NOWOŚCI NIEKOSMETYCZNE | PREZENTY URODZINOWE, UBRANIA NA SIŁOWNIĘ, OKULARY, KSIĄŻKI

niedziela, 31 stycznia 2016 / 52 komentarze / Etykiety:

Dziś krótki przerywnik w postaci spisu ostatnich nowości, zupełnie niekosmetycznych. Sama bardzo lubię tego typu posty, nie samą kolorówką człowiek żyje. Część z Was, która śledzi mojego instagrama wie, że dwa tygodnie temu obchodziłam dwudzieste trzecie urodziny. Jak ten czas leci! Za wszystkie życzenia jeszcze raz dziękuję. W ramach ich od Angeliki i Justyny dostałam m.in książki:

Pięknie wydane SŁODKIE I ZDROWE MONIKI MROZOWSKIEJ, 
SZCZĘŚCIE NA DZIEŃ DOBRY JAMIE CAT CALLAN, za którą już się zabrałam :)


Angelika, którą można zobaczyć na Youtube spełniła moją zachciankę w postaci szczoteczki elektrycznej Oral B, o której myślałam od dawna. Widać, kto czyta mojego bloga ;) Dostałam również masę słodyczy, które czekają na swój moment. Nastanie dzień, że je wszystkie zjem!


Wspominałam kilka razy, że nie przepadam zbytnio za zakupami ubraniowymi. Jednak chyba powoli się starzeję, albo być może nastał ten moment, kiedy nareszcie mogę spokojnie znaleźć coś ciekawego z uwagi na poprawę mojej figury. O siłowni pisałam już tutaj i bardzo cieszy mnie tak duże zainteresowanie tym tematem! Z okazji kolejnej osiemnastki sprawiłam sobie na wyprzedaży zwykły, szary top z New Yorker przeceniony z pięćdziesięciu pięciu na dwadzieścia (cóż za szaleństwo jeśli chodzi o standardową cenę!) oraz sportowy stanik o ciekawym wykończeniu siateczką, również na plecach. 


Ten, niestety nie był objęty obniżką, ale spodobał mi się na tyle, że mimo to go kupiłam. Zwłaszcza, że często noszę ciemne ubrania. Idąc tym tropem w jednym ze sklepów internetowych udało mi się upolować nowe buty Asics w korzystnej cenie. I pomyśleć, że normalnie stronię od takich kolorów.


Koszulkę z nadrukiem miałam zamiar nosić również na trening (bardzo spodobał mi się jej krój) jednak okazała się ciut za krótka do ćwiczeń. W składzie według strony ma poliester ale gdyby ktokolwiek dałby mi ją do ręki to stwierdziłabym, że to zwykła bawełna. Jeśli wiecie, gdzie można dostać takie topy sportowe, dość wycięte, to dajcie koniecznie znać :)

KOSZULKA TUTAJ
Firmoo natomiast zaproponowało mi natomiast dwa miesiące temu przesłanie mi wybranych okularów. Jako, że potrzebowałam czegoś typowo do pracy przy komputerze przystałam na tę propozycję i po wielu poszukiwaniach udało mi się dobrać, chyba całkiem trafnie dość duże oprawki w modelu z żółtymi akcentami (klik) Na instagramie możecie podejrzeć jak w nich wyglądam. Jakość wykonania jest w porządku i nie mam absolutnie czego się przyczepić, choć nie mam też zbyt dużego porównania. 


Są lekkie i dobrze się noszą. W zestawie przychodzi nam również ściereczka, twarde etui oraz miękki woreczek. Czy pomogą w walce ze zmęczonymi oczami? Cóż, chyba najlepszą opcją jest, nie oszukujmy się, spędzanie mniejszej ilości czasu w książkach i internecie. Z tego, co czytałam na stronie od czasu do czasu pojawia się opcja kupna okularów jedynie w cenie ich przesyłki, szczegóły możecie znaleźć tutaj.

MARYNARKA W PIĘKNYM KOLORZE KLIK


Co nowego u Was?


Czytaj dalej »

MASKARY VOLUME MILLION LASHES LOREAL SO COUTURE I FELINE | RÓŻNICE, EFEKT NA RZĘSACH

piątek, 29 stycznia 2016 / 58 komentarzy / Etykiety:

Maskara Volume Miliion Lashes So Couture to miłość wielu z Was. Zupełnie się temu nie dziwię, sama bowiem niedawno zużyłam trzecie lub czwarte opakowanie. Wszelkie zachwyty uważam więc za całkowicie uzasadnione. Z zaciekawieniem więc czytałam o najnowszym produkcie Loreal czyli wersji Feline, w pięknym, zielonym opakowaniu. Czas więc na kolejne porównanie. Czy nowszy znaczy lepszy? Przekonacie się poniżej!


Na wstępie zaznaczę: efekt na moich rzęsach (aktualnie w dobrej kondycji po odżywce) jest bardzo ładny i satysfakcjonujący, jednak są pomiędzy nimi różnice. Zacznijmy jednak od tego, co je łączy: dość intensywny zapach, bardzo dobra trwałość, brak osypywania się oraz genialna czerń. Z drugiej strony do ich demakijażu potrzeba sprawdzonego produktu. Oba wydłużają i pogrubiają, dając wrażenie sztucznych rzęs. Wydajność rekompensuje wysoką cenę, choć w drogeriach internetowych można dostać je w korzystnych cenach, a jeśli nie, to zawsze pozostaje sprawdzona promocja Rossmann -49% choć wtedy dla odmiany nie ma pewności, czy kosmetyk jest na pewno świeży.


