DZIEWCZYNA NA SIŁOWNI | JAK ZACZĄĆ, MOJA HISTORIA, BŁĘDY I EFEKTY

środa, 6 stycznia 2016 / 48 komentarzy / Etykiety:

Nowy Rok to dla wielu osób czas nowych postanowień: schudnę kilka kilogramów, rzucę palenie, zacznę biegać… O ile więc wciąż nie czuję się ekspertem, a prawdopodobnie nigdy tak się czuć nie będę chciałabym poruszyć temat ćwiczeń siłowych w przypadku dziewczyn. Nie mam idealnej figury, długo takiej mieć nie będę. I tak, będzie to kolejna historia dziewczyny, która nienawidziła zajęć wfu, każda aktywność kojarzyła się z bezsensowną męczarnią, ale robiłam stosunkowo niewiele, by poprawić wygląd własnego ciała. Nie podam recepty na zakochanie się w żelastwie, jeśli jednak choć jedna osoba przemyśli taki rodzaj spędzania wolnego czasu, to mój cel będzie spełniony w stu procentach. Jednak od początku.

KIEDYŚ
Od małego miałam dość silną astmę. Nim została zdiagnozowana, nawet wejście po schodach było problemem. Doliczając do tego mój brak koordynacji psycho- ruchowej oraz zajęcia wfu, które skutecznie obrzydziły mi aktywność na długo stałam się leniem kanapowym. Słodycze uwielbiam do dziś, jednak ze zdziwieniem obserwowałam mojego brata, który już w liceum polubił trening siłowy. Nie potrafiłam pojąć, że po całym dniu nauki miał jeszcze siłę i ochotę wyjść biegać lub pójść do klubu sportowego. Ale ludzie się zmieniają. Moim problemem od zawsze była dolna część ciała. Gdy przestałam rosnąć i zatrzymałam się na 158 centymetrach wzrostu, okazało się, że mam figurę typowej gruszki, gdzie cały, niechciany tłuszcz odkładał się w biodrach (na dodatek nierównomiernie, przez co połowę życia towarzyszyła mi tzw violin deformity) i kończynach dolnych doprowadzając mnie do szewskiej pasji. Najczęściej słyszałam tylko, że mi się nie uda, bo mam taką  figurę i już. Okazało się, że jest inaczej. Bardzo żałuję, że nie mam możliwości pochwalić realnymi się zdjęciami przed i po. 

MOJE POCZĄTKI
Był to pierwszy rok studiów, a jako, że maturalne stresy skutecznie zajadałam ważyłam najwięcej w swojej karierze, o ile się nie mylę około 56 kilogramów przy wzroście 158 cm. Kondycja zero. Siła mięśni: minus dziesięć. Na siłownię pierwszy raz poszłam sama i po jakimś czasie zauważyłam, że efekty powoli są widoczne. Jednak błędem było brak treningu lub zbyt długie trzymanie się jednej rozpiski. Niestety, w miejscu, gdzie uczęszczałam, treningi były w sumie wyłącznie personalne (płatne) a trenerzy mieli zupełnie inne podejście. Choć gdy poprosiłam o pokazanie konkretnego ćwiczenia, to zawsze było mi nie wiedzieć czemu bardzo głupio i czułam się, że nie powinnam tego robić. Cierpiała na tym często technika. Czegoś mi w tym miejscu brakowało.

TRENINGI I DŁUGO, DŁUGO NIC
Po pierwszych, dobrych efektach doszłam do etapu, gdzie postęp był bardzo słabo widoczny. Efekt? Zniechęcenie i brak motywacji. Ostatnie wakacje, połączone z masą problemów i stresu, gdzie nie układało się zupełnie nic zbiegły się w czasie z moją przeprowadzką. I spotkałam się z kolejnym wyjściem ze strefy komfortu, bo byłam zmuszona zmienić klub. Zrobiłam to niechętnie, od razu wykupując karnet na pół roku, aby przypadkiem pierwsze, niekoniecznie udane wyjście nie zniechęciło mnie. Plusem była odległość od mieszkania i cena. Opinie słyszałam bardzo różne, jednak uznałam, że nie mam lepszego wyjścia.

