazji stosować, ale wiele dziewczyn chwaliło tę metodę)
♥ rezygnacja z rozjaśniacza, łagodniejsza farba,



Kolejnym razem powinnam sama rozliczyć się ze swoich błędów popełnianych na przestrzeni ostatnich lat. 
Jakie są Wasze? Dodacie coś do listy?



Czytaj dalej »

W tym tygodniu na paznokciach | Świąteczny manicure: Semilac 026 My Love, 037 Gold Disco + wzorek

czwartek, 17 grudnia 2015 / 44 komentarze / Etykiety:
Semilac 026 My Love, 037 Gold Disco, semilac opinie,

Święta za pasem, ja wciąż w Lublinie a nie w domu rodzinnym ze względu na obowiązki. Nie pozostało mi więc nic innego jak umilić sobie czas oczekiwania klimatycznym manicure i przyznam, że mimo, że nigdy nie byłam szczególną fanką czerwieni, to Semilac My Love skradł moje serce.

Semilac 026 My Love, 037 Gold Disco, semilac opinie,

Numer 026 to piękny odcień z mikroskopijnymi drobinkami, w odcieniach delikatnego fioletu, srebra i różu, prawie niewidoczne gołym okiem. Niestety, aktualnie w mojej kolekcji zabrakło zieleni i aby podkreślić zbliżający się czas na serdeczny położyłam złoto, 037 Gold Disco, pokazywany już wielokrotnie. Nie mogłam się oprzeć również moim nowym płytkom, stąd również sweterkowo- reniferkowy wzorek z płytki Born Pretty Store (do kupienia tutaj, z kodem -10% UCHG10) wykonany klasycznym, mocno kryjącym lakierem Bourjois.

Mam nadzieję, że całość dzielnie przetrwa pieczenie i sprzątanie ;)

O SEMILAC możesz przeczytać również tutaj, tutaj i tutaj też!


Czytaj dalej »

Niedziela dla włosów #11 | Natura Siberica, rokitnikowa maska do włosów suchych i normalnych

poniedziałek, 14 grudnia 2015 / 45 komentarzy / Etykiety:

Odnoszę wrażenie, że im dłużej zajmuję się prowadzę bloga, czyli ponad cztery lata (!) to tym trudniej jest mi opisywać wrażenia po zastosowanych przeze mnie kosmetyków, zwłaszcza w pielęgnacji włosów. Są jednak takie produkty, o których grzech byłoby nie wspomnieć, stąd kolejny wpis z cyklu Niedziela dla włosów. Tym razem Waszą uwagę chciałabym zwrócić na kolejne, rosyjskie cudeńko rokitnikowe marki Natura Siberica , która wciąż mnie zachwyca.


Zapewne kiedyś bym na nią nie spojrzała ze względu na zawarte w niej lekkie silikony, tym bardziej cieszę się, że dałam jej szansę. Kierowana jest do włosów suchych i zniszczonych, bałam się więc obciążenia, zwłaszcza, że znajdziemy w niej sporo olejów i wyciągów (tutaj możecie podejrzeć cały skład). Konsystencja jest gęsta, do pokrycia wystarcza niewielka ilość przez co jest wydajna. Zapach dość intensywny, słodki, porównywalny z napojem gazowanym, pozostaje na włosach ale w mojej opinii nie zaliczyłabym go do rodzaju męczących. Zdjęcia włosów możecie powiększyć jeśli macie takie życzenie (będzie lepiej widać połysk) , ale z góry przepraszam za brak podkładu- za chwilę lecę na siłownię ;)


Pozostawiona na kilka minut na lekko odsączone pasma daje wspaniały efekt, miękkich i dobrze układających się włosów. Dociąża końcówki i wygładza. Tak bardzo się z nią polubiłam, że z chęcią stosowałabym ją przy każdym myciu, jednak wiem, że łatwo jest przedobrzyć. To tylko kolejny dowód, że rokitnik dobrze współgra z niską porowatością, choć nie ukrywajmy, w tym przypadku wcale nie znajduje się on tutaj w zbyt dużym stężeniu. Łatwo też zauważyć jak bardzo wraz z długością zmienia się kolor moich włosów, zdecydowanie nabierają rudego połysku, co mnie akurat cieszy.