To, co je różni to przede wszystkim szczoteczki. Choć obie są silikonowe, takie jak lubię, to Feline wyróżnia się lekko wygiętą, z dłuższymi włoskami. Początkowo zupełnie nie umiałam się z nią obchodzić, zwłaszcza, że formuła jest o wiele bardziej wodnista, tusz dość mocno sklejał, choć z czasem nauczyłam się z nią pracować gdy zgęstniała. Plusem jest fakt, że dzięki takiej szczoteczce łatwiej jest mi je podkręcić. W każdym z przypadków łatwo o wymazanie powieki i problem z malowaniem rzęs w wewnętrznym kąciku. Często w tym miejscu nabiera się również nieco za dużo produktu.

JEDNA WARSTWA FELINE NA RZĘSACHKOSZULA TUTAJ
Feline można spróbować i jest to dobry tusz, choć jednak, mimo wszystko osobom, które chcą wypróbować którąś z maskar poleciłabym So Couture. Obie maskary znajdziecie w drogerii ekobieca.pl


Znacie tusze VML? 
Swego czasu miałam okazję testować wersję Excess w czerwonym opakowaniu i była bardzo przeciętna i zupełnie się nie polubiłyśmy.





Czytaj dalej »

MAYBELLINE COLOR TATTOO 24H CREAMY MATTES | JAK WYPADŁY W PORÓWNANIU Z WERSJĄ METALICZNĄ?

środa, 27 stycznia 2016 / 51 komentarzy / Etykiety:

Cienie Maybelline Color Tattoo przewijały się już na blogu nie raz. Nie bez przyczyny: dwa kolory szczególnie przypadły mi do gustu. Było to miedziane złoto i niedostępny w Polsce (niestety!) rozświetlający beż. W internecie można było również spotkać sporo wzmianek na temat najnowszej wersji, Creamy Mattes. Jak wypadły w ich porównaniu? Czy znalazłam swojego kolejnego ulubieńca?


Produkty zainteresowały mnie z prostej przyczyny: szukałam cienia, który wyrówna kolor powieki, przy czym będzie matowy i długotrwały. Skusiłam się więc na Creamy Beige 98 oraz, dla większego rozeznania Vintage Plum 97.  Jak widzicie nie tylko na zdjęciach ten pierwszy jest dość ciemny i bardziej brązowy, a liczyłam na coś cielistego.

numer 35 z klasycznej kolekcji CT
Tak jak w przypadku metalicznych poprzedników pomiędzy kolorami można znaleźć lepsze i nieco gorsze jakościowo egzemplarze. Szarość wpadająca w śliwkę jest delikatnie bardziej sucha, przez co pigment może rozkładać się nierównomiernie. Podobnie współpracowało mi się z kolorem Permanent Taupe, bardzo chwalonym do brwi. Jasny brąz jest zdecydowanie bardziej jedwabisty, świetnie nadaje się jako baza pod produkty sypkie. Trwałość oby jest bez zarzutu, świetnie utrzymują się nawet w trudnych warunkach pogodowych. Krycie nie jest stuprocentowe, co mi osobiście pasuje, zdecydowanie bardziej odpowiada mi możliwość stopniowania koloru.


Podsumowując, czy warto? Zdecydowanie tak! Kupicie je tutaj. Sama będę polować na najjasniejszy beż z kolekcji.



Czytaj dalej »

ELEKTRYZOWANIE SIĘ WŁOSÓW | JAK JE ZNIWELOWAĆ, CO MI POMAGA

poniedziałek, 25 stycznia 2016 / 40 komentarzy / Etykiety:
elektryzowanie sie wlosow sposoby, elektryzowanie sie wlosow domowe sposoby, wlosy blog, recenzja, pielegnacja wlosow

Elektryzowanie się włosów to problem, który dopada mnie głównie zimą. Przez cały rok pojawia się ono sporadycznie, w wyjątkowych przypadkach po zastosowaniu kiepskiej odżywki lub szamponu. Problem niby błahy, ale szalenie irytujący. Najczęściej dotyka on jednak posiadaczki włosów osłabionych, w złej kondycji, bo to właśnie na nich w większym stopniu gromadzą się ładunki elektryczne. Jak sobie pomóc w prosty sposób? Co mi pomaga?

elektryzowanie sie wlosow sposoby, elektryzowanie sie wlosow domowe sposoby, wlosy blog, recenzja, pielegnacja wlosow

KWAŚNA PŁUKANKA
Najprostszy, najszybciej działający sposób. Zazwyczaj sięgam po płukankę octową, przygotowaną w banalny sposób: na litr chłodnej (nie lodowatej) wody dodaję łyżkę octu i polewam włosy już po całkowitym spłukaniu odżywki. Wiele osób boi się zapachu, moim zdaniem jest on całkowicie niewyczuwalny, zwłaszcza, że zawsze używam silikonowego serum, które i tak jest perfumowane. Wiele osób chwali sobie również dodawanie nieco soku z cytryny, co działa bardzo podobnie ale może lekko rozjaśniać.