PO ZMIANACH
Kolejny raz mogłam przekonać się, że zmiany, które przychodzą z niechęcią są dobre. Co ja mówię, są świetne. W nowym klubie spotkałam się ze świetnym podejściem trenerów, a przede wszystkim zaangażowaniem w pracę. Nowe rozpiski treningów? Żaden problem. Pomoc w ćwiczeniach? Ależ proszę. Jednak sprawa mojego wyglądu została postawiona jasno: będzie ciężko sprawić, aby nogi nie były masywne, ale małymi krokami da się poprawić ich wygląd.  Dopiero tutaj dowiedziałam się, że mam lordozę w odcinku lędźwiowym, co sprawia, że moje pośladki zawsze są wypięte bardziej, niż powinny (wiem, wiem, dziwne), ale co za tym idzie, mam problem z techniką podczas przysiadów ze sztangą. Im większe obciążenie, tym większa była szansa kontuzji i bólu pleców. Dodatkowo muszę wspomnieć, o klimacie jaki planuję w tym klubie. Wszyscy się znają, witają, jeśli trzeba to pomogą bez problemu.  A wierzcie mi, życie krasnala bywa zabawne :) Gdy wykonujesz coś niepoprawnie, również zwrócą uwagę.


AKTUALNIE
Gdy czuwa nade mną trener, pilnuję diety, przykładam się do treningów i zmieniam rozpiski co około 6 tygodni efekty stały się zdecydowanie bardziej zauważalne, nie tylko dla mnie. Wbrew pozorom, zrzucenie 2-3 kg dla osoby, która już posiada jako taką formę, je czysto, jest dużo trudniejsze niż u osób, które mają do pozbycia się na przykład dziesięć. W kwestii diety dużo pomaga mi wspomniany brat, który aktualnie przygotowuje się do zawodów kulturystycznych, więc trzymajcie kciuki ;) W tym momencie ćwiczę 3 razy w tygodniu po około 1.5h plus bieżnia oraz jeden dzień samo dłuższe cardio. Ważę 49 kg, choć to w zasadzie żaden wyznacznik ( najwierniejsze jest mierzenie obwodów, ale robię to niezwykle rzadko). Zastanawiam się nad zejściem z redukcji na jakiś czas i powrocie bliżej lata. Najczęściej efekty widzę po prostu po ciele, chudnę od góry, po brzuchu łatwo więc mogę się zorientować czy poziom tkanki tłuszczowej spada. Na szczęście moją dysproporcję nadrobiłam ramionami i barkami, więc szersze biodra nie rzucają się aż tak w oczy, podobnie jak wspomniana violi deformity, która bardzo się zmniejszyła i myślę, że do lata będzie prawie w ogóle niezauważalna.

MĘSKIE TOWARZYSTWO
Jedna z większych bolączek początkujących, na którą przez moment sama cierpiałam. „ ale, że jak, będą się na mnie patrzeć, jak robię przysiady, super”. Jakiś staż mam i mogę się wypowiedzieć, choć Wasze doświadczenia mogą być oczywiście inne. Po 1.5 roku na siłowni tylko kilka razy spotkałam się z niemiłym podejściem do płci pięknej takim jak: chamskie, bezczelne gapienie się lub komentarz. To jednostkowe przypadki i jak wiadomo, wszędzie można spotkać buraka. Bywa, że jestem jedyną dziewczyną na siłowni i zupełnie mi to nie przeszkadza. To kwestia przyzwyczajenia. A większość koksów przychodzi, aby zająć się swoim ciałem, a nie zajmować się tyłkiem dziewczyn. Czasem faktycznie, przyłapię kogoś na zerkaniu, ale przecież w gruncie rzeczy, nie ma w tym nic złego, bo…sama czasem patrzę na innych! Nie popadajmy więc w paranoję. Jeśli natomiast martwi Was kwestia gorszego wyglądu, czerwonej twarzy, spocenia się czy czegokolwiek podobnego, to nie ma obaw. Dziewczyna, która ćwiczy i daje z siebie wszystko, a nie przychodzi jedynie machnąć dwa razy na maszynie często jest darzona większym szacunkiem.