Aktualnie na ekobieca.pl maska jest niedostępna, ale liczę, że wkrótce wróci :)


ZOBACZ RÓWNIEŻ: 
inne wpisy z cyklu NDW


Czytaj dalej »

TAJNIKI MAKIJAŻU RED LIPSTICK MONSTER | CZY TEN PORADNIK TO DOBRY POMYSŁ NA PREZENT DLA SIOSTRY, MAMY, KOLEŻANKI?

sobota, 12 grudnia 2015 / 18 komentarzy / Etykiety:

Ewy Red Lipstick Monster nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Skoro czytasz ten tekst, zapewne świat urodowo-blogowo-youtubowy nie jest Ci obcy. Sama, choć ostatnio bardzo odeszłam od oglądania filmików byłam żywo zaciekawiona książką, jaką wydała jakiś czas temu. Czy Tajniki makijażu to dobry pomysł na prezent dla bliskiej osoby, nie tylko świąteczny? Zapraszam do krótkiej recenzji z moimi wrażeniami.

koszula pochodzi z tego sklepu
We wstępie do czytelnika możemy przeczytać, jak bardzo zależało jej na dobrym pierwszym wrażeniu. Wielokrotnie wspominała również, nie tylko w tekście, że czuwała nad każdym detalem podczas przygotowywania poradnika. Ciężko byłoby nie przyznać jej racji. Wystarczy przekartkować ją przez moment i można przekonać się, że całość, od zdjęć, po instruktaże została szczegółowo dopracowana. Piękna czcionka, kolorystyka. Całość po prostu cieszy oko.

Na łamach prawie 200 stron znajdziemy porady m.in o:
  • ♥  pędzlach,
  • ♥  doborze podkładu,
  • ♥  malowaniu kresek, ust
  • ♥  podkreślaniu brwi i wiele innych.

Każdy z tematów został dogłębnie opracowany i opisany i ja sama, choć jakby nie patrzeć, interesuję się makijażem z chęcią zabrałam się za lekturę. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki została napisana, odnoszę wrażenie, że rozmawiam w cztery oczy z koleżanką, a nie czytam zwykły, ogólnikowy poradnik. Moją uwagę przykuł najbardziej rozdział o konturowaniu twarzy, z nim bowiem nadal mam problemy (choć ostatnio udało mi się je nieco oswoić, o czym jeszcze wkrótce napiszę).


Tajniki makijażu to dobry pomysł na prezent dla osób początkujących, zaciekawionych makijażem, a także średnio zaawansowanych, którzy mocno siedzą w świecie youtubowym. Rekomendowałam ją moim koleżankom jako prezent, mogę więc zwrócić również Waszą uwagę na tę pozycję. Gdybym dostała ją w prezencie, byłabym szczerze uradowana:) Sama kupić ją podarować mojej koleżance, która krótki po świętach obchodzi urodziny. Za książkę w twardej okładce w internecie trzeba zapłacić około 30 złotych, mój egzemplarz przesłało mi wydawnictwo Znak.


Spotkałyście się z książką Ewy? 
Jak wrażenia?

Czytaj dalej »

ULUBIEŃCY LISTOPADA | TBS, EVELINE, MAX FACTOR, CATRICE, LIRENE

środa, 9 grudnia 2015 / 32 komentarze / Etykiety:

Zanim zaczęłam zastanawiać się, gdzie przemknął mój listopad zorientowałam się, że już spora część grudnia za nami. Święta za pasem! Ulubionych kosmetyków tym razem jest wyjątkowo mało, może powinnam więcej testować, ale byłam wierna moim stałym bywalcom jak widać. Być może za miesiąc wpis będzie nieco bardziej obfity.;)


CATRICE, KREDKA DO BRWI
Mimo, że brwiami się zajmować specjalnie nie lubię, o czym wspominałam w tym wpisie, staram się, aby wyglądały korzystnie. Wciąż szukam odpowiedniego produktu, więc skusiłam się na polecany odcień kredki Catrice, 020 Date With Ash-ton to kolor, który dobrze sprawdzi się u blondynek. Na mojej skórze nie wpada w rudy, choć to kwestia bardzo indywidualna. Nie zależy mi na mocnym podkreśleniu, jedynie delikatnym dorysowaniu włosków w niektórych miejscach i do tego celu się sprawdza.