OLEJEK NA SUCHO
W tym momencie najczęściej sięgam po coś nowego, olejek macadamia (do kupienia tutaj), który sam w sobie jest dość lekki i nie obciąża ich zbytnio. Gdy czuję, że włosy zaczynają „fruwać” to prócz standardowego zabezpieczania końcówek dodaję również odrobinę na długość, co doskonale je ujarzmia.


elektryzowanie sie wlosow sposoby, elektryzowanie sie wlosow domowe sposoby, wlosy blog, recenzja, pielegnacja wlosow
MASKA NAWILŻAJĄCA
Przesuszone włosy są o wiele bardziej narażone na elektryzowanie się z uwagi na niedomknięte łuski włosowe. Jednym z najpowszechniejszych nawilżających roślin jest oczywiście aloes. Maska NaturVital pojawia się tutaj więc nie bez przyczyny. Wciąż ją testuję, jednak wiem, że sprawdza się u wielu osób, o ile oczywiście nie ma się uczulenia na główny składnik. Kupno jej najczęściej jednak jest bardzo utrudnione. 

SUSZARKA Z JONIZACJĄ
O ile latem nie przeszkadza mi uczucie mokrych pasm, to zimą, gdy często jest mi zwyczajnie chłodno suszę je praktycznie po każdym myciu. Co prawda najczęściej pozostawiam je lekko wilgotne, ale odnoszę wrażenie, że to właśnie jonizacja w połączeniu z chłodnym nawiewem pomaga mi dodatkowo je wygładzić.


ZMIANA SZCZOTKI
Dobrą opcją w czasie zimy jest wypróbowanie szczotki z naturalnym włosiem, która sama w sobie wygładza włosy i nieco niweluje problem. W krytycznych momentach kilka lat temu jakiekolwiek spotkanie moich włosów z plastikową szczotką kończyło się fruwaniem włosów ratowała mnie ta z Avon, choć teraz chyba jest już niestety niedostępna. Jeśli jednak tak jak ja nie masz jej pod ręką, to jest na to sposób: wystarczy przeciągnąć igiełki TT silikonowym serum. Aktualnie testuję nowość firmy IKOO. Do kupienia tutaj. Serum Loreal pochodzi z moich zapasów i jeśli miałabym być szczera, nie polubiliśmy się zbytnio.

ODPOWIEDNI PROSZEK/PŁYN DO PRANIA
Z uwagi, że niektóre materiały wyjątkowo nasilają elektryzowanie się włosów warto sięgnąć po płyn do spryskiwania ubrań. Aktualnie jednak większość standardowych zmiękczaczy tkanin radzi sobie z tym bardzo dobrze. Sama najchętniej sięgam po Lenor lub biedronkowy płyn do płukania


Jakie są Wasze sposoby na elektryzowanie się? 
Koniecznie dopiszcie swoje w komentarzach!:)

Czytaj dalej »

NAJLEPSI Z NAJLEPSZYCH ♥ | PIELĘGNACJA WŁOSÓW I PAZNOKCIE

sobota, 23 stycznia 2016 / 36 komentarzy / Etykiety:

Ubiegły rok okazał się nad wyraz owocny we włosowych i paznokciowych ulubieńców. Uwierzcie mi, sama jestem bardzo zdziwiona tym faktem! Przeglądając moje produkty do ich pielęgnacji zebrało się się ich, jakby nie patrzeć, spora gromadka. A bałam się, że pokażę balsam Babci Agafii i na tym się skończy. Nie jest żadną tajemnicą, że moje włosy przepadają za różnorodnością. Niestety, do większości specyfików szybko się przyzwyczajają jeśli stosuję je zbyt namiętnie. Każdy z nich lubię jednak za coś innego. Standardowo, wszystkie, poszczególne recenzje będą podlinkowane, ale już teraz zachęcam Was do podzielenia się w komentarzu Waszymi hitami w kwestii pielęgnacji włosów i paznokci. 

Nigdy mnie nie zawodzi i gwarantuje Good Hair Day. Włosy pięknie się po nim układają, są lekkie i mają fantastyczną objętość, której mi często brakuje. Wspaniale je zmiękcza i do tego, za butelkę 550 ml należy zapłacić jedynie około 18 złotych.

Działa nieco inaczej, włosy są uniesione i optycznie jest ich więcej, jednak robi to w nieco inny sposób niż poprzednik. Nieco mniej je zmiękcza, ale po jego zastosowaniu o wiele łatwiej o utrzymanie tekstury i zazwyczaj objętość trzyma się o wiele dłużej. Cała seria jest warta uwagi, zwłaszcza dla posiadaczek cienkich i delikatnych pasm.

Rokitnik mogłabym zaliczyć do odkryć tego roku. Do moich niskoporowatych włosów jest wprost stworzony. PO jest najbardziej wygładzającym produktem ze wszystkich, jakie posiadam. Nadaje niewiarygodną wręcz gładkość i blask, choć zastosowany w zbyt dużej objętości może je obciążać. Pięknie pachnie i jest stosunkowo tani. Zdecydowanie kupię kolejne opakowanie.