DLA KOGO SIŁOWNIA
Nie wszyscy muszą chodzić na siłownię, o tym jestem przekonana. Jest wiele innych opcji, od zumby po pływanie i rower. Grunt, to znaleźć coś dla siebie, co sprawia nam radość i przynosi konkretne efekty. Nie warto ulegać modzie, bo to zwykły bezsens. Ale wbrew pozorom nie muszą Ci się podobać super umięśnione babki, jakie widujesz na zdjęciach z zawodów aby odnaleźć się w takim miejscu. Jeśli źle się czujesz w grach zespołowych, lubisz samodzielną pracę i zależy Ci na wyrzeźbieniu ciała, zadbaniu o pośladki i nie tylko, biciu własnych rekordów, to duża szansa, że Ci się spodoba. Zależnie od tego, jak wygląda praca trenerów warto mieć wsparcie również w bracie lub koledze, który interesuje się tematem. Idealnie byłoby wcześniej popytać o opinie dotyczące klubu i pójść z kimś obeznanym.

KORZYŚCI
Nigdy nie pomyślałabym, że takie słowa padną z moich ust, ale dzięki siłowni polubiłam aktywność  fizyczną. Nie wiedzieć czemu mam wrażenie, że będąc silniejsza fizycznie często przekłada się to również na psychikę. Okazało się również, że jest najlepszym lekarstwem na stres, z którym zawsze mam problem. Nauczyłam się cierpliwości i tego, że jeśli próbujesz, to w końcu się uda i zrealizujesz swój cel.  Przekonałam się również, że o ile ciężko wstać z łóżka po całym dniu na uczelni, to  jednak wałkowany wszędzie temat odpoczynku czynnego ma sens. 

A sądziłam, że całe te endorfinki to oszustwo. Bliżej wiosny myślę o zakupie rolek, zwłaszcza, że teraz mam gdzie jeździć :) Z Nowym Rokiem pamiętajcie, że najtrudniej jest zacząć. Potem już z górki:)


48 komentarzy

  1. fajna notka

    http://eskucinska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja, od zawsze fanka sportów kanapowych, ale w rzeczy samej szczupła, jakieś 6 lat temu wstąpiłam w poważny związek z przedstawicielem płci przeciwnej. Niestety wspólne mieszkanie zaowocowało przejęciem od niego pewnych nawyków, jak,kolacja, kiedy się akurat przypomni i nieważne, że jest 2, a spać powinniśmy od 3 godzin... No i z chuderlaka, a zrobiłam się małą, niezgrabną kulką. Na szczęście mam do siebie dystans i sama żartuję z siebie, więc już nikt nie musi już nic więcej od siebie dodawać, ale jakiś czas temu kupiłam orbitrek i jestem zachwycona. Wylewam. 7me pory i jest super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 7me poty i jest super. Co prawda w święta stał sam, bo wróciliśmy do swoich rodzin, ale... Widzę, że mój brzuch to już nie jest galareta. Mam tłuszczyk, a raczej tłuszcz, ale mam też mięśnie. Mam też w domu sztangę, ale na razie udaje mi się tylko podnosić sam gryf. Generalnie dla chcącego nic trudnego, ale trzeba zrobić ten pierwszy krok. :)

      Usuń
    2. Święta są raz w roku i sama sobie pofolgowałam, choć starałam się zachować rozsądek i zrobiłam np. ciasto na fasoli (wyszło super!). Skoro masz sztangę (pewnie 20kg?), to możesz już wiele rzeczy zrobić, od wykroków (do tego może być nieco za ciężka na początek pewnie) po wspomniane przysiady, jednak bardzo ważna jest technika. Ja aktualnie robiłam je ze sztangą z przodu. Chłopak zapewne pomoże :)

      Usuń
    3. W sumie narzeczony (zboczenie, bo on na każdym kroku przypomina, żeby nie zapomnieć, że pierścień już mam) jest fizjoterapeutą, więc mam w domu specjalistę. :)

      Usuń
    4. Super, mogę tylko pozazdrościć takiego osobistego trenera :))

      Usuń
  3. byłam tylko raz ze znajomymi, na początku wszyscy byli zmotywowani jak nigdy, mieliśmy wykupić karnet na miesiąc a po kilku dniach ekipa stwierdziła, że to nie dla nich no i się skończyło chodzenie na siłownię ; (

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku jest ciężko i to zupełnie normalnie, ja sama na początku nie popadłam w zachwyt :) Na siłowni wśród facetów czułam się obco, dziwnie, ale to mija. Jeśli w tym klubie był fajny trener to warto przemyśleć powrót :) Choć równie dobrze możesz pomyśleć o np zumbie.