MAX FACTOR, PODKŁAD FACEFINITY 3W1
Po bardzo długim stosowaniu wyłącznie minerałów zaczęłam rozglądać się za czymś, co nie będzie podkreślało ewentualnych suchych skórek, z którymi zawsze walczę zimą. Do Revlon CS nie chciałam wracać, skusiłam się więc na bardzo chwalony Max Facor, podobno odpowiednik Estee Lauder. Na plus mogę powiedzieć, że dobrze się utrzymuje i nie tworzy mocnej maski, w miejscu, gdzie prześwitują naczynka jestem zmuszona dołożyć drugą warstwę. Krycie określiłabym więc jako średnie. Minusem jest jednak, że chyba mnie zapycha, nad czym ubolewam, zauważyłam niestety delikatne pogorszenie stanu cery. Kolor jest niestety za mało żółty, ale to akurat wyłącznie moja wina. Bardzo nie chciałabym z niego rezygnować, ale jeśli trzeba będzie, to jeszcze raz rozpocznę poszukiwania.


LIRENE, DWUFAZOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU OCZU
O ile z płynami micelarnymi Lirene zazwyczaj bardzo mi nie po drodze i nigdy nie trafiłam na taki, który sprostałby moim wymaganiom, to dwufaza sprawdza się świetnie. Radzi sobie z tuszem Loreal bez najmniejszego problemu, jednak jak większość kosmetyków w takiej formie szybko jej ubywa. Czy dba o rzęsy ciężko powiedzieć, na pewno nie zauważyłam ich wysuszenia czy nadmiernego wypadania. Jest jednak bardzo słabo wydajna.


EVELINE, EYELINER W KAŁAMARZU
Pokazywałam go jeszcze w wakacje, nadal go stosuję i mam nawet wrażenie, że gdy nieco zgęstnieje maluje się nim zdecydowanie łatwiej. Piękny kolor czerni, nie rozmazuje się, choć niestety ze śniegiem nie wygra i prawdopodobnie przerzucę się na żelowy. Niemniej, jeden z najlepszych tego typu, jaki używałam.



THE BODY SHOP, MASŁO DO CIAŁA Z SHEA
Całe życie żyłam w przekonaniu, że produkty TBS są przereklamowane. Bo jak można zapłacić za masełko do ciała około 40 złotych? Nie dziwię się jednak, że mają one swoje wierne fanki, bowiem produkt jest świetnej jakości. Wspaniała konsystencja, szybko się wchłania, koi skórę, ładnie pachnie. Oszczędzam jak tylko mogę i stosuję na miejsca najbardziej problematyczne. Nie obraziłabym się, gdybym zobaczyła zestaw TBS pod moją choinką. Część kosmetyków, które pokazałam znajdziecie na ekobieca.pl



A co Was zachwyciło w tym miesiącu? 
Co koniecznie powinnam wypróbować?:)


Czytaj dalej »

WISHLISTA | + NOWOŚCI NIEKOSMETYCZNE, KSIĄŻKI, UBRANIA, SPRZĘT

niedziela, 6 grudnia 2015 / 47 komentarzy / Etykiety:
koszula pochodzi z tego sklepu
Grudzień zaczął się dla mnie doprawdy wspaniale. Dziwnie czuję się pisząc takie słowa, ale po kilku życiowych zakrętach przyszedł czas na pozytywne zmiany. Wiele problemów się rozwiązało, czego Wam, nie tylko z okazji zbliżających się świąt oczywiście życzę. Parę drobnych sukcesów (o których zapewne wkrótce nieco więcej), postęp w kwestii ćwiczeń również zawsze cieszy. Dotarły do mnie również wszelkiego rodzaju paczki, o których warto wspomnieć. Łudząc się jednak, że spóźniony Św. Mikołaj czyta bloga sporządziłam również wishlistę, nie tylko kosmetyczną.


KOSMETYKI



Odkąd mam fazę na bardziej stonowane, choć ciemne usta zastanawiam się nad zakupem najnowszej szminki Golden Rose, jednak ze sklepem wciąż mi nie po drodze. Dodatkowo ilość posiadanych przeze mnie produktów wciąż sprowadza mnie na ziemię. Olej z marakui Avebio zapewne kliknę na dniach, bo w obecnym momencie nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji twarzy bez niego i za jakiś czas planuję napisać o nim więcej. Skończyłam również mój ulubiony korektor Catrice, który zaliczyłabym do najlepszych, jakie miałam. Pełną recenzję znajdziecie tutaj.