KOSZULKA kilk! I SPÓDNICA klik!- aktualnie ulubione! ;) / WŁOSY PO ZESTAWIE: BALSAM BA+ CEDROWE MYDŁO

Jako osoba, która stroni od silikonów byłam nastawiona do niej dość sceptycznie, co jednak świetnie obrazuje, jak dobrze się u mnie sprawdza, skoro wylądowała w ulubieńcach. W składzie znów rokitnik, piękny zapach. Dobrze odżywia włosy, nie wymaga długiego trzymania na włosach, jest bardzo wydajna. Nie obciąża zbytnio, choć można odczuć, że nakładałam jednak coś bardziej treściwego. Ciekawi mnie jak sprawdziłaby się u posiadaczek wysokoporowatych. Jej siostra, do włosów zniszczonych przez dłuższy czas była moją ulubioną maską, jednak ta w mojej opinii jest zdecydowanie lepsza.

Bardzo długi czas byłam zachwycona tym produktem, z prostej przyczyny: świetnie przedłużał świeżość. Z czasem jednak niestety skóra przyzwyczaiła się i mimo mojej przerwy w jego stosowaniu nie działa już tak świetnie jak na początku. Nadal jednak bardzo się lubimy, świetnie myje, jest wydajne, nie wysusza.

Jeden z nieco delikatniejszych szamponów na bazie SCS, który dobrze się pieni i bez problemu domywa oleje. Niestety, nieco mało wydajny.  Faktycznie, dodaje nieco objętości, albo to efekt placebo ;)

Ulubieniec wszechstronny, jednak do olejowania sięgam po niego najczęściej, zaraz obok kokosa. Pięknie pachnie, jest tani i dobrze dostępny. Mimo zawartości rycyny dobrze się zmywa, bez niepotrzebnego obciążania.

Stosowany przeze mnie od... pięciu lat? Oczywiście, to już kolejna butelka, jednak wydajność jest szalona, z uwagi na fakt, że stosuję go tylko do skóry. Zawsze pomaga mi w nadmiernym wypadaniu włosów, przyśpieszeniu porostu i pojawieniu się masy baby hair.


PLACENTA, AMPUŁKI
Wraz z powyższym olejkiem stanowiły bardzo dobry zestaw do walki z jesienną utratą włosów. Dodatkowo, pomogły mi pozbyć się delikatnego zakola. Ostatnio kontynuowałam kurację w tym kierunku, głównie zależy mi na zagęszczeniu ich na linii czoła. Produkt bardzo tani, jedynie 16 zł/ 12 ampułek po 10 ml. Recenzję znajdziecie tutaj, a opinię po pół roku od kuracji tutaj.

AKCESORIA: TANGLE TEEZER, GUMKI INVISIBOBBLE
Bez TT nie wyobrażam już sobie życia i choć testuję aktualnie różne nowości, to wciąż warto ją tu umieścić. Gumki dobrze sprawdzają się do domowych fryzur, a także na trening, gdy muszę związać kucyk lub w połączeniu ze wsuwkami.

PAZNOKCIE
Zmieniło się dużo, a z drugiej strony mało. W tym roku moje podejście do stylizacji paznokci zostało totalnie zrewolucjonizowane.


Dla których zrezygnowałam ze standardowych lakierów. Piękne kolory, genialna trwałość do dwóch tygodni. Moja kolekcja ostatnio poszerzyła się o nieco nowych odcieni, stąd na blogu regularnie pojawiają się wpisy z tymi produktami.

SALLY HANSEN, PREPARAT DO SKÓREK

Jedyny, który faktycznie działa i pomaga mi delikatnie odsunąć narośnięte skórki. Nie lubię ich wycinać, nie mam takiej konieczności, jednak przed wykonaniem manicure warto o nie zadbać. Dziwne, że do tej pory nie pojawił się na blogu :) 

Spora część kosmetyków przywędrowała do mnie w ramach współpracy z drogerią ekobieca.pl
Poprzednią część ulubieńców roku znajdziecie tutaj.



Czytaj dalej »

NASIONA CHIA | DLACZEGO WARTO, CO DODAJĘ I SKĄD MÓJ ZACHWYT?

czwartek, 21 stycznia 2016 / 57 komentarzy / Etykiety:
KOSZULA TUTAJ
Choć wydaje mi się, że boom na nasiona Chia, czyli nic innego jak szałwię hiszpańską minął już jakiś czas temu, to jest kilka powodów, dla których warto poświęcić im cały wpis. Oczywiście, początkowo nie byłam zupełnie zainteresowana tematem i nie rozumiałam o co tyle szumu, dopóki za namową koleżanki nie spróbowałam sama. Dlaczego warto sięgać po te nasionka i skąd ten ogólny zachwyt? Przeczytacie poniżej.

Deser z dwóch łyżek stołowych (28g/137 kcal) dostarcza organizmowi (źródło):

    * Błonnik: 11 gramów
    * Białko: 4 gramy
    * Tłuszcz: 9 gramów (z czego 5 gramów to Omega-3)
    * Wapń 18% (ZDS- Zalecanego dziennego spożycia)
    * Mangan: 30%
    * Magnez: 30% ZDS
    * Fosfor: 27% ZDS