      Usuń
  4. Mam 160cm i ważę 60kg i jestem przy tym zgrabna ;) Ale może to dlatego że tańczę :>
    Próbowałam siłowni ale to chyba nie dla mnie. Z burakami się na szczęście nigdy nie spotkałam :)

    Zapraszam też do mnie na blog włosowo-hybrydowy :)
    rudalisica.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspominałam, waga jest słabym wyznacznikiem i najważniejsze są obwody. Wcale bym się nie zdziwiła, gdybyś miała dużo więcej mięśni ode mnie! Taniec jest super i bardzo zazdroszczę :) Super forma aktywności, ale akurat do nie dla mnie.

      Usuń
  5. Też cierpię na violin deformity i również mam bardzo masywne nogi i uda :( W łydce mam 38cm mimo, że ważę 56kg przy 168cm... Dlatego mam pytanie: nie chciałabyś napisać postu, jakie zajęcia/ćwiczenia polecasz aby zredukować tłuszcz z dolnych partii ciała i pozbyć się "violinka"? Taki mini przewodnik tylko i wyłącznie na swoim przykładzie. Bo może to co pomogło Tobie pomoże też mi :)? Ja akurat chodzę na siłownię uczelnianą gdzie jesteśmy zostawieni sami sobie i nie ma trenerów by kogokolwiek podpytac ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minariko, chyba niestety nie odkryję żadnej Ameryki i wydaje mi się, że w moim przypadku dużo dała redukcja plus przysiady sumo, martwy ciąg oraz suwnica (http://dbam-o-siebie.pl/wp-content/uploads/2014/06/suwnica-na-mocne-i-smukle-nogi.jpg). Chyba po niej był największy postęp, bo wcześniej nie wykonywałam tego ćwiczenia w ogóle. Samo napięcie mięsni nóg i pośladków dużo daje w przypadku violin deformity. Szkoda, że nie macie trenerów, ale może koledzy pomogą? Mężczyźni zazwyczaj są bardzo pomocni, zwłaszcza "starzy wyjadacze" :)

      Usuń
    2. Niestety koledzy są typowym przykładem "omijania dnia nóg" więc nie sądzę by się znali na ćwiczeniach od pasa w dół :D.
      Na suwnicę czasem chodzę ale widzę, że muszę częściej no i przysiady sumo - tego to nie znałam :)

      Usuń
    3. Serio? To niefajnie! A u kobiet jednak dół ciała jakby "ważniejszy". Przysiady sumo są bardzo fajne, zwłaszcza, jeśli nie przepadasz za takimi ze sztangą. Można robić z kettlem albo zwykłym hantlem, te bułgarskie również dobrze działają. Mogę Ci jeszcze polecić martwy ciąg na jednej nodze z obciążeniem, jeśli klasyczny nie za bardzo Cię kusi. :) Planuję wpis o szukaniu motywacji w internecie i ćwiczeniach, bo czasem faktycznie można coś ciekawego podpatrzeć u innych.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Sylwia :) Myślę, że do lata będę już całkiem zadowolona :)

      Usuń
  7. Kochana - rolki to cudo :D Przyjaciółka namówiła mnie na ich zakup rok temu. Miałam 25 lat a jedyną przygodę z rolkami miałam w wieku lat 9 i nie wychodziło mi to ;)
    Zaczęłam dość niemarawo, ale po kilku lekcjach było już lepiej :) Cóż - nadal nie zjeżdżam z górki i czasem zaburzy mi się równowaga, ale jeżdżę pewniej i szybciej. No i te zakwasy na nogach jak po żadnym innym wysiłku - bezcenne :) Polecam jednak kupić od razu komplet ochraniaczy (taki warunek postawił mi mój J., bo wiedział jaka ze mnie siermięga, ale przydają się ;]).
    Co do treningów na siłowni - również chodzę i lubię. Chciałabym porządnie zacząć siłówkę, ale cały czas coś - to odzywająca się kontuzja kolana, to przeziębienie, to brak czasu...Chciałam z tym skończyć, nakręciłam się i...siedzę teraz zakatarzona w domu :/ Jak nie urok to...sama wiesz co ;)
    Za brata trzymam kciuki - dobrz emieć takiego prywatnego trenera blisko :) Mi pomaga J., bo się zna na tym skubany ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rok temu już myślałam, ale nie miałam nawet gdzie jeździć. Teraz niedaleko mam spory park więc już nic nie stoi na przeszkodzie. Planuję zacząć uczyć się gdy jeszcze będę mogła chodzić przed dłuższy czas w spodniach :D

      Kontuzję kolana również mam od zeszłego roku i czasem faktycznie się odzywa, ale staram się nie przesadzać, choć skoro zależy mi na wyszczupleniu nóg to o problem nietrudno.