RÓŻNOŚCI


Od dawna zastanawiałam się nad zakupem szczoteczki elektrycznej i podczas mojej ostatniej wizyty w oko wpadła mi ta z Oral B, cena była bardzo w porządku, podobnie jak wymienne główki. Pytanie jednak, czy cena idzie w parze z jakością? Jeśli więc możecie się wypowiedzieć w tym temacie, to bardzo chętnie poczytam i będę szalenie wdzięczna :) Jako, że jestem kubkomaniaczką, a przed chwilą moja ulubiona filiżanka uległa destrukcji z chęcią przygarnęłabym coś nowego, najlepiej srebrny z Home&You (jestem nienormalna, bo w tym sklepie spędziłabym cały dzień, a ciuchowe zakupy mnie męczą) lub nieco babciny z Ikea. Nie pogardziłabym również ich pościelą w tym stylu. Co dziwne, nie mam ani jednego, śmiesznego, świątecznego sweterka czy też bluzy. Od dawna kuszą mnie również zakupy nowych ubrań treningowych, zwłaszcza butów i stanika New Balance, które zawsze widzę w TkMaxx. Zdjęcia pochodzą ze stron producentów.


SŁUCHAWKI BEZPRZEWODOWE PHILIPS SHB5500

W ramach zbliżających się świąt i moich urodzin postanowiłam sprezentować sama sobie nowe słuchawki. Jako, że każde standardowe, w cenie od 40 do 90 złotych zdołały przeżyć u mnie zazwyczaj maksymalnie rok, skusiłam się na droższe, bezprzewodowe, gdzie przesył danych odbywa się na drodze Bluetooth. Bardzo długo nie byłam przekonana do czegoś innego niż zwykłe, douszne, te zwracają na siebie uwagę, jakby nie patrzeć. Zwłaszcza, że wybrałam bardziej kobiece, w białym kolorze. Jak pierwsze wrażenia? Jakość dźwięku świetna, nie zsuwają się z głowy, trening z nimi jest o wiele przyjemniejszy, bo nie motam się z telefonem. Mają kilka, małych minusów, ale o tym może kiedy indziej. Koszt spory, około 200 złotych (Media Markt). Będę zła, jeśli jakimś cudem zakończą swój żywot. Swoją drogą, nie mam pojęcia, dlaczego taki psuj ze mnie, ale mój brat ma to samo. Może to kwestia genetyczna? ;) Niestety, nadal mam problem z połączeniem ich z moim laptopem, winne są sterowniki a raczej ich brak i nie wiem, czy nie obędzie się bez zmiany systemu...

KSIĄŻKI



W związku z premierą nowej książki Anny Ficner- Ogonowskiej Znak postanowił przesłać mi egzemplarz, wraz z pozostałymi pozycjami tej samej autorki. Z uwagi na brak czasu dopiero kilka dni temu przysiadłam to pierwszej, Krok do szczęścia. W przerwie świątecznej z chęcią pogrążę się w lekturze i doczytam. Jak łatwo się domyślić, jest to popularna literatura kobieca. Jeśli miałyście styczność z którąś z pozycji to dajcie znać :) Jako, że ostatnio staram się więcej czytać niż przesiadywać przed komputerem i całkiem nieźle mi się to udaje z ciekawością przejrzałam ich stronę i zaciekawiło mnie kilka tytułów.



Slow Fashion; Love, Style, Life coś w sam raz dla mnie, jako, że moda wciąż jest dla mnie niezbadana. Do tej pory długo nie mogłam nosić ubrań, które mi się podobały, ale odkąd moja sylwetka nieco się poprawiła mogę trochę bardziej poszaleć. Jadłonomia, 2xME, pierwsza kusi mnie od dawna, pięknie wydane, świetne przepisy, miło byłoby mieć jej wydanie książkowe, a nie korzystać tylko z bloga. Druga natomiast porusza innowacyjny sposób żywienia i jestem ciekawa, co dokładnie w sobie zawiera. Pozycja Moje wypieki również od dawna mi się marzy, mimo, że jestem na diecie ;) Dziewczyny wojenne, Dziewczyny z Syberii, kupiłam je mojej kuzynce w prezencie ślubnym i z tego, co mi wiadomo jest bardzo zadowolona. Sama nawet nie przejrzałam, ale jak wiadomo, do takich tematów trzeba zwyczajnie przysiąść. Fablik, z uwagi na mój ostatni nieco sentymentalny nastrój i wspominki dzieciństwa. W młodości zaczytywałam się w książkach Musierowicz, nie tylko ja zresztą :) Na koniec coś w ramach motywacji czyli Szefowa (Empik). Zdjęcia pochodzą ze strony wydawnictwa.