oraz cynk, potas i witaminy z grupy B

Jak widać, jest pełen dobroci! Znajdziemy w nim masę przeciwutleniaczy, białka i błonnika, co ważne  dla osób takich jak ja, czyli na redukcji, ale nie tylko. Warto wspomnieć, że znajdziemy tu również sporo kwasów Omega-3. Nie bez przyczyny Chia jest zaliczana do tzw. superfoods
Wracając jednak do tematu wpisu, skąd mój zachwyt? Miałam dłuższą przerwę w ich jedzeniu i w zasadzie zapomniałam, jak ciekawym są urozmaiceniem mojej codziennej diety. Słodyczy staram się unikać najbardziej, jak się da, bywają jednak dni, gdy wypadałoby dodać coś pysznego na podwieczorek zamiast. Dodatkowo, jemy i mając świadomość, że w żaden sposób nie szkodzimy sobie, a wręcz uzupełniamy braki minerałów i witamin. Szukając w sieci informacji na temat maksymalnego dziennego spożycia są one bardzo różne, od łyżki po dwie. Ważne, aby mieć świadomość, że nadmiar błonnika może również szkodzić. U mnie deser składający się z dwóch łyżek zjedzony od czasu do czasu nie powoduje niczego złego. Umiar jest ważny, jak we wszystkim.

Największą ich zaletą jest ich neutralny smak, deser będzie smakował zupełnie inaczej, w zależności od tego, co do niego dodamy. Moją bazą jest mleko, przy czym należy pamiętać, aby po zalaniu mieszać co chwila, inaczej możemy nie uzyskać jednolitej konsystencji.

Aktualnie przepadam za Chia z dodatkiem:

        * białka, z uwagi na moje ostatnie zakupy szalonych smaków: czekolady, białej czekolady,                  czekolady orzechowej i kokosowej. Ta ostatnia smakuje jak Bounty ;)
        * łyżeczki konfitury mojej Mamy,
       * owocami (choć tutaj staram się nie przesadzać zbytnio), w lecie najlepsze były schłodzone,              białe winogrona,
       * wiórków kokosowych (tutaj genialnym rozwiązaniem jest dodanie wspomnianego białka)
       * niewielkiej ilości orzechów, najbardziej smakowały mi oczywiście szalenie drogie nerkowce,
       * lub solo, tylko z dodatkiem stewii. 

W sieci znalazłam również pysznie wyglądający przepis na wersję z musem kakaowo- kawowym na bazie banana i chyba wkrótce wypróbuję.


Pudding Chia najbardziej cenię przede wszystkim za niską kaloryczność, dobre wartości odżywcze i wiele możliwości smakowych. Dodatkowo, ziarenka są bardzo tanie i wydajne. Znajdziecie je w aptekach, sklepach ze zdrową żywnością, jednak tam często są drogie. Najkorzystniejsze są zakupy na allegro lub w hurtowniach internetowych.


Znacie ten deser? 
Jakie są Wasze ulubione dodatki?:)


Czytaj dalej »

ZADBAJ O DŁONIE | TRZY GODNE POLECENIA KREMY NA ZIMĘ

wtorek, 19 stycznia 2016 / 44 komentarze / Etykiety:

Zima to czas, kiedy skóra cierpi najbardziej. Mróz, wiatr i ogrzewanie wpływa na jej stan wyjątkowo niekorzystnie: staje się sucha i ściągnięta. Brak jej komfortu, a w mojej opinii najbardziej irytującym i nieprzyjemnym uczuciem jest właśnie jej przesuszenie. Stosowanie balsamów i kremów staje się więc zwykłą codziennością. Jakie produkty wybrać? Co u mnie sprawdza się najlepiej? Spośród mojego małego zapasu wybrałam trzy, najbardziej obiecujące kosmetyki godne polecenia.


Każdy z nich cenię za coś innego. Moje typy? 

  • ❅ FLOSLEK, zimowy krem do rąk i paznokci
  • ❅ EVREE MAXREPAIR, regenerujący krem do rąk
  • ❅ WELLNESS&BEAUTY, krem z ekstraktem z z kwiatów wiśni


Nowością jest dla mnie krem Evree (do kupienia w drogerii ekobieca.pl). O marce słyszy się wyjątkowo: w samych pozytywach. Muszę przyznać, że całkowicie zasłużenie. W składzie znajdziemy olej migdałowy, avocado, d-pantenol oraz mocznik, co sprawia, że przypomina mi znany produkt Isana, choć jest od niego lepszy. Szybko się wchłania pozostawiając delikatną warstwę ochronną na dłoniach, koi podrażnienia i co dla mnie równie ważne: zmiękcza odciski na wewnętrznej stronie dłoni. Planuję sprezentować jedną tubkę mojej Mamie, która od wielu lat walczy z egzemą. Ma przyjemny zapach, który kojarzy mi się ze świeżo wypranymi ubraniami. 

Floslek Winter Care opisałabym jako produkt do zadań iście specjalnych. Bardzo gęsty, nieco bieli skórę, ale fantastycznie ją odżywia i nawilża. Co najlepsze, jego działanie czuć długo, nawet po myciu dłoni, nie jest to więc kosmetyk, który działa na chwilę. W składzie znajdziemy głównie parafinę, jednak w przypadku produktów do rąk zupełnie mi ona nie przeszkadza. Nuta zapachowa równie przyjemna jak działanie.

SWETEREK DO KUPIENIA TUTAJ

Nie mogłabym również wspomnieć o moim ulubieńcu Wellness&Beauty z nutą kwiatów wiśni i róży. I piszę to ja: osoba stroniąca od róży w kosmetykach pod każdą postacią. Ze wszystkich trzech jest on zdecydowanie najlżejszy, jednak nie mogłam odmówić sobie kolejnego polecenia na łamach bloga. Bardzo lubię sięgać po niego wieczorem, tuż przed snem. Taki mały, relaksujący rytuał. 


Jakie kremy lubicie i stosujecie? 


Czytaj dalej »

ANNABELLE MINERALS | NOWE ODCIENIE PODKŁADÓW: SUNNY, GOLDEN, BEIGE I NATURAL CREAM

niedziela, 17 stycznia 2016 / 30 komentarzy / Etykiety:

Rok 2015 zakończyłam z idealnie dobranym odcieniem mojego ulubionego podkładu Annabelle Minerals. W ostatnim wpisie o tej marce podzieliłam się z Wami moją opinią o gamie Sunny i odnalazłam tam perfekcyjny kolor Sunny Fair. Jako, że firma wciąż pragnie dotrzeć do szerszego grona bladolicych Polek w asortymencie pojawiły się nowości sygnowane jako CREAM. Jak dokładnie się prezentują i jakie są różnice pomiędzy Beige, Sunny, Golden oraz Neutral przekonacie się poniżej. 


Same nazwy oczywiście są bardzo adekwatne i łatwo się zorientować, który z kolorów będzie miał najwięcej tonów żółtych (sunny), złotych (golden), neutralnych (neutral) oraz oczywiście lekko różowych (beige).


Podkłady o standardowych pojemnościach 4 gramów  i nie różniące się absolutnie w żaden sposób od innych z formuły matującej, opisywanej szerzej tutaj. Są bardzo drobno zmielone, jedwabiste. nie ważą się na skórze. Ciekawi mnie wersja rozświetlająca, ale obawiam się, że przy mojej przetłuszczającej się cerze drobinki będą nieestetycznie podkreślać rozszerzone pory i niedoskonałości. Może jednak powinnam przekonać się na własnej skórze, dosłownie? 


Pamiętajcie jednak, że przed ostatecznym zakupem warto zerknąć na inne zdjęcia w sieci. Różnice pomiędzy ustawianiami monitorów mogą bardzo wpłynąć na ostateczny wygląd, zwłaszcza, jeśli mamy do wyboru tak rozbudowaną gamę kolorystyczną, a różnice są na poziomie tonów. Kosmetyki Annabelle Minerals znajdziecie tradycyjnie, na stronie sklepu lub w Warszawie na ulicy Mokotowskiej 51/53.



Czytaj dalej »

W TYM TYGODNIU NA PAZNOKCIACH | LAKIERY SEMILAC: 031, 129, 141, 144

piątek, 15 stycznia 2016 / 36 komentarzy / Etykiety:

Bardzo lubię posty tego typu. Przygotowanie trwa krótko i jest świetna motywacją do wyboru najpiękniejszych odcieni i szukania inspiracji przed tworzeniem manicure. Jakiś czas temu firma Semilac ponownie przesłała mi kilka nowych kolorów, stąd taka różnorodność na paznokciach. Nie wiem, czy aby na pewno wybór czarnego był dobrym pomysłem, ale ostatecznie całość dobrze się nosi :)

♥ 031 BLACK DIAMOND
♥ 129 VIOLET BLISS
♥ 141 LADY IN GREY
♥ 144 DIAMOND RING


SEMILAC: 031,semilac 129, semilac 141, semilac 144, semilac opinie, semilac lakiery hybrydowe,

Wzorek wykonałam klasycznym lakierem i płytką Born Pretty Store, o których wkrótce nieco więcej. Inne wpisy o lakierach hybrydowych znajdziecie tutaj.


Co aktualnie nosicie na paznokciach? 
Macie swoje ukochane odcienie z gamy Semilac?



Czytaj dalej »

NAJLEPSI Z NAJLEPSZYCH ♥ | ULUBIEŃCY 2015: KOLORÓWKA

środa, 13 stycznia 2016 / 36 komentarzy / Etykiety:

Styczeń to czas moich urodzin ale przede wszystkim kosmetycznych podsumowań. Najlepsi z najlepszych, creme de la creme używanej przeze mnie kolorówki w ciągu całego roku. Wpisy z serii ulubieńców postanowiłam podzielić na trzy części, nie chciałam przytłoczyć kogokolwiek ilością polecanych przeze mnie kosmetyków. Nikt nie będzie zdziwiony, jeśli napiszę, że każdy miał już swoją premierę na blogu i do większości znajdziecie podlinkowane recenzje.

TWARZ
Mimo, że podkład Annabelle Minerals w odcieniu Golden Fair uważałam za całkiem dobrze dobrany do koloru mojej skóry, to jednak Sunny Fair to mój zdecydowany faworyt. W tym momencie jestem przekonana, że lepszego nie znajdę, ale być może marka zaskoczy mnie kolejną, nową linią odcieni. Na uwagę zasługuje również puder rozświetlający, po który namiętnie sięgałam zwłaszcza latem, gdy mój makijaż był bardzo minimalistyczny. Jedwabisty, drobno zmielony, bez widocznych gołym okiem drobinek. Nie daje płaskiego matu, ujmuje zmęczenie. Zdecydowanie zasłużył na swoje miejsce w tym wpisie.



Rok 2015 mogłabym opisać również jako rok odkrycia najlepszego korektora w moim dwudziestotrzyletnim życiu. Nie raz i nie dwa wspominałam, że podkrążone oczy są moją niechlubną domeną. Kamuflaż w płynie Catrice to idealne połączenie wysokiego krycia i lekkiej, niewysuszającej formuły, która sprawdzi się również na problemy skórne. Długotrwały, choć z jednym minusem: trudno dostępny, ale cóż się dziwić, że tak rozchwytywany. Nie mogłaby, nie wspomnieć również o paletce francuskiej marki Melkior, o kremowej formule i wysokiej pigmentacji. Pod oczy stosuję oszczędnie w przypadku sytuacji bardzo kryzysowych. Produkt nie waży się i nie podkreśla zmarszczek, jednak wymaga przypudrowania.

Rozświetlacze, to coś, co pokochałam. Jednym z największych ulubieńców całego roku był przepiękny produkt Melkior w odcieniu Winter Glow. Próbowałam znaleźć dla Was jego tańszy odpowiednik, jednak nawet, gdy kolory były zbliżone, to nic nie było tak drobno zmielone. Za każdym razem, gdy mam go na policzkach ktoś pyta o niego na blogu, lub na instagramie. Daje cudowny efekt tafli, moim zdaniem subtelniejszy niż Mary Lou Manizer z The Balm. Do mojej skóry wpadającej w żółty bardziej przemawia jego kolor, bez widocznych złotych tonów i drobinek. Do tego szalenie wydajny i nie powodujący problemów skórnych, o które u mnie wcale nie trudno.
Wypadałoby również nadmienić o tanim i dobrym produkcie Wibo. Diamond Illuminator jest mniej różowy niż poprzednik, ale można nim uzyskać równie dobre efekty. Zabieram go ze sobą na wyjazdy jako produkt wielofunkcyjny: cień do powiek i rozświetlacz. Godny uwagi.


OCZY
Wspaniałe efekty na nieco podhodowanych odżywką rzęsach daje VML So Couture z Loreal. Przyznam jednak, że nawet, gdy ich kondycja była wyjątkowo słaba, to  nigdy mnie nie zawiódł. Nie skleja, pogrubia, ale w sposób, który lubię. Substytut sztucznych rzęs w tubce. Piękna czerń i bardzo dobra trwałość. W tym roku przekonałam się również, że jest sens nakładania bazy pod cienie, nawet jeśli są to zwykłe, codzienne brązy. Najlepszą ze wszystkich, jakie miałam okazję testować okazała się słynna ArtDeco. Nie jestem co prawda fanką jej opakowania z uwagi na moje długie paznokcie, ale można z tym sobie poradzić. Delikatny kolor, jedwabista konsystencja, bardzo dobre przedłużenie trwałości cieni oraz podbicie ich intensywności. Szukałam również trwałego eyelinera o ładnej czerni i większość czasu byłam wierna temu Eveline w kałamarzu. Zdecydowanie lepszy, gdy nieco zgęstnieje. Może nie jest to ideał, ale bardzo dobrze mi się z nim współpracuje.



Przekonałam się również, że nie warto pomijać brwi podczas codziennego makijażu. Nawet delikatne podkreślenie przynosi spore korzyści, warto było więc rozejrzeć się za czymś, co odpowiadałoby moim niesfornym włoskom. Do podkreślania i delikatnego wypełniania polubiłam się z kredką Catrice, która dodatkowo ma grzebyczek, co ułatwia sprawę. Luki natomiast w szybki sposób niweluję pisakiem tej samej marki. Ulubioną, jasną kredką na linię wodną została ta z Kryolan i mimo, że to koszt około trzydziestu złotych to wystarczy mi na wieki.
Najpiękniejsze i najbardziej komplementowane przez otoczenie cienie to paleta I Heart Makeup Death By Chocolate. Nigdy bym nie przypuszczała, że tak bardzo z jakąkolwiek się polubię, ale ich jakość, pigmentacja i przede wszystkim pigmentacja rozłożyła mnie na łopatki.


USTA
O ile początkowo wciąż byłam wierna intensywnym, neonowym pomadkom Bourjois Rouge Edition Velvet, to z nastaniem jesieni coraz bardziej ciągnęło mnie w stronę ust ala Kylie Jenner. Na wyróżnienie zasługują bardzo dobre i tanie kredki Wibo NudeLips o numerkach 2 (bardziej ciepła, brązowa) i 3. Kosztują grosze, bo około sześciu złotych. Wracając jednak do burżujów, to są to najbardziej trwałe i komfortowe w noszeniu matowe produkty, jakich miałam okazję używać. Często sięgałam również po matowe szminki Golden Rose, a 08 i 04 to moje ulubione z całej gromadki.





Co Was zachwyciło? 
Co możecie mi polecić na kolejny, miejmy nadzieję bardzo odkrywczy kosmetycznie, rok?:)



Czytaj dalej »

NIEDZIELA DLA WŁOSÓW #12 | APTEKA AGAFII, DZIEGCIOWY SZAMPON

poniedziałek, 11 stycznia 2016 / 25 komentarzy / Etykiety:

Wraz z nastaniem zimniejszych dni skóra głowy lubi nieco poszaleć, od nadmiernego przetłuszczania się, po przesuszenie. Tak też było i tym razem, zależało mi więc na uspokojeniu jej. Sięgnęłam więc po szampon dziegciowy Apteka Agafii (do kupienia tutaj), który według producenta świetnie działa w kierunku regulowania takich stanów. W składzie, prócz tytułowego dziegciu znajdziemy również SLES oraz mydlnicę lekarską.


Produkt jest gęsty i nieco żelowy w konsystencji, przez co lubił spływać z dłoni. Faktycznie, dobrze się pieni, ale nie dzięki działaniu jedynie naturalnych składników ;) Zapach bardzo przyjemny i w teh kwestii nie mam mu nic do zarzucenia. Przed myciem na włosy nałożyłam standardowo, olejek Wellness & Beauty. W obawie przed przeciążeniem długość potraktowałam szamponem Natura Siberica. W ostatnim etapie nałożyłam jedną z lżejszych masek Organic Shop z figą.

MARYNARKA (która miała być w stonowanym odcieniu szarości!;)  TUTAJ )
Niestety, muszę przyznać, że o ile na zdjęciu prezentują się względnie dobrze, to miałam wrażenie słabego domycia, obciążenia. Brakowało im puszystości, a skóra głowy, cóż, może jedno użycie to za mało aby zniwelować stany zapalne, jednak nadal wyczuwalne były lekko bolesne miejsca ze stanami zapalnymi. Produkt prawdopodobnie powędruje do mojej koleżanki, która cierpi na łuszczycę i w tym przypadku dziegieć jest bardzo pożądanym składnikiem w kosmetykach. W przypadku nadmiernego przetłuszczania polecałabym poszukać jednak czegoś innego. 

Inne wpisy z tego cyklu podejrzycie TUTAJ :) 


Czytaj dalej »

AKTUALNA PORANNA PIELĘGNACJA TWARZY | SORAYA, TOŁPA, SYLVECO, AVEBIO, NATURA SIBERICA

sobota, 9 stycznia 2016 / 48 komentarzy / Etykiety:
KIMONO pochodzi z tej strony
Przede wszystkim, na samym początku należałoby zacząć od tego, jaka jest aktualnie moja skóra? Określiłabym ją jako tłustą/mieszaną, ze sporą tendencją do zapychania, zwłaszcza na policzkach. Mimo to, w zimie bardzo lubi uprzykrzać mi życie fazami przesuszenia na zmianę z przetłuszczeniem. Chwilami ciężko nad nią zapanować, więc po produkty sięgam zależnie od jej aktualnego stanu. Duży wpływ na wybór kosmetyku ma również mój czas do wyjścia. Nikomu nie muszę mówić, że jeśli mam dosłownie dwadzieścia minut do wyjścia, to moją uwagę przyciągną lekkie w konsystencjach kosmetyki.


Po moim zachwycie nad peelingami Sylveco zainteresowałam się lipowym płynem micelarnym (kupicie go w ekobieca.pl za 17,99 zł), który z powodzeniem radzi sobie również z demakijażem, a rano jako tonik i odświeżenie skóry. Z racji, że ostatnio kontynuowałam kurację kwasem glikolowym w postaci toniku, dość często sięgam po filtr Flos Lek, choć przyznam, że marzy mi się coś o suchym wykończeniu.


Na co dzień stosuję krem Soraya z kwasem hialuronowym (dokładnie taki), który trafił do mnie zupełnie przypadkowo. Ma lekką konsystencję i dobrze nawilża, jednak nałożony w zbyt dużej ilości może słabo współgrać z kolorówką, z uwagi na delikatną warstewkę, jaką pozostawia. Nie jest ona bardzo mocno wyczuwalna i na dłuższą metę jestem z niego zadowolona, z prostej przyczyny: nie spowodował zaskórników i innych, niemiłych niespodzianek. W dni natomiast, kiedy cera jest uspokojona lubię nakładać ampułkę Pat & Rub.


Zdarza się, że zupełnie nie planuję nakładania makijażu lub wstaję na tyle wcześnie, że mogę sobie pozwolić na nałożenie olejku. Żadnego zaskoczenia nie będzie, jeśli wskażę swojego ulubieńca: olejek z marakui Avebio. Działa cuda i niedawno namówiłam na niego kolejną koleżankę licząc, że będzie podobnie zachwycona. Recenzję możecie przeczytać tutaj.


Kwestia skóry pod oczami to od wieków mój problem. Jest cienka, a sińce to niestety codzienność. Staram się więc dbać o jej odpowiednie nawilżenie i odżywienie. Z pomocą przychodzą mi dwa kremy: lekki i szybkowchłaniajacy się rosyjskiej marki Natura Siberica, oraz zdecydowanie bardziej treściwy i wspaniale kojący Tołpa. Mimo, że jest przeznaczony do skóry 40+ nie przeszkadza mi to specjalnie. Żyję w przekonaniu, że to, co potrzebne skóra wchłonie. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że delikatne, pierwsze zmarszczki spowodowane zapewne przesuszeniem uległy spłyceniu, skóra w tej okolicy jest miękka, sprężysta i wygładzona. Bardzo polecam, pojawiał się nawet w Biedronce w jednej z gazetek promocyjnych i żałuję, że nie zrobiłam zapasu.

Jak zmienia się Wasza pielęgnacja? Testujecie nowości, czy trzymacie się sprawdzonych produktów? Przyznam, że sama staram się możliwie zminimalizować testy kosmetyków do twarzy, z obawy o niespodziewane reakcje skóry. Zawsze można to nadrobić sobie kolorówką :)


Czytaj dalej »





SZABLON BY: PANNA VEJJS.