      Usuń
  8. W Lublinie chodzisz na siłownie? :) Możesz jakąś polecić? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja siłownią już dawno się zaraziłam od brata ale przestałam chodzić po pół roku, ale za to mam ciężarki i ćwiczę w domu :). Myślę żeby wrócić od lutego na siłownie aby robić cardio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak do siłowni najprościej zachęci albo brat, albo chłopak:) Nie wiem, czy w domu zmotywowałabym się do ćwiczeń, czasem ciężko jest mi się ruszyć z mieszkania, choć przyznam, że ostatnio nie mam tego problemu:)

      Usuń
  10. Brawo, udało Ci się mnie zmotywować:) Mam ten sam typ figury i również 1.60m w kapeluszu... co prawda prowadzę aktywny tryb życia, ale niestety baardzo ciężko mi dojść do jakichkolwiek efektów i czasem po prostu nie mam już cierpliwości.. Miło widzieć, że jednak się da!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się, ale łatwo nie będzie. Ja w pewnym momencie pomyślałam, że tak czy siak czas minie, a jeśli się postaram to nie będę ciągle w tym samym punkcie. Liczę, że do lata będę już w 100% zadowolona :)

      Usuń
  11. Ja wciąż nie mogę przekonać się do siłowni, chociaż mam ją 2 km od mojego domu. Wolę poćwiczyć sama, albo pobiegać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli to Ci sprawia radość i widzisz efekty to dlaczego nie :) Ja na przykład nie przepadam za bieganiem, choć bardzo staram się do niego przekonać:)

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. Jednak odkładanie się niechcianych kilogramów w nogach i biodrach to typowo kobiecy problem :)

      Usuń
  13. gratuluje wytrwałości i chęci ! :) powodzenia w dalszej pracy !

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że na początek warto sobie wziąć trenera. Przez jakiś czas korzystałam z fachowej pomocy i bardzo to sobie cenię. Teraz myślę nad powrotem do ćw na siłowni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, trening personalny to zawsze dobry pomysł :) Jednak w wielu miejscach, z tego co wiem są one płatne :(

      Usuń
  15. Jakbym czytała o sobie. Odkąd pamiętam słyszę,że nawet jak się wezmę za siebie to i tak wiele się nie zmieni,bo mam masywną sylwetkę,grube kości. A lordoza lędzwiowa to mój wielki kompleks. Jednak na przekór innym od jakiegoś czasu jestem aktywna fizycznie. Regularnie uprawiam nordic walking,dużo spaceruje,ćwiczę. Walczę też z moim uzależnieniem od słodkiego. I wreszcie wierzę,że mi sie uda. I pokażę wszystkim,że jednak mogę. Pozdrawiam i życzę dalszych zadowalających efektów :) motywujesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie chęć na słodkie mija, gdy jem regularnie i zdrowo. Wtedy cukier jest na stałym poziomie i nie ma gwałtownych spadków, które mogą powodować napady chęci na słodkości. Przynajmniej z tego, co wiem, ale mogę się mylić.
      Oczywiście, że Ci się uda, niby dlaczego miałoby być inaczej? A jaka satysfakcja będzie! Powodzenia i trzymam kciuki!

      Usuń
  16. Ja nie lubię siłowni, wiem że to błąd ale chodakowaska w domu mi wystarczy:) Jedno chcę podkreślić: nie będzie super efektów bez długoterminowego planu, jako kosmetyczka spotykam się z tym że klientki chcą już teraz zaraz mieć efekty, a tłumaczyć im coś o serii zabiegów, w regularnych odstępach to magia trudna do pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maxcom, ależ nie każdy musi lubić siłownię:) Teraz trochę moda jest na taką formę sportu, ale jest tyle opcji, że po co się ograniczać. Na prawdę? Sądziłam, że jeśli ktoś decyduje się na zabiegi pielęgnacyjne, to raczej ma tego świadomość :)

      Usuń
  17. Paulino idealnie z tym postem! Akurat byłam dziś rano na pierwszym treningu personalnym i nie powiem, trochę się wstydzę ćwiczyć przy innych... Mam tylko nadzieję, że się 'wkręcę' i w końcu osiągnę to, o czym marzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie wydaje Ci się, że wszyscy się patrzą? To zupełnie normalne, jakby nie patrzeć, to nowe miejsce, a siłownia sama w sobie to często wyjście ze strefy komfortu. Ja po zmianie klubu też się czułam niepewnie, to minie :) Z czasem się wkręcisz, jestem pewna. Trzymam kciuki!

      Usuń
  18. Miałam kiedyś wykupione trzy miesiące na siłowni i niestety nie potrafiłam być systematyczna :P Zaczęłam biegać i muszę przyznać że to była forma aktywności idealna dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Systematyczność, jak w wielu kwestiach niestety jest podstawą :)

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. Dziękuję, oby okazał się przydatny i nieco motywujący :)

      Usuń
  20. Powiem Ci coś. Ja też mam skrzywienie kręgosłupa i przez to bardziej wystający tyłek. I przez lata było to dla mnie kompleksogenne, zawsze wolałam dłuższe bluzki by zakryć pupę. Ale wiesz co? Generalnie facetom podobają się wystające tyłki, przynajmniej mój tyłek to coś co do tej pory zbiera najwięcej komplementów płci męskiej. Paradoks, żeby cieszyć sie bądź z co bądź jakiejś deformacji:/ A tak przy okazji to też ćwiczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Anonimowa! Super, że ten problem przestał być już kompleksogenny:) U mnie nigdy tak nie było w zasadzie, choć zastanawiałam się, czemu przy chodzeniu w wysokich butach często bolą mnie plecy np. A że to się podoba, to mnie niedawno uświadomiono..."Może to jej urok, może to lordoza?" :) Powodzenia w ćwiczeniach!

      Usuń
  21. Hej :) jestem pierwszy raz, kilka wpisów już za mną :) bardzo miłe miejsce z dużą ilością fachowych informacji, będę zaglądać :)
    Moja przygoda z ćwiczeniami bardzo podobna. Mam 157 cm wzrostu i w "najlepszym" okresie doszłam do 54 kg i tragicznego zatrzymania wody (puchłam podczas krótkiego spaceru i sapałam przy wiązaniu sznurówek).
    Zmiana musi zacząć się głowie, moja zaczęła wiosną podczas wyjazdu. Po powrocie zapisałam się na fitness, by pod okiem doświadczonych instruktorek lokalnego małego klubu zgłębiać tajniki ćwiczeń. Do tego zaczęło się rozsądne jedzenie i codzienne bieganie na orbitreku. Chudłam! :) z tym, że jako typowa gruszka z bardzo mocnymi mięśniami brzucha, chudłam od pasa w górę, zaczęłam przypominać szkielet z odstającym kręgosłupem, podczas gdy pośladki i uda (!) pozostawiały wiele do życzenia.
    Ze wsparciem i pomocą - rozpisywanie treningów, prowadzenie za rękę - mojego ówczesnego chłopaka (dzisiaj już Narzeczonego :)) poszłam na siłownię :) i wpadłam na maxa! Żadne ćwiczenia nie dają takich efektów jak siłownia, ani możliwości modyfikowania ćwiczeń. Sprzęt, sztanga, hantle o różnym ciężarze, karimata, piłka, kółko, talerze - to wszystko leży sobie w klubie, by nam pomóc :)
    Po 2,5 roku mogę śmiało zachęcić wszystkie dziewczyny do siłowni :) Rozbudowałam barki (trwało to długo, aż pewnego dnia stwierdziłam "ej, moje barki tak pięknie odstają na boki, ej, mam barki!" :D, więc z duecie z uniesioną i jędrną pupą moja sylwetka jest symetryczna. Co więcej, mając figurę gruszki wyhodowałam przerwę między udami :D chociaż teraz przy zimie sukcesywnie znika :D ale wiem, że jak poczuje promienie słońca, to znowu się pojawi :P nie ma to jak latem założyć spódnicę i nie martwić się odbieraniem - wiecie o czym mówię? ;)
    Polecam siłownię min. 3 razy w tygodniu i spacery w pozostałe dni :) zdrowie przede wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Problem z masą? zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o niereklamowanie swoich blogów w komentarzach.
Dziękuję!






SZABLON BY: PANNA VEJJS.