UBRANIA
Idąc tropem udanych zakupów pozdrawiam wszystkie dziewczyny, które po moich zdjęciach skusiły się na prostą, ale jakże efektowną sukienkę z tego wpisu. Nadal jest jedną z moich ulubionych i myślę nad czymś podobnym ale z golfem. Tym razem jednak wybrałam bardzo różne ubrania. Na paczkę z Romwe czekałam ponad miesiąc, została bowiem zatrzymana po przyjściu do Polski. Shein nie zawiodło i moje zamówienie przywędrowało do mnie kurierem w ciągu 1.5 tygodnia. Zdjęcia możecie powiększyć.

Najbardziej zadowolona jestem z:


  • -wełnianego płaszcza w błękitnym kolorze KLIK. Choć na zdjęciu wydawał się być grubszy to uroku nie można mu odmówić. Dopóki jeszcze trwa delikatne ocieplenie będę w nim chodzić. Jest szalenie elegancki, jednak ponownie musiałam go zwężyć w talii i biodrach. Dziwne, bo rozmiar to S, a w ramionach jest idealny. Nie byłam przekonana do kieszeni, ale na żywo całość wygląda o wiele ładniej, choć nieco mnie postarza ;) 
  • -kaszmirowego szala w azteckie wzory KLIK, który dobrałam, aby nie było zbyt mdło. Pierwszy raz miałam okazję dotknąć takiego materiału i jestem zachwycona. Przemiły w dotyku, ciepły, otulający. Ma wycięcia na ręce, przez co można go nosić jako narzutka/poncho, możliwe, że zwyczajnie je zaszyję.
  • -szyfonowej, granatowej koszuli z koronką KLIK.  Kto mnie zna, ten wie, że przepadam za takimi odcieniami. Na stronie wyglądała na nieco intensywniejszą, kobaltową, ale przyznam, że ten nawet bardziej mi się podoba. Bałam się, że będzie prześwitywać, lub koronka będzie tandetna, jednak nic z tych rzeczy. Wygląda po prostu cudownie! Na moje oko mogłaby mieć nieco węższe rękawy i być węższa (zastanawiam się więc, czy jej nieco więc nie poprawić) jednak rozmiar S i tak jest bardzo w porządku. Nie mogę doczekać się jakiejś okazji, by ją założyć, dawno żaden ciuch nie sprawił mi takiej radości. Możecie mówić, że to płytkie, ale trudno! ;)

Nieco mniej zadowolona jestem z :


  • -bawełnianej koszuli w kropki KLIK, która okazała się być słabej jakości jeśli chodzi o materiał. Jest niestety dość cienki i wygląda nieco tanio. Dodatkowo, kropki nie są białe a kremowe przez co całość straciła na uroku. Nie jest zła, ale gdyby była nieco grubsza i miała dopracowane detale to z pewnością mogłaby być jedną z moich ulubionych. Leżeć zapomniana w szafie nie będzie, niemniej to nie jest to, czego oczekiwałam.
  • -bluzy KLIK, którą wybrałam w celu noszenia jej w luźne dni lub na siłownię, myśląc, że będzie gruba i ciepła. Niestety, bardziej przypomina koszulkę, choć nadal dobrą jakościowo (bawełna).
  • -wełnianego szala KLIK, którego kolor bardziej wpada w delikatny granat niż szarość. Nie zwróciłam uwagi wcześniej na dość widoczne wzorki, co sprawia, że nie pasuje mi do żadnej kurtki czy płaszcza. Przypuszczam więc, że powędruje do mojej Mamy, z pewnością będzie się cieszyć, bo poza tymi dwoma, małymi wadami nic nie mogę mu zarzucić. Bałam się, że będzie nieprzyjemnie gryzący, jednak nic z tych rzeczy.




Co dostałyście od Mikołaja? 
O czym wciąż marzycie jeśli chodzi o dość przyziemne sprawy?:)



Